środa, 12 czerwca 2013

Denko po raz 5, czyli zużycia majowe

Większość z Was już pokazała swoje denka. Zostałam wśród tych nielicznych, które jeszcze tego nie zrobiło. Dzisiaj spięłam się, pstryknęłam zdjęcia i takim sposobem nadrabiam zaległości :).
Patrząc na moje majowe denko pękam z dumy! Chociaż nie jest to największe denko jakie widział świat, to największe jakie widział mój blog ;). Nie przedłużając już, zapraszam Was do oglądania, czytania i komentowania :).


O każdym z produktów słów kilka:



Isana, Żel pod prysznic, melon i gruszka- recenzja wkrótce. Początkowo nie miałam zamiaru o nim pisać, ale zdecydowałam, że to zrobię, bo mnie zachwycił. Ten żel chyba nie ma minusów. Kupię ponownie!

Nivea, Long Repair, Odżywka do włosów suchych, łamliwych i rozdwajających się- ta odżywka była moją wygraną w konkursie i okazała się całkiem przyjazna. Może kupię.

Nivea, Invisible for black&white, clear- bardzo dobry dezodorant, niewiele mu brakuje do mojej ulubionej Rexony. Nie brudzi ubrań, dobrze chroni, dość ładnie pachnie. Kupię ponownie!



Eveline, Spa Professional, Orchidea&Kokos, nawilżający balsam dla skóry normalnej- recenzję balsamu możecie przeczytać TUTAJ. Zmęczyłam i nie chcę widzieć już go w mojej łazience. Nie kupię ponownie!

Farmona, Sweet secret, Czekoladowe masło do ciała, Ciemna czekolada i orzech pistacji- więcej o nim możecie przeczytać TUTAJ. Masło urzekło mnie swoim zapachem, co spowodowało, że zakochałam się w nim bez pamięci. Gdy tylko dni za kilka miesięcy zaczną stawać się krótsze, znowu po nie sięgnę. Kupię ponownie! 



Nivea, Soft Rose, pomadka ochronna- pomadka jak pomadka. Nic specjalnego, chociaż przydatna kiedy nie ma ze mną Carmexa. Po za tym, przyjemnie pachnie. Może kupię ponownie

Soraya, Beauty & Nature, Krem nawilżająco- regenerujący, Mleko i miód- to moje drugie opakowanie. O ile pierwsze zrobiło na mnie dobre wrażenie, tak drugie już mniej. Przeciętny, tani krem. Może kupię ponownie.

Bielenda, Zmywacz do paznokci i tipsów, bezacetonowy, witaminowy- po raz kolejny w moim denku. Zwykły, dobry zmywacz, do którego chętnie wracam. Kupię ponownie.


Miss Sporty, Kredka do oczu, 001- to moja nie pierwsza, ani ostatnia kredka Miss Sporty. Bardzo się z nią polubiłam. Jest tania, wygodnie się nią operuje, jedynym minusem jest bardzo delikatna zatyczka, która szybko uległa zniszczeniu. Kupię ponownie.

Miss Sporty, Fabulous  Lash Curved, Tusz podkręcający rzęsy- tusz niczym  nie wyróżniający się spośród innych. Ale nie zaszkodzi spróbować. Może kupię ponownie.

Avon, Color trend, Podkręcający tusz do rzęs- znalazłam go przy okazji porządków. Ma już kilka lat i niezbyt pamiętam jak się sprawdził. Z tego co kojarzę, raczej przeciętnie. Może kupię ponownie.






Cleanic, Antybakteryjne chusteczki odświeżające- używanie tych chusteczek było dla mnie męczarnią. Śmierdzą niesamowicie alkoholem, zapach ten utrzymuje się na skórze, więc po użyciu pachniemy jak po kilku głebszych. Mówię im stanowcze nie! Nie kupię ponownie.

Ziaja, Maska regenerująca z glinką brązową, każdy rodzaj skóry- moja ulubiona maseczka. Daje świetne efekty, więc będę do niej wracać. Recenzja TUTAJ. Kupię ponownie!

Marion Spa, kremowy peeling do twarzy z ziarenkami truskawek, do cery normalnej i suchej- recenzja TU. Spodziewałam się ciekawego peelingu i szybko się rozczarowałam. Nie kupię ponownie.

