piątek, 23 maja 2014

Jak skutecznie pozbyć się łupieżu za niewielkie pieniądze

W jednym ze styczniowych postów mogliście zobaczyć dopiero co nabytą przeze mnie buteleczkę szamponu. Niepozorna niebieska buteleczka od Farmony, czyli szampon przeciwłupieżowy z serii FarMed. Używałam go do każdego mycia i w ten sposób wykończyłam całe 300ml, a dzisiaj dzielę się z Wami wrażeniami z mojej walki z łupieżem.


Cena i dostępność:
Szampon kupiłam za 10,30zł/300ml w drogerii Koliber. Z jego dostępnością w innych drogeriach niestety jest ciężko. Na szczęście z pomocą przychodzą jeszcze apteki, w których pojawia się znacznie częściej.

Informacje od producenta:
Skład:
Moja analiza składu:
Aqua- woda
Sodium Laureth Sulfate- SLES, czyli substancja myjąca
Cocamidopropyl Betaine- łagodny sufraktant (detergent)
Cocamide DEA- substancja myjąca
Sodium Cocamphoacetat- substancja myjąca
piroctone Olamin- składnik o działaniu przeciwłupieżowymButylene Glycol- składnik odpowiedzialny za utrzymawanie wilgoci, pełni też funkcję rozpuszczalnika
Panthenol- (wit.B5) -substancja aktywna/odżywcza/łagodząca, ma na celu przyspieszenie odnowy naskórka
Salicylic Acid- Kwas salicylowy- ma działanie keratolityczne, polegające na usuwaniu martwych komórek naskórka
Bisabolol- substancja czynna z rumianku, działa przeciwzapalnie i łagodząco
Propylen Glycol- rozpuszczalnik
Arctium Lappa Extract- ekstrakt z łopianu większego; działa kojąco, przeciwłojotokowo, odżywiająco, ściągająco i tonizująco
polysorbate 20- emulgator
Retinyl Palmitate- retinol (witamina A)
Tocopherol- Przeciwutleniacz (antyoksydant).
Linoleic Acid- emolient i zagęszczacz
PABA- kwas para-aminobenzoesowy- wit. H1/B10
Sodium Chloride Acid- działa m.in. antystatycznie, kondycjoner, można powodować podrażnienia
Methylisothiazsolinone- konserwant
Methylchloroisothiasolinone- konserwant
Parfum- zapach



Moja opinia:
Niebieska,zakręcana buteleczka kryje w sobie przezroczysty lejący szampon o dosyć neutralnym zapachu. Szampon pieni się bardzo delikatnie, a co za tym idzie, niesamowicie plącze włosy. Bez odżywki na pewno się nie obejdzie. Producent wspomniał, że szampon może na początku spowodować zwiększenie łupieżu, a dopiero później go usunąć. U mnie nasilenie to nie wystąpiło. Od początku widziałam małe efekty, które powoli zbliżały do celu. Już po kilku użyciach zauważyłam, że łupież na mojej głowie zaczyna znikać. Po wykorzystaniu całej buteleczki mogę stwierdzić, że różnica jest bardzo duża. Obecnie po łupieżu nie ma praktycznie śladu. Na pewno sięgnę po niego ponownie, jeżeli tylko zaistnieje taka potrzeba. Dodatkowo, do wypróbowania tego szamponu, zachęca cena i skład, który faktycznie nastawiony jest na walkę z łupieżem, łojotokiem i podrażnieniami. Szampon dostaje ode mnie mocne 9,5/10.



A Wy macie problem z łupieżem?
Czym z nim walczycie?

sobota, 27 lipca 2013

Ile naprawdę warty jest szampon?

Witajcie dziewczyny!
Jak łatwo się domyślić na postawie tytułu, dzisiaj będzie post o szamponie. Konkretnie mam na myśli witalizujący szampon do włosów Love Me Green, który ostatnimi czasy miałam przyjemność testować. Używałam go z odżywką, maską, oraz solo. Na wersję solo zdecydowałam się tylko dla rzetelnej opinii i głównie na tych doświadczeniach będę dzisiaj bazować ;).



Cena i dostępność:
Póki co, zakup możliwy jest tylko na stronie producenta (tu). Za 49,90 zł dostajemy 200ml produktu.

Od producenta:


Skład:


Moja opinia:
Szampon dostajemy w przezroczystej, plastikowej buteleczce z solidnym zamknięciem. Niby nic nadzwyczajnego, ale w tym momencie jestem po raz kolejny zmuszona napisać o świetnej szacie graficznej produktów Love Me Green. Papierowa etykieta jest bardzo estetyczna, przyjemna dla oka i dodatkowo nie ulega zniszczeniu pod wpływem wody.


