poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Ważne nowości na facebook'u!

Stało się! Po niemalże 3 latach funkcjonowania bloga wreszcie nadszedł ten moment! Od dzisiaj możecie śledzić mnie również na facebook'u, dzięki czemu jeszcze łatwiej i szybciej będziecie mogli być na bieżąco ze wszystkimi postami! 
A już wkrótce kolejne, nowe wpisy!
Zapraszam do lajkowania i do następnego posta! :)
Trzymajcie się ciepło!


poniedziałek, 22 września 2014

"O mój Boże, jestem studentką!", czyli poradnik dla początkujących i nie tylko

Pamiętam jak dziś, kiedy dostałam się wreszcie na studia. Wydawało mi się, że to pewien przełom w życiu i w pewnym sensie niewiele się pomyliłam. Wraz ze studiami zmienia się wszystko. Nauka nie jest już tym samym co w szkole. Nie siedzimy w ławce oczekując dzwonka, modląc się w duchu "oby mnie nie zapytała!" i nie nosimy wielkiej torby pełnej książek i zeszytów. Ale jak się przygotować do studiów, skoro właściwie nic o nich nie wiemy? Jeżeli trafiłaś tutaj, a może trafiłeś, bo za trochę ponad tydzień sama zaczynasz studia to postaram się trochę rozjaśnić o co chodzi w tym całym studiowaniu, dlaczego to wcale nie jest takie straszne, co znaczą te wszystkie dziwne pojęcia i jak skompletować swoją studencką "wyprawkę".


Dzienne, a zaoczne
Zaczynając od postaw to mamy do czynienia ze studiami dziennymi (stacjonarnymi), lub studiami zaocznymi (niestacjonarnymi), czyli chodzisz na uczelnię w tygodniu, albo w weekendy, podczas zjazdów. Ale to już wiesz, jeżeli od października zaczynasz studia. Jeżeli czeka Cię to za rok, albo więcej, może właśnie się czegoś dowiedziałaś :).

Dziwne studenckie pojęcia
Na pewno część z Was robi wielkie oczy słysząc kolos, zerówka, ECTSy, czy dzień rektorski. W tym miejscu postanowiłam pokrótce wyjaśnić te wszystkie pojęcia, którymi posługują się studenci, żeby nic Was nie zaskoczyło, kiedy pójdziecie już na uczelnię.

Dzień rektorski- to coś, co studenci lubią najbardziej! Jest to dzień wolny, który rektor ogłasza sam z siebie, lub na prośbę studentów. Powodów może być wiele- różne uroczystości, juwenalia, czy jeden dzień między świętami. Czasami występują też godziny rektorskie. Wtedy zajęcia odbywają się przykładowo tylko do 13.
Ćwiczenia- te najbardziej przypominają szkolną lekcję. Zajęcia są prowadzone w mniejszych grupach i nastawione są bardziej na część praktyczną tego co pojawiło się na wykładzie. W jaki sposób się odbywają, zależy głównie od prowadzącego.
Wykład-  to ten moment, kiedy zasiadasz w ławce i prowadzisz skrupulatne notatki, które okazują się wybawieniem w czasie sesji i pozwolą na szybkie jej zakończenie. Wykład to nic innego jak wyłożenie teorii przez prowadzącego.
Lektorat- czyli zajęcia z języków obcych. Taka lekcja angielskiego/niemieckiego/itd, którą znasz ze szkoły ;).
Kolokwium- to taki sprawdzian w trakcie semestru. Na mojej uczelni najczęściej jest jedno kolokwium w połowie semestru, drugie na koniec, a ocena z obu stanowi zaliczenie ćwiczeń. Jednak ich ilość zależy od prowadzącego.
Sesja- to pojęcie na pewno nie jest Ci obce! Sesja to czas egzaminów. Zajęcia normalne już się nie odbywają. Studenci uczą się po nocach, żeby rano iść na egzamin i zdać go na 5! ;)
Zaliczenie- to taki egzamin z ćwiczeń. Najczęściej, żeby móc podejść do egzaminu w sesji, musisz zaliczyć ćwiczenia.
Zerówka- w definicji jest to taki egzamin przed sesją, który powinien odbywać się bez konsekwencji. Zdałaś? Masz ocenę. Nie zdałaś? Idziesz na egzamin w sesji, jakby ta praca nigdy nie istniała. Niestety, część wykładowców nie robi ich wcale, lub robi na prawach normalnego egzaminu.
Egzamin- to ten moment, kiedy musisz wykazać się swoją wiedzą z całego semestru. Egzamin kończy Twoją przygodę z danym przedmiotem.
Punkty ECTS- mają one na celu pokazać ile pracy musi włożyć student, żeby zaliczyć dany przedmiot. Ważniejsze przedmioty mają więcej punktów ECTS, mniej ważne mniej. Do zaliczenia semestru potrzebujesz 30 punktów. Na ich podstawie oblicza się także średnią ocen.
Obrona- to egzamin kończący studia polegający na obronie pracy, którą pisałaś przez ostatni miesi.. ekhm, cały ostatni rok! W zależności od uczelni, musisz zaprezentować swoją pracę, lub odpowiedzieć na kilka pytań komisji, żeby móc cieszyć się dyplomem i wyższym wykształceniem.