Nivea, BB Cream, 5w1 upiększający krem nawilżający, cera jasna- cieszę się strasznie, że trafiłam na tę próbkę. Nie wiem jak coś takiego można wypuścić na rynek. Upiększenie jakiego doznałam to swędząca twarz w kolorze marchewki kilka minut po nałożeniu. Pełnowartościowego produktu nie kupię na pewno!



Znacie te produkty? Zgadzacie się z moją opinią, czy macie inne zdanie? :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Naturalny krem do rąk z masłem shea, czyli Love Me Green

Jakiś czas temu przedstawiałam Wam paczuszkę od Love Me Green, w której znalazł się m.in. rewitalizujący krem do rąk z masłem shea w 98% naturalny. Krem nie zawiera parabenów, silikonów i innych składników, którymi napakowana jest większość kosmetyków. Po naprawdę intensywnych testach jestem gotowa opowiedzieć Wam trochę o nim. Czy okazał się strzałem w dziesiątkę, czy może bublem roku? Zapraszam do dalszej części :).


Cena i dostępność:
Krem możemy zamówić na stronie producenta - klik. Za 75 ml zapłacimy 49,90zł.

Od producenta:

Skład:

Moja opinia:
Na pierwszy rzut niech pójdzie opakowanie kremu. Jego forma jest bardzo tradycyjna- zwykła tubka z solidnym, dobrze zatrzaskującym się zamknięciem, które dodatkowo było zafoliowane. Bardzo przypadła do mi do gustu jego szata graficzna- minimalizm, połączony z dużym poczuciem estetyki. No cóż, lubię opakowania cieszące oko :). Przy okazji zwróciłam uwagę na konkretność producenta- logo, nazwa, podstawowe informacje, skład. Bez żadnych opowieści o tym, że krem nie tylko zadba o nasze ręce, ale także posprząta nam w szafie i zrobi pranie ;).


Kiedy już pooglądamy tubkę przychodzi czas na otwarcie i powąchanie. Zapach jest całkowicie inny, niż znane mi dotąd produkty do rąk. Nie miałam wiele do czynienia z produktami naturalnymi, ale wydaje mi się, że tu tkwi tajemnica. Zapach jest przyjemny, świeży i nienachalny. Utrzymuje się na skórze, ale czuć go tylko po powąchaniu dłoni.
Kolejnym krokiem w testowaniu produktu jest jego aplikacja. Tutaj mam mieszane uczucia. Konsystencja kremu jest dosyć rzadka przez co też krem staje się automatycznie mniej wydajny. Wydaje mi się, że mógłby być trochę treściwszy. Zadowolił mnie natomiast fakt, że krem świetnie się wchłania i dobrze rozprowadza. Już po chwili dłonie są "suche" i możemy powrócić do swoich poprzednich czynności. Nie zostawia tłustej, lepkiej warstwy.


Już po kilku użyciach kremu zauważyłam, że moje dłonie stały się miększe, gładsze i delikatniejsze. Skóra stała się zauważalnie bardziej nawilżona i ładniejsza. Niestety nie mogę tego powiedzieć o skórkach przy paznokciach- z nimi niestety nie zrobił porządku. Pozostały dalej lekko przesuszone. Wpływu na paznokcie nie ma żadnego, ale to już raczej nie jego rola.

Ostateczna ocena:
Krem zdecydowanie ma wiele plusów- opakowanie, zapach, naturalny skład, szybkość wchłaniania. Działanie również wypadło na plus, pomijając epizod ze skórkami. Moje dłonie faktycznie zostały nawilżone, stały się delikatne i miękkie. Krem w ogólnym rozrachunku dostaje ode mnie 8,5/10.

Jakie są Wasze ulubione kremy do rąk? Co sądzicie o tych naturalnych? :)


piątek, 7 czerwca 2013

Spierzchnięte usta kontra Tisane

Jak już zauważyłyście, bądź nie, ostatnio zniknęłam. Niestety, ale na prawie 2 tygodnie. Na swoje wytłumaczenie mam tylko jedno słowo "sesja"- i pewnie większość z Was zrozumie o czym mówię. Ostatnie 2 tygodnie to był istny maraton, ale na szczęście chwilowo zrobiło się spokojniej. Bardzo się cieszę, że w końcu mogę coś napisać, bo brakowało mi blogowania. Wracam jednak i mam nadzieję, że posty pojawiać się będą regularniej :).

Dzisiaj postanowiłam napisać Wam co myślę o pewnym konkurencie Carmexa. Pewnie już wiecie? Tak, mowa o słynnym balsamie do ust Tisane, który kupiłam jak tylko pojawił się w Naturze. Czy stałam się jego fanką? Nie, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od początku :).