Zapach produktu jest dokładnie taki sam jak kremu do rąk- świetny! Producent podpowiada w tym momencie że wszystko za sprawą kwiatu frangipani. Nigdy nie miałam z nim do czynienia, dlatego wierzę na słowo. Pachnie przyjemnie, delikatnie i świeżo. Konsystencja szamponu niczym nie wyróżnia się od innych- delikatnie rzadka, ale wciąż w granicach normy. Przy okazji napomknę tutaj, że produkt jest wydajny.


Mimo faktu, że szampon jest naturalny w 98%, nie miałam żadnego problemu z jego spienieniem i rozprowadzeniem na włosach. Plusem jest też fakt, że nie plącze włosów, więc nie miałam później większych problemów z ich rozczesaniem. Od razu po myciu włosy były dziwnie sztywne, na szczęście po wyschnięciu nie było już po tym śladu. Stały się miększe, jednak nie jest to na pewno efekt jaki uzyskamy po użyciu odżywki. Na dłuższą metę nie zauważyłam natomiast żadnego "wow" i efektu innego niż przy stosowaniu tańszych szamponów.

Ostateczna ocena:
Szampon bardzo przypadł mi do gustu i chętnie znalazłabym mu stałe miejsce w mojej łazience. Niestety cena jest wg mnie zbyt wysoka na produkt, który nie wyróżnia się znacznie od jego 2-3 razy tańszych drogeryjnych braci. Daję mu 6,5/10.

Jakich szamponów Wy używacie na co dzień? :)


środa, 27 lutego 2013

Marion, Hair Therapy, Gorąca kuracja do włosów suchych i łamliwych z oliwą z oliwek i olejkiem z orzeszków macadamia

Jakiś czas temu pokazywałam tutaj swoje łupy, wśród których znalazła się między innymi gorąca kuracja do włosów suchych i łamliwych z oliwą z oliwek i olejkiem z orzeszków macadamia, Marion, Hair Therapy. Przyznam, że obiecywałam sobie po niej dość dużo, ze względu na firmę, z którą się polubiłam już wcześniej i dlatego saszetka znalazła się w moim koszyku bez większego zastanowienia.


Od producenta:
 
Cena i dostępność:
Nie spotkałam się z nią w żadnej z większej drogerii. Swoją dostałam w małej, miejscowej drogerii w cenie 1,75zł/ 10 ml.
Sposób użycia:

Skład:

Moja opinia:
Pierwsze zaskoczenie spotkało mnie już po samym otwarciu saszetki- konsystencja wody! Przyznam, że spodziewałam się, czegoś bardziej treściwego. Drugą rzeczą, która mi się rzuciła od razu był zapach. Miałam wrażenie, że wącham wódkę- dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z alkoholu na 3 miejscu! Zniechęciłam się do tej kuracji dość szybko, jednak mimo wszystko postanowiłam dać jej szansę.

Zgodnie z zaleceniami producenta roztarłam produkt na wilgotnych dłoniach i faktycznie poczułam wytwarzające się ciepło, które również towarzyszyło mi podczas wcierania w skórę głowy. Po odczekaniu minuty spłukałam produkt. Kiedy włosy wyschły nie zauważyłam kompletnie żadnych efektów nawilżających, natomiast odetchnęłam z ulgą, że zapach nie jest wyczuwalny.

Jedna saszetka starcza mi na 2 razy, jednak nie mam zamiaru sięgać po kolejne, dlatego też nie ocenię produktu pod względem dłuższego stosowania. Nie mam zamiaru więcej fundować moim włosom produktu, który zapewne ze względu na alkohol spowodowałby wysuszenie, a z którym intensywnie walczę.

  
Moja ocena:
Z bólem serca muszę powiedzieć, że tym razem firma Marion mnie mocno rozczarowała. Kuracja okazała się kompletnym bublem, który omija się z szerokim łukiem. Tylko dlatego, że producent spełnił obietnice dotyczące wytwarzającego się ciepła daję jej 2/10.

Miałyście do czynienia z tym produktem? Na jakie największe buble zdarzyło się Wam trafić?

czwartek, 3 stycznia 2013

Calcium Pantothenicum- moje wrażenia po

Jakiś czas temu na moim blogu pojawił się wpis, że zaczynam łykać Calcium Pantothenicum (klik). Początkowo deklarowałam 30 dni, jednak ostatecznie skończyło się na 37 dniach ze względu na ilość tabletek w opakowaniu. Dzisiaj przychodzę do Was, żeby podzielić się swoimi wrażeniami.