Studencka wyprawka
Studia to nie szkoła, dlatego koniec z kupowaniem 30 podręczników, kolejnych 40 zeszytów, piórnika, długopisu zielonego, czarnego, niebieskiego, dwóch ołówków, gumki do mazania, linijki, ekierki i dwudziestego w życiu kątomierza, bo poprzedni znowu zaginął. Generalnie studia można bez problemu przetrwać z jednym zeszytem i jednym długopisem. Ewentualnie potrzebny będzie jeszcze kalkulator, jeżeli wybierasz się na kierunek bardziej ścisły. Wszystko co musisz kupić zależy tylko i wyłącznie od Twoich potrzeb i wygody. Jeśli jesteś wzrokowcem na pewno przydadzą się kolorowe zakreślacze i długopisy, ale o tym trochę później.
Nie przeraź się kiedy przyjdziesz na pierwszy wykład, a prowadzący poda listę 10 książek dotyczących danego przedmiotu. W zeszłym roku przerażona dziewczyna z pierwszego roku zapytała mnie "my to wszystko mamy kupić?!". Odpowiedź brzmi: nie! Najczęściej do zaliczenia danego przedmiotu wystarczają same notatki z wykładów. Książki podane przez wykładowcę mogą pomóc w zrozumieniu określonego zagadnienia, zawierają więcej informacji, zagłębiają temat. Zajrzenie tam może być pomocne, ale na pewno nie będziesz czytać wszystkiego od deski do deski :).


Jak robić notatki
Jak będą wyglądały Twoje notatki, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Jeśli nie chcesz, nie musisz ich robić. Nikt na Ciebie nie będzie o to krzyczał. Będziesz sama na siebie krzyczeć, podczas sesji! ;). Koniec z dyktowaniem przez nauczyciela co zanotować, co podkreślić, co możesz pominąć. Na wykładzie sama decydujesz co notować, w jaki sposób i na czym. 
Sposobów na notatki jest wiele i zapewne po jakimś czasie sama wypracujesz swój system. Możesz notować w zeszycie, na kartkach, czy na laptopie. U mnie najlepiej sprawdza się duży zeszyt A4, który dzielę na wszystkie przedmioty i tym sposobem wszystko jest na swoim miejscu. Luźne kartki nie zdały u mnie egzaminu. Podczas nauki, zamiast skupić się na nauce, co chwilę musiałam układać kartki, które cały czas mi się mieszały. Notowanie na laptopie jest świetne, ale.. trzeba go na uczelnię nosić. Jest ciężki, trzeba go pilnować, zdecydowanie nie dla mnie. Chociaż pisanymi w wordzie notatkami nie pogardzę ;).
Jako że jestem wzrokowcem, naukę znacznie ułatwiają mi wszelkie kolorowe zakreślacze, długopisy, flamastry, a nawet kredki. Przed sesją, moje notatki zamieniają się w istną feerię barw. Często siedząc na egzaminie kojarzę, że jakieś pojęcie było podkreślone na zielono, wzór zapisany w czerwonej ramce, a cechy czegoś tam wymienione od fioletowych kropek. To naprawdę pomaga!