Cena i dostępność:
W moim mieście (dosyć dużym) nie mogłam go nigdzie dostać. Jakiś czas później pojawił się w drogerii Natura i tam dostępny jest na pewno. Możecie też szukać w aptekach (również internetowych), bo część z nich ma go w swoim asortymencie. Za swój słoiczek zapłaciłam 7,99zł/ 4,7g, chociaż jego cena regularna to 9,99zł.

Od producenta:

Skład:


Moja ocena:
Moje początki z tym produktem były dosyć obiecujące i zapowiadało się na większą "przyjaźń". Niestety z czasem okazało się, że produkt działa, ale tylko wtedy gdy usta są delikatnie spierzchnięte. W momencie gdy usta są bardzo wysuszone i pieką, niestety sobie nie radzi. Uważam, że jest zdecydowanie słabszy, niż Carmex. Na ustach pozostawia delikatną, bezbarwną powłokę. Zapach w słoiczku jest przyjemny, lekki słodkawy, powiedziałabym, że miodowy. Na ustach zaś robi się nieprzyjemny i zostawia okropny, drapiący w gardło posmak. Konsystencja balsamu zależna jest od temperatury- jeżeli jest zimno to balsam robi się twardy, natomiast pod wpływem ciepła staje się miękki, łatwy do aplikacji. Opakowanie jest dosyć małe, ale bardzo przyjemne dla oka pod względem graficznym, dodatkowo podoba mi się fakt, że napisy nie ścierają się. O praktyczności słoiczka nie wspominam, bo to zależy od preferencji. Najważniejsze, że jest solidne, dobrze się zakręca, balsam jest w nim bezpieczny.


Ostateczna ocena:
Kupując ten balsam liczyłam na naprawdę wiele- przecież tyle dobrych opinii o czymś powinno świadczyć. Szybko się przekonałam, że przeliczyłam się. Balsam w jakimś stopniu wpływa na poprawę kondycji ust, ale stawiam go na równi z pomadkami Nivea, które stosuję raczej profilaktycznie i ochronnie. Produkt oceniam jednak jak balsam, a nie pomadkę, więc daje mu słabe 5/10.

Znacie Tisane? Po której stronie stajecie- zwolenników, czy przeciwników? :)


niedziela, 26 maja 2013

Czekolada i pistacja!

Zacznijmy od tego kto nie lubi czekolady? No właśnie, wszyscy lubią czekoladę! :)
Ja należę do osób, które wielbią czekoladę również w kosmetykach. Takie zapachy sprawdzają się głównie zimą. Nie tak dawno nadszedł jej koniec, a wraz z nią skończyło się moje czekoladowe masło do ciała Sweet Secret z Farmony, a konkretniej o zapachu ciemnej czekolady i orzechu pistacji. Dzisiaj chcę Wam o nim trochę opowiedzieć, zanim za kilka dni będziecie mogły zobaczyć je w denku majowym :).


Cena i dostępność:
Dostęp do tego masła jest naprawdę nieograniczony. Możemy je kupić chyba wszędzie- w Rossmannie, Naturze, lokalnych drogeriach, czy supermarketach. Cena się waha w granicach 10-15zł za 225ml.

Od producenta:
Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o gęstej, aksamitnej konsystencji i kuszącym zapachu został stworzony z myślą, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ciemnej czekolady i orzechów pistacji, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, słodki zapach ciemnej czekolady z ekstrawagancką nutą orzechów pistacji. Regularne stosowanie Czekoladowego masła do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura doskonale nawilża i odżywia, opóźniając procesy starzenia się skóry, a także ujędrnia, wygładza i wyszczupla ciało, zapewniając dobry nastrój i uczucie komfortu.




Sposób użycia:
Masło delikatnie wsmarować w skórę i pozostawić do wchłonięcia.


Skład:
Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Myristate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Helianthus Annuus Seed Oil, Cyclomethicone, Cera Alba, Parfum, Propylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Pistachia Vera Seed Extract, Acrylates /C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Benzyl Benzoate, Limonene, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 14720, CI 42090. 




Moja opinia:
Po wstępie już się pewnie domyślacie  na jakiej podstawie masełko trafiło do mnie. Tak, zapach! Wzięłam w ciemno bez wąchania i jestem oczarowana! Pachnie lekko słodkawo, czekoladowo, z delikatną nutą orzeszków. Zapach nie jest mdły, chemiczny, ani bardzo ciężki. Po użyciu utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas w łazience, na skórze, a także na ubraniach. Mimo to, nie jest męczący. Konsystencja masła jest dosyć gęsta, zbita, jednak bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Wydajność produktu jest średnia. Bardzo spodobała mi się szata graficzna opakowania, oraz sama jego forma. Bez problemu można wydobyć ze środka masło, oraz zużyć do samego końca bez rozcinania. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że wygląd skóry faktycznie się poprawił. Nie był to jakiś spektakularny efekt, jednak w jakimś stopniu skóra stała się miększa, delikatniejsza i ładniejsza. Warto tu zaznaczyć, że w składzie na drugim miejscu, zaraz po wodzie, znajdziemy masło shea! Informacja producenta o ujędrnieniu jest trochę naciągana, chociaż to nie jest dla mnie problem. Od jędrności mam ćwiczenia :).


Ostateczna ocena:
Masło okazało się na pewno ucztą dla zmysłów- dokładnie tak, jak obiecał producent. Ciało również się nim zadowoliło, chociaż nie tak bardzo. W każdym razie, jeżeli ktoś uwielbia takie zapachy to jest to obowiązkowa pozycja do przetestowania :). Ja się z nim póki co żegnam, bo jego czas jest w zimie i daję mu 7/10.

Co sądzicie o kosmetykach Farmony? Lubicie takie "jadalne" kosmetyki? :)

piątek, 17 maja 2013

Love Me Green!

Wczoraj dodałam posta z przesyłką kolorówki od L'Ambre, a dosłownie chwilę później pojawił się u mnie kurier przynosząc pudełko pełne naturalnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Wszystko za sprawą współpracy z Love Me Green. Po otwarciu przesyłki, oczy mi się dosłownie zaświeciły! To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Zobaczcie same co znalazło się w środku:



Wyszczuplający balsam do ciała Zielona Herbata
Organiczny krem do ciała. Ekstrakty roślinne z zielonej kawy i zielonej herbaty bogate w kofeinę wspomagają eliminację tłuszczu z komórek.



Witalizujący szampon do włosów
Łagodny szampon na bazie wyciągu z aloesu, wzbogacony miodem. Dla każdego rodzaju włosów.



Relaksujący olejek do masażu
Olejek do masażu na bazie olejku z sezamu ekologicznego. Wyjątkowe połączenie olejku sezamowego i oleju z moreli ekologicznych oraz witaminy E. Składniki te odżywiają skórę ciała, jednocześnie czyniąc ją bardziej delikatną.



Rewitalizujący krem do rąk
Krem do rąk z organicznym masłem Shea. Organiczne masło Shea posiada właściwości odżywcze, nawilżające i regenerujące.



Próbki
-Nawilżający balsam do ciała Karite Exotique
-Wyszczuplający balsam do ciała Zielona Herbata
-Rewitalizujący krem do rąk
-Regenerujący krem do twarzy na dzień
-Regenerujący krem do twarzy na noc
-Energetyzujący peeling do twarzy



Zawartość paczki bardzo mnie zaskoczyła i ucieszyła. Nie spodziewałam się takiej ilości. Już nie mogę się doczekać pierwszych prób :). Przy okazji przepraszam Was za słabą jakość zdjęć, ale robiłam je przy sztucznym świetle. Obiecuję poprawę :).
Tymczasem ja uciekam testować, żeby wrócić do Was z pełnymi recenzjami, a Was zapraszam na oficjalną stronę Love Me Green TUTAJ :)

Znacie te kosmetyki? Recenzję którego produktu chciałybyście zobaczyć jako pierwszą? :)


czwartek, 16 maja 2013

Przesyłka od L'Ambre

Jakiś czas temu dostałam maila od przedstawicielki L'Ambre z propozycją współpracy. Kojarzyłam już tą firmę z Waszych blogów, dlatego zdecydowałam się ją przyjąć. I tak dzisiaj zawitał do mnie listonosz z przesyłką :).



W środku znalazłam lakier do paznokci Sense of Elegance i błyszczyk Magic Shine, oraz 4 małe próbki z kremami. Jeżeli chodzi o kolor lakieru to jestem zachwycona- lepiej chyba trafić nie mogli :). Błyszczyk swoim kolorem wywołał już mniejsze wrażenie, jednak nie jest to kolor, który całkowicie dyskwalifikuję :).