Jak przetrwać wśród ludzi
Na to jest tylko jedna rada! Nie bądź snobką, ale nie daj się też wykorzystywać. Na studiach spotkasz różnych ludzi. Od tych, którzy będą chcieli, żeby się dzielić z nimi notatkami/pytaniami/itd, ale sami również będą pomocni, po tych, którzy szukają jelenia na odwalanie za nich całej roboty. Grunt to wyczuć z kim mamy do czynienia. Nie zakładaj od początku, że każdy chce Cię wykorzystać. Zgrani, pomagający sobie ludzie to naprawdę fajna sprawa!
Poza tym, pamiętaj, żeby nawiązywać nowe znajomości! Moja jedna znajomość trwa już 3 lata i jest najlepszą rzeczą, która spotkała mnie na studiach! ;)


Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego co napisałam jest oczywiste. Ale mam też nadzieję, że w jakiś sposób udało mi się też rozjaśnić kilka spraw. Pamiętam jak w liceum nauczyciele straszyli nas tym, jakie studia są ciężkie, co to nie będzie i że właściwie to taka szkoła przetrwania. Nic bardziej mylnego! Studia mają swoje plusy i minusy, ale zdecydowanie mówię, że studiowanie to fajna sprawa!

Dajcie znać, jeśli macie jakieś pytania!
Trzymajcie się ciepło! :)

środa, 10 września 2014

Poznałam inne blogerki, czyli spotkanie we Wrocławiu!

Dzisiaj nie będzie postu o kosmetykach. Przynajmniej nie tak bezpośrednio. Tym razem mam przyjemność opowiedzieć Wam trochę o pewnym spotkaniu. I to nie byle jakim! :)

W ostatnią sobotę sierpnia we Wrocławiu odbył się zlot czarownic, czyli blogerek! Ku mojej wielkiej radości, byłam tam też ja. Spotkanie odbyło się w herbaciarni K2. Na samym początku dostałyśmy przypinki z imionami, a później zaczęła się część właściwa. Przyznać muszę, że Milena i Marzena naprawdę się postarały wymyślając dla nas zadania.

Pierwszym było napisanie czegoś o sobie (tak, to było najtrudniejsze z zadań!), później kartki te powędrowały dalej i każda z nas musiała coś napisać o innej. W następnym zadaniu organizatorki postanowiły sprawdzić czy umiemy rysować. Kredki powędrowały na stół i zaczęłyśmy rysować wylosowaną wcześniej osobę. Przez pomyłkę ja dostałam dwa rysunki. Jak mnie narysowały dziewczyny, możecie zobaczyć poniżej :).


Odbyła się też szybka wymianka, potem zostałyśmy obdarowane całą górą kosmetyków, dostałyśmy szansę na wygranie... 5kg soli, a w końcu przyszedł czas na ploty. Całe spotkanie trwało około 4 godzin, a przeleciało jak godzina!


Na koniec chciałam jeszcze raz podziękować dziewczynom za świetną organizację, za to że mogłam poznać przesympatyczne osóbki i za świetną zabawę! I na koniec nasze absolutnie cudowne organizatorki- Milena i Marzena :).


Całość spotkania uświetniły nam następujące firmy:
Anielską cierpliwością wykazał się też nasz fotograf- Adrian Norejko (klik).

I na koniec blogi wszystkich uczestniczek spotkania:
Milena: being-mila.blogspot.com
Marzena: kosmetycznieinaczej.blogspot.com
Joanna: kroliczekdoswiadczalny.pl
Maria: maria-n.blog.pl
Patrycja: clumsywords.pl
Patrycja: twistfantasy.blogspot.com
Dorota: kolorowyswiatmarzen.blogspot.com
Agnieszka: agusiak747.blogspot.com
Karolina: imperfecta-beauty.blogspot.com
Patrycja: patii.pl
Kinga: modaurodapiekno.blogspot.com
I ja: believe-in-charm.blogspot.com


sobota, 10 maja 2014

O tym co skrywają moje zapasy

Dzisiejszy post jest raczej z tych do oglądania- mało tekstu, więcej zdjęć. Ostatnio robiłam porządki w kosmetykach i miałam okazję przyjrzeć się moim zapasom, które czekają na swoją kolej. Dzisiaj natomiast chwyciłam za aparat, porobiłam zdjęcia i postanowiłam spłodzić szybką notkę. Robienie zapasów to mój sposób na oszczędzanie- kupuję często na promocjach i nie muszę potem martwić się, że czegoś mi braknie i  będę musiała szukać "na już". Wtedy najczęściej kupuję bezmyślnie i drożej. W moich zapasach królują głównie kosmetyki które używa się codziennie- żele pod prysznic, balsamy i kremy do rąk.