Garść informacji o firmie:

(klikając na powyższe logo możecie odwiedzić stronę internetową L'Ambre)

Główna siedziba firmy L'Ambre znajduje się w Gdańsku, natomiast oddział biura w Katowicach. Ze względu na warunki handlowe od samego początku, czyli od 14 lat, firma rozwijała się na rynkach wschodnich (głównie Rosja, Ukraina i Białoruś), a obecnie dynamicznie na macierzystym rynku polskim. Wcześniej kosmetyki, nie były tu dostępne. Tym samym 14 lat sprzedaży produktów daje gwarancję ich bardzo dobrej jakości. L'Ambre przywiązuje również dużą wagę do estetyki opakować, zarówno pod kątem użytych materiałow, jak i również nowoczesnego designu.
Firma działa w branży marketingu grupowego, oraz sprzedaży bezpośredniej (80% marży na każdym produkcie), co daje każdemu konsultantowi dogodne warunki finansowej współpracy. Dzięki kompetencji konsultantów każdy kosmetyk jest odpowiednio zaprezentowany i dobrany według potrzeb danej osoby. Więcej informacji na ten temat (materiały promocyjne, plan marketingowy, czy informacje dotyczące rozpoczęcia współpracy) można uzyskać pod adresem: lambrekonsultant@gmail.com.


Znana jest Wam ta firma? Który z produktów zaciekawił Was bardziej? :)

niedziela, 12 maja 2013

Bubel wśród eyelinerów

Witajcie, dzisiaj bez zbędnych wstępów pozwolę sobie od razy przejść do konkretów ;). Jakiś czas temu prezentowałam Wam eyeliner od Wibo [TU]. Teraz przychodzę z jego bratem, czyli czarnym eyelinerem wodoodpornym. Jak wypadł? O tym poniżej :)


Cena i dostępność:
Eyeliner możemy dostać w każdym Rossmannie, co chyba nie jest zaskoczeniem. Jego cena wynosi ok. 7-8 zł/ 4g.


Moja opinia:
Skusiłam się na niego, ze względu na to, że wersja niewodoodporna raczej przypadła mi do gustu. Można powiedzieć, że wzięłam go w ciemno. Opakowanie ma w miarę estetyczne i solidne, jednak po jakimś czasie napisy rozmazują się i ścierają, sprawiając, że wygląda strasznie brzydko. Pędzelek z czasem stał się podobny do miotły, co uniemożliwiło mi normalne malowanie. Na szczęście miałam pędzelek z poprzedniego eyelinera, który dobrze mi służy. Eyeliner jest dobrze napigmentowany, wygodny w użyciu, nie rozmazuje się przy aplikacji.

Jego trwałość pozostawia jednak wiele do życzenia. Szybko się ściera, kruszy (!) i nie ma nic wspólnego z produktami wodoodpornymi- tak, świetnie zmywa się pod wpływem wody. Jedynym plusem jest jego cena. Duża wydajność w tym przypadku mi przeszkadza, ponieważ chcę go jak najszybciej skończyć i już nigdy więcej nie mieć z nim do czynienia.



Ostateczna opinia:
Tym razem eyeliner Wibo mnie bardzo rozczarował, spodziewałam się czegoś podobnego do jego poprzednika, a okazał się porażką. Daję mu słabe 3/10 i nie polecam nikomu.

Jaki jest Wasz ulubiony eyeliner, a jaki uważacie za kompletny bubel? Dajcie znać :)


piątek, 10 maja 2013

Szarak od Alle Paznokcie

Przychodzę do Was dosłownie na sekundkę. Niestety zaczął się już w moim życiu ten uroczy okres zwany "czuję na plecach oddech sesji" i mimo, że mamy piątek to ja dzielnie próbuję się uczyć. Słońce za oknem nie pomaga mi w tym, ale takie już są uroki sesji letniej. No ok, lenistwo to swoją drogą ;).

Dosyć dawno temu, zanim jeszcze lakiery z hurtowni Alle Paznokcie zaczęły regularnie pokazywać się w blogosferze, ja zaopatrzyłam się w kilka sztuk. Póki co, mam zamiar Wam je tylko przedstawić pod względem koloru, natomiast za jakiś czas postaram się zrobić im zbiorczą recenzję.