Avon, Planet Spa, peeling, kwiat frangipani, Orginal Source, żel pod prysznic, Raspberryand cocoa, Isana, mięta i liomonka

Na pierwszy rzut poszły kosmetyki myjące. Z tych produktów, w zapasach mam 3 sztuki. Myślę, że jest to taka liczba w sam raz- nie za dużo, nie za mało. Peeling myjący z Avonu wpadł do mnie już dość dawno. Czeka aż wykończę dwa peelingi Joanny. Żel Original Source to wygrana u Imp, a Isanę wrzuciłam do koszyka ze względu na zapach. 

Marquis, żel pod prysznic, balsam do ciała

Ten tajemniczy zestaw żelu pod prysznic i balsamu do ciała Marquis udało mi się wygrać. Niezmiernie mnie ciekawi ze względu na fakt, że internet na temat kosmetyków tej firmy milczy. Czekajcie zatem na premierę!

Tesco, tonik do twarzy, All about beauty

Toniki z Tesco przekonały mnie do siebie już jakiś czas temu. Poświęciłam im notkę tutaj i chętnie sięgam po kolejne buteleczki.

Green Pharmacy, Eveline, krem do rąk, Aloes, Jaskółcze ziele, 8w1

Obecnie kończę dwa kremy do rąk- Ziaję (klik) i Isanę (klik). Jeden z powyższych wpadnie wkrótce do torebki, drugi zamieszka na półce przy łóżku. 

Lirene, Avon, Planet Spa, masło do ciała, mleczko do ciała

Balsamy i masła do ciała to moja słabość. Wszystkie 3 udało mi się zgarnąć w promocji. Dwa masełka Planet Spa po 10zł/szt. Szkoda było nie brać. Podobnie było z mleczkiem Lirene, które kosztowało mnie jedyne 5zł za względu na końcówkę serii!

Green Pharmacy szampon przeciwłupieżowy

Powoli dna dobija mój szampon przeciwłupieżowy Farmony. Na następcę wybrałam Green Pharmacy, który wiele osób sobie chwali. Mam nadzieję, że i mi przypadnie do gustu.


Timotei odżywka do włosów, głęboki brąz, intensywna odbudowa

Kiedy nie mam czasu na trzymanie na głowie maski, lubię sięgnąć po odżywkę Timotei. Nie jestem w stanie nawet zliczyć ile opakowań już zużyłam. Szczególnie upodobałam sobie wersję z henną- jest genialna!

Lirene City Matt podkład, My Secret trio cienie, Rimmell Stay Matte puder prasowany transparenty, Manhattan błyszczyk, Avon tusz do rzęs

Kolorówka ma to do siebie, że nie kończy się szybko, dlatego też nie robię jej zbyt dużych zapasów. Podkład, puder, brązowe cienie, błyszczyk i tusz do rzęs to taka podstawa. Innych kosmetyków kolorowych nie kupuję na zapas, bo nie widzę sensu.

Perfecta, Lirene, Celia, Aparat

Saszetki to kolejna moja słabość. Są tak tanie, że zawsze podczas zakupów coś wpadnie mi do koszyka. Na zdjęciu kuracja do rąk, maska do włosów, olejek do kąpieli i 3 peelingi.

Ziaja, Dermika, Marion, Lirene, Rival de Loop, Verona, Balea

Na koniec zostały maseczki. Tych, w moich zapasach jeszcze niedawno było dużo więcej. Staram się je obecnie używać na bieżąco, a dopiero później dokupić nowe. Akcja maseczkowa która odbyła się chyba 1,5 roku temu spowodowała u mnie manie ich kupowania. Moja skóra nie narzeka, a i portfel też całkiem zadowolony, bo są naprawdę tanie.