Na pierwszy rzut pójdzie szary. Zdjęcia robiłam już jakiś czas temu, więc nie wpisuje się w aurę wiosenną. Niech jednak ma swoje 5 minut. Jest to odcień nr 22A z serii new technology nails, nieco smutny, ale świetnie nadający się na zimowe, czy pochmurne dni. A teraz czas na zdjęcia, jak nasz dzisiejszy bohater prezentuje się na paznokciach:










Jak Wam się podoba? Lubicie stonowane kolory na paznokciach, czy wybieracie całkiem inne? :)

sobota, 4 maja 2013

Truskawkowy peeling Marion Spa

Witajcie, witajcie. Jak Wam mija majówka? Pojawiło się gdzieś u Was słońce? Bo za moim oknem tylko deszcz i chmury, ewentualnie kilka błysków i grzmotów. Pogoda ma się poprawić, ale od poniedziałku- wtedy jak większość z nas musi wrócić do pracy, szkoły, na uczelnie. Eh, złośliwość rzeczy martwych ;).

Ostatnio nazbierało mi się sporo zaległości z recenzjami i przyznam, że nie wiedziałam od czego zacząć. Ostatecznie zdecydowałam się na kremowy peeling z ziarenkami z truskawek od Marion Spa do cery normalnej i suchej, który dosłownie przed chwilą wykończyłam.


Cena i dostępność:
Swoją saszetkę kupiłam za zawrotną sumę 1,20zł/10ml w lokalnej drogerii. Spotkałam się z nim również w Społem.

Od producenta:




Sposób użycia:



Skład:


Moja opinia:
Peeling ten zaintrygował mnie głównie ze względu na te truskawki. Jak się niestety okazało, zapach przypomina raczej produkty o tym smaku, niż same owoce. Kojarzy mi się głównie z wafelkami truskawkowymi, których nie lubię. Mimo to, nie przeszkadzał mi, chociaż na dłuższą metę bym go nie zniosła. Konsystencja peelingu jest kremowa, dobrze się rozprowadza, ale zagęszczenie drobinek jest zdecydowanie za małe. Efekty również nie zdołały mnie zadowolić. Mam wrażenie, że peeling, zamiast złuszczyć naskórek, tylko i wyłącznie podrapał mi twarz. Skóra była w niewielkim stopniu delikatniejsza.


Ostateczna ocena:
Peeling niestety bardzo mnie zawiódł. Nie znalazłam w nim chyba żadnej faktycznej zalety, poza szatą graficzną saszetki, która jest bardzo przyjemna dla oka. Dostaje ode mnie mocno naciągane 3/10.

Miałyście z nim do czynienia? Jakie są Wasze ulubione peelingi? Dajcie znać :)



czwartek, 2 maja 2013

Denko po raz 4, czyli zużycia kwietniowe

Witajcie :). Nie było mnie kilka dni w domu, a tym samym na blogu. Bardzo mi miło, że mimo to odwiedzaliście i komentowaliście. Dzisiaj już do Was wracam. Z racji, że zaczął się kolejny miesiąc czas na post denkowy. Spodziewałam się większego denka, ale niestety, po raz kolejny jest bardzo skromne. Może w przyszłym miesiącu się uda ;).

Tak prezentuje się całe moje denko:



Kilka słów o każdym z produktów:



1. Be Beauty Spa, ujędrniająca sól do kąpieli z ekstraktem z lotosu- recenzję tej soli możecie przeczytać TUTAJ. Niestety, ale ten zapach nie przypadł mi do gustu. Jeżeli się zdecyduję ponownie to na inny zapach. Może kupię.


2. Adidas, Floral Dream, Dezodorant perfumowany w sprayu dla kobiet- zalegał u mnie strasznie długo i nareszcie udało mi się go wykończyć. Na początku zapach był ok, potem zaczął mnie denerwować i tak już zostało. Nie kupię ponownie!

3. Avon Naturals, Regenerujący spray do ciała, Czereśnia i gałka muszkatołowa- w składzie na pierwszym miejscu znajduje się alkohol i po psiknięciu faktycznie to czuć. Dopiero po chwili można szukać zapachu, który i tak utrzymuje się bardzo krótko. Nie kupię ponownie!


4. Bielenda, zmywacz do paznokci i tipsów, bezacetonowy witaminowy- dobry i tani zmywacz. Używam go już dłuższego czasu i jestem bardzo zadowolona. Kupię ponownie!

5. Marion Spa, Maseczka wygładzająca Peel-off- ekstrakt z moreli i wiśni- o tej maseczce możecie przeczytać TUTAJ. Niestety, brak efektów. Nie kupię ponownie!

A jak tam Wasze denka? Używałyście kosmetyków, które tu przedstawiłam? :)