Tym sposobem doszliśmy też do końca. Jak widzicie, moje zapasy nie są jakieś szalenie wielkie. Staram się rozsądnie kupować kolejne kosmetyki, a robienie zapasów wbrew pozorom pomaga mi znacznie w oszczędzaniu. Kolejnym plusem jest to, że np podczas mycia włosów nie okazuje się nagle, że nie mam odżywki. Przyznam jednak, że zdarza się mi czasem zagalopować, w końcu jestem tylko kobietą ;). 

A Wy robicie zapasy?

środa, 23 kwietnia 2014

Kiedy ciśnienie w drogerii skacze bardziej niż po porannej kawie

Witajcie!
Dzisiejsza notka nie była w żaden sposób wcześniej planowana. Myśl o niej zrodziła się właściwie przed chwilą, zaraz po wizycie w Rossmannie. Jak wiecie, mamy teraz obniżkę -49% na pudry, róże, podkłady i korektory. Sama nie potrzebuję na tą chwilę żadnego z tych produktów, dlatego podeszłam do promocji bez większych emocji.

Do Rossmanna wstąpiłam po coś innego, a na szafy zajrzałam przy okazji. Moim oczom ukazała się dość spora liczba osób. I właśnie to, co zobaczyłam, podniosło mi ciśnienie jak mało co! Dlaczego? Ano właśnie, PRAWIE KAŻDA kobieta w ręce trzymała otwarty NOWY produkt, który zaraz później odłożyła na miejsce. Jedna stała z otwartym lakierem, druga z tuszem, a trzecia z podkładem. Obsługa w pobliżu patrzyła i nic. Czy takie osoby mają chociaż trochę oleju w głowie?! Otworzą, obejrzą, odłożą i pójdą dalej. A produkt zostaje w drogerii i ulega najczęściej zaschnięciu. Szczytem jest dla mnie jesZCZE malowanie paznokci nowym lakierem i odstawienie na półkę- tak, nawet takie rzeczy widziałam! Przypomnijcie sobie, ile razy kupiłyście zaschnięty tusz czy eyeliner albo ciągnący się lakier? No właśnie! Wydajemy pieniądze na kosmetyki, które nadają się do kosza, albo będę nadawać się do niego po kilku użyciach! Mam nadzieję, że większość z Was tego nie robi. Jeżeli jednak należycie do tej grupy, to apeluję- nie otwierajcie nowych produktów! Od tego są testery! Jeżeli ich nie ma, zawsze możecie sprawdzić jak wygląda szczoteczka od tuszu, czy pędzelek od lakieru, w internecie!

Żałuję, że tak niewielu producentów zabezpiecza swoje produkty folią, czy sreberkiem! Wiem, że niektórych nawet to nie powstrzymuje przed otwarciem nowego produktu, jednak wtedy wiem, że był on otwarty i mogę wziąć inny, świeży i niemacany kosmetyk. Mam nadzieję, że mentalność takich ludzi się kiedyś zmieni, a i producenci bardziej zadbają o zabezpieczanie produktów przed otwarciem.

Co Wy sądzicie o takim zachowaniu? 

czwartek, 27 marca 2014

Strony które warto odwiedzić cz. 1

Witajcie!
Postanowiłam wprowadzić na blogu pewne zmiany i lekko poszerzyć jego tematykę. W którym kierunku pójdę, przekonacie się już wkrótce. Pierwsze zmiany wprowadzam już dzisiaj i właśnie stąd post o stronach, które uważam za warte odwiedzenia, ciekawe, czy po prostu zabawne. Sama zauważyłam, że na najciekawsze stronki wpadam "z polecenia". Mam nadzieję, że znajdziecie wśród dzisiejszych linków, albo tych, które się dopiero pojawią, coś dla siebie. Po cichu, liczę też na to, że podzielicie się ze mną swoimi ulubionymi stronami :).



* Nigdy nie przestanie mnie dziwić jak bardzo potrafi oszukać nas własny mózg!

* Jaki jest Twój styl uczenia się?

* Garść pomysłów na szybkie porządki.

* Jak łączyć ze sobą kolory.

* Moje najnowsze blogowe odkrycie. Uwielbiam takie blogi!

* Koński ogon w 5 sekund. Trochę.. nietypowo :).

* Tego nie da się opowiedzieć.



Jakie strony Waszym zdaniem warto odwiedzić?
Czekam na Wasze linki! :)


sobota, 15 marca 2014

Darmowa wysyłka wosków Yankee Candle!

Witajcie,
dzisiejszy post ma charakter czysto informacyjny, który na pewno przypadnie do gustu maniaczkom Yankee Candle. Skacząc po różnych stronkach, trafiłam na informację o darmowej wysyłce wosków w Drogerii Cytrynowej. Dodatkowo, dorzucają 3 próbki wosków gratis. Niestety mój portfel nie pozwala mi skusić się na promocję, ale jestem pewna że wiele z Was skorzysta :). Poniżej możecie zobaczyć dokładne warunki akcji, a po kliknięciu na nie, przeniesiecie się na stronę drogerii.

woski yankee candle darmowa wysyłka

Skusicie się na nowe tarty? :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Zmiana jeszcze raz!

Kochani! Jak wiecie, w sobotę zmieniłam szablon. Po przeczytaniu komentarzy, zauważyłam, że większości z Was nie przypadł do gustu. Głównie ze względu na mocny kolor, który rozpraszał Waszą uwagę. W większości po prostu wolicie też bardziej stonowaną, delikatniejszą kolorystykę. Postanowiłam, że nie ma sensu męczyć Was i Waszych oczu tamtym szablonem. Znalazłam się w punkcie wyjścia, bo pomysłu mi brakło. Z pomocą przyszła mi Potworkowa, która zaoferowała swoją pomoc. I takim sposobem, powstał kolejny, nowy szablon, który bardzo przypadł mi do gustu i mam nadzieję, że Wam również. Wiem, że mogłam sobie odpuścić i stwierdzić, że mój blog to mój szablon, jednak szanuję Was, Wasze zdanie i chcę, żebyście się tu dobrze czuli, a nie uciekali z krzykiem :). 

Dajcie znać, co myślicie! :)

sobota, 1 marca 2014

Zmieniam się dla Was!

Witam Was serdecznie w ten sobotni wieczór!
Ostatnio wspominałam, że pracuję nad nowym szablonem. I oto jest! Pracowałam nad nim kilka dni, kilka razy go zepsułam, z kilkoma rzeczami miałam problem. Ostatecznie udało mi się osiągnąć zamierzony efekt, który możecie teraz zobaczyć. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i że podzielicie się ze mną swoimi opiniami, czy uwagami. Myślę, że odnowiony wygląd mojego bloga czyni go przejrzystszym i dużo bardziej czytelnym. Teraz mogę się już skupić tylko na nowych postach.

A dla przypomnienia, tak wyglądał poprzedni szablon, z którym dzisiaj się pożegnałam:



Co sądzicie o tych zmianach?
Czekam na Wasze cenne opinie! :)

czwartek, 27 lutego 2014

Trochę nowości, czyli o tym zapewne przeczytacie

Witajcie! Dzisiaj przygotowałam dla Was post z serii tych, które sama bardzo lubię oglądać. Mianowicie, o najnowszych nabytkach. Ostatni tego typu post przypadł Wam do gustu, więc zdecydowałam się na ten dzisiejszy. Nabytki z ostatniego powoli zaczną pojawiać się w najbliższym czasie w recenzjach, a te z dzisiejszego czekają w zapasach na swoją kolej, lub już są w użyciu. Nie przedłużając, bo nie ma po co, zaczynajmy!

nowości, Yankee Candle, Eveline, Wibo, Manhattan, Ziaja, Dermika, Lovely, Original Source, Biovax, wosk, żel, krem, maseczka, maska, lakier, błyszczyk

Na początek wzięłam moją najliczniejszą przesyłkę, która ostatnio do mnie trafiła. Te cudeńka udało mi się wygrać u Imp. Wystarczyło odpowiedzieć na kilka pytań i mieć trochę szczęścia. Wygrana niezmiernie mnie ucieszyła, szczególnie ze względu na piasek Lovely, którego w moim mieście nie udało mi się zdobyć, a który mieć musiałam! W ruch poszła też maska Biovaxu, ale o niej wiele powiedzieć jeszcze nie mogę. Reszta rzeczy czeka w zapasach na swoją kolej.

paletka cieni technic, eyeliner Saffron

W grudniu kupiłam dwie paletki technic electric, o których wspomniałam tutaj. Nie pojawiła się jeszcze ich recenzja, jednak możecie być pewne, że będzie pozytywna, skoro skusiłam się na trzeci egzemplarz, tym razem w odcieniach fioletu. Dodatkowo chodził za mną od dawna żelowy eyeliner. Tym sposobem przygarnęłam eyeliner Saffron.

utwardzacz My Secret, odżywka do rzęs i brwi My Secret

Po przeczytaniu posta Imp, skusiłam się na utwardzacz do lakieru My Secret. W tej samej szafie udało mi się upolować odżywkę do rzęs i brwi. Znalazłam ją w końcówkach serii i kosztowała 4 złote. Szkoda było nie spróbować :).

Isana odżywka do włosów kręconych, Isana żel pod prysznic masło shea i marakuja

W Rossmannie sięgnęłam po tanią i lubianą przeze mnie Isanę. Odżywka do włosów kręconych trafiła do mnie z polecenia, natomiast żel pod prysznic został kupiony na zapas. Miałam już wcześniej dwa żele Isany, które polubiłam, dlatego zdecydowałam się na kolejny. Tym razem przygarnęłam wersję masło shea i marakuja.

antyperspirant Rexona, maslo do ciała Avon

Wybierając antyperspirant po raz kolejny sięgnęłam po sprawdzoną już u mnie Rexonę. W Avonie zdecydowałam się na zamówienie masła do ciała. Mimo że nie przepadam za ich kosmetykami to seria Planet Spa wydaje się być w porządku. 

Joanna myjący peeling wygładzający kiwi, Skino łagodzący żel do golenia

Ostatnia kosmetyczna gazetka Biedronkowa nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Kupiłam tylko i wyłącznie peeling myjący z Joanny o zapachu kiwi. Kilka dni później przy okazji innych zakupów wrzuciłam do koszyka łagodzący żel do golenia Skino, który zbiera dużo pozytywnych opinii.

Green Pharmacy krem do rąk z aloesem, Green Pharmacy krem do rąk jaskółcze ziele

Na kremy do rąk Green Pharmacy skusiłam się przypadkiem. Kosztowały grosze na promocji, więc wzięłam od razu dwa. Póki co, czekają w zapasach na swój czas.

I tym o to sposobem, doszliśmy do końca. Recenzji możecie się się spodziewać dopiero za jakiś czas, chociaż o kilku rzeczach powoli zaczynam wyrabiać sobie opinię. 
Na koniec uchylę jeszcze rąbka tajemnicy, a przy okazji pochwalę się, że pracuję nad nowym szablonem i wkrótce możecie spodziewać się jego "premiery" :). 

Znacie te produkty?
Co Wy kupiłyście ostatnio?

niedziela, 29 grudnia 2013

Okulary Firmoo w kilku słowach!

Ostatnio zapowiadałam Wam, że na dniach pojawi się u mnie post okularowy, i oto jest. Jakiś czas temu napisała do mnie przedstawicielka Firmoo i zaproponowała mi przetestowanie ich okularów. Po kilku wymienionych mailach, w łamanej przeze mnie angielszczyźnie, wybrałam swój model- dokładnie TEN :). Tutaj muszę zaznaczyć, że kontakt z firmą był z ich strony bardzo profesjonalny, a Pani Laura była bardzo cierpliwa i miła. Wielki plus!


Razem z okularami dostałam twarde etui (niestety, jest uszkodzone i się nie domyka lub domyka, ale góra zachodzi na dół- domyślam się, że jest to kwestia podróży aż z Chin), oraz etui miękkie, czyli coś w stylu woreczka. Dotarła do mnie również miękka ściereczka z mikrofazy do czyszczenia okularów.


Kolejną rzeczą, którą znalazłam w kopercie był mały śrubokręcik w formie zawieszki do kluczy, 4 dodatkowe śrubki i 2 zapasowe noski.


Początkowo obawiałam się, czy szkła będą na pewno dobre. Po pierwszym założeniu moje obawy minęły- są dokładnie takie, jakie mam w swoich okularach od optyka. Nawet na początku nie miałam problemu z przyzwyczajeniem oczu do nowych szkieł- żadnych zawrotów głowy, czy bólu. Dodatkowo, bardzo ucieszył mnie fakt, że okulary posiadają antyrefleksy, za które również nie musiałam nic płacić. Do samych oprawek także nie mam zastrzeżeń- są bardzo lekkie, wygodne i ładnie zrobione. 

Jeżeli chcielibyście również zamówić okulary dla siebie, to firma posiada ofertę pierwszej pary za darmo- płacicie tylko i wyłącznie za przesyłkę (około 60 zł), co wydaje mi się bardzo korzystne, ze względu na ceny proponowane u nas. Do zapoznania się ze szczegółami odsyłam Was tutaj. Na stronie funkcjonuje też darmowa "przymierzalnia"- wgrywacie swoje zdjęcie i możecie w ten sposób dopasować oprawki dla siebie :).

Na koniec chciałam Wam pokazać drogę moich okularów po świecie. Zwróćcie uwagę na czas!- nasza poczta powinna się wiele nauczyć!


Miałyście do czynienia z Firmoo? Co sądzicie o ich ofercie? :)


wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych świąt!

Moi drodzy czytelnicy,
z okazji świąt Bożego Narodzenia chcę Wam życzyć dużo zdrowia, radości, spokoju, ciepła i miłości. Niech Wasze najskrytsze marzenia staną się rzeczywistością, a uśmiech gości na Waszych twarzach każdego dnia :)


czwartek, 19 grudnia 2013

Nabytkowo, czyli trochę się chwalę :)

Ostatnio lubię przeglądać posty, gdzie chwalicie się swoimi nowościami, dlatego dzisiaj postanowiłam również zaserwować Wam taką notkę. Pominę zakupy z Rossmanna, bo o tym już pisałam :). Mam za to do pokazania skromne zakupy związane z dniem darmowej dostawy, szybki zakup Avonowy, wygraną w konkursie, trochę nowości włosowych, krótką zapowiedź współpracy i mój genialny prezent urodzinowy :). Jesteście ciekawe? :)


Na sam początek wzięłam zakupy z okazji DDD. Skusiłam się na dwie paletki cieni technic electric- jedna bardziej stonowana, czyli brązy, beże, szarości. Druga natomiast kolorowa, czyli coś do poszalenia z makijażem. Skoro paletki, to i pędzelek do blenowania wpadł- konkretnie Hakuro H74. Wszystko już testuję i jestem bardzo zadowolona :).


Kolejny zakup popełniłam w Avonie. Na peeling z serii Planet Spa zdecydowałam się całkiem przypadkiem- przecież to nie moja wina, że koleżanka mnie nim kusiła! Żel pod prysznic był już moim przemyślanym zakupem. No ok, prawie. Po prostu jego pierniczkowy (?) zapach momentalnie uwiódł mnie w katalogu i nie mogłam mu odmówić.


W ostatnich dniach odwiedził mnie również listonosz z moją wygraną na blogu Kasi i Karoliny. Dzięki dziewczynom trafiła do mnie książka Katarzyny Kozłowskiej- Kołodziejskiej "Akademia makijażu". Już nie mogę się doczekać kiedy znajdę trochę czasu na przeczytanie jej od deski do deski! 


Wpadło mi też trochę produktów włosów. Weszłam do drogerii bez żadnych większych, ani nawet mniejszych planów, a wyszłam z 3 rzeczami. Skusiłam się na maskę BingoSpa, odżywkę bez spłukiwania Joanny i szampon przeciwłupieżowy Farmony, o którym wiele dobrego czytałam.


Na dniach możecie się spodziewać u mnie posta z okularami Firmoo, które dostałam w ramach współpracy. Póki co, nie mam kiedy zrobić im sesji zdjęciowej, ale czekają już na swoje 5 minut i wkrótce je pokażę :).


Na koniec zostawiłam coś, z czego nie mogę się nacieszyć. Śliniłam się na te woski już od dawna i w końcu są u mnie- wymarzone Yankee Candle! Wszystko za sprawą mojego mężczyzny, który obdarował mnie nimi z okazji tego, że trochę się postarzałam ;). Spodziewajcie się wpisów o tych cudeńkach! :)

A Wam co ostatnio wpadło? :)
Dajcie znać, czy Wy również lubicie takie wpisy :)