W ciągu tych 37 dni wykończyłam 3 opakowania CP (150 tabletek). Czy jestem zadowolona? Zdecydowanie nie. Po pierwsze- pamiętanie o tabletkach to rzecz, która nie przychodzi mi łatwo. Sprawą drugą jest kwestia kosztów. Niby jedno opakowanie to ok. 7 zł, ale starcza na zaledwie 12 dni. Miesiąc kuracji kosztował mnie zatem ok. 21zł, co dla mnie jest zdecydowanie dużą kwotą przy kompletnym braku efektów. No właśnie, kwestia najważniejsza- efekty, a raczej ich brak. Włosy urosły ok. 1,5 cm, czyli nic ponad mój standardowy przyrost. Nie zauważyłam również, żeby tabletki wpływały znacząco na cerę (chociaż z tą akurat problemów nie mam), a paznokcie dalej są w bardzo słabej kondycji.


Nie spodziewałam się spektakularnych efektów, ale też nie spodziewałam się, że kompletnie nic się nie zmieni. Zdecydowanie zawiodłam się na tych tabletkach i nie mam zamiaru więcej po nie sięgać. Może był to zbyt krótki czas, żeby zauważyć jakieś szczególne zmiany, niemniej jednak moja ciekawość została zaspokojona, rozczarowałam się i mówię im zdecydowane "nie". A osobom, które oczekują szybszego porostu włosów i mocniejszych paznokci polecam zdecydowanie sprawdzone drożdże, zamiast pakowania się w tabletki ;).

A Wy miałyście styczność z Calcium Panthotenicum? ;)

czwartek, 8 listopada 2012

CP, czyli Calcium Pantothenicum

Jakiś czas temu zakończyłam kurację drożdżową, dlatego też przyszedł czas na spróbowanie czegoś innego- słynnego CP, czyli Calcium Panthotenicum.


Dzisiaj rano połknęłam 2 pierwsze tabletki, zaczynając miesięczną kurację. Planuję przed 30 dni łykać 4 tabletki (2 rano i 2 wieczorem). Efekty będę sprawdzać na podstawie długości odrostu (dla przypomnienia- wracam do naturalnego koloru ;)), który obecnie wynosi 20cm.
 Koszt jednego opakowania to 6,95zł/ 50 tabletek na DOZie.

ULOTKA:

1. CO TO JEST LEK CALCIUM PANTOTHENICUM JELFA I W JAKIM CELU SIĘ GO STOSUJE
 Lek zawiera wapnia pantotenian, który jest związkiem kwasu pantotenowego (witamina B5) i wapnia. Kwas pantotenowy w komórkach organizmu ludzkiego występuje głównie w koenzymie A, związku niezbędnym w wielu procesach metabolicznych, zwłaszcza w przemianie węglowodanów, tłuszczów i białek. Kwas pantotenowy bierze udział w procesach wzrostowych organizmu, wpływa na regenerację skóry, wzrost włosów i paznokci.

Lek Calcium Pantothenicum Jelfa zalecany jest w celu uzupełnienia niedoborów kwasu pantotenowego w organizmie. Stosowany może być zarówno w leczeniu jak i w zapobieganiu niedoborom tego związku w ustroju.

2. INFORMACJE WAŻNE PRZED ZASTOSOWANIEM LEKU CALCIUM PANTOTHENICUM JELFA

*Kiedy nie stosować leku Calcium Pantothenicum Jelfa
Nie należy stosować leku, jeśli jest się uczulonym na wapnia pantotenian lub którykolwiek ze składników leku.

*Kiedy zachować szczególną ostrożność stosując Calcium Pantothenicum Jelfa
Gdy lek jest zażywany przez osoby z hiperkalcemią, kamicą nerkową, zaburzeniami czynności nerek. Nie należy przekraczać zalecanego dawkowania.

*Stosowanie leku Calcium Pantothenicum Jelfa z innymi lekami
Należy poinformować lekarza o wszystkich przyjmowanych ostatnio lekach, nawet tych, które wydawane są bez recepty.

*Ciąża i karmienie piersią
Przed zastosowaniem każdego leku należy poradzić się lekarza lub farmaceuty.

*Prowadzenie pojazdów i obsługa maszyn
Stosowanie leku nie wpływa na zdolność prowadzenia pojazdów mechanicznych i obsługi urządzeń będących w ruchu.

*Ważne informacje o niektórych składnikach leku
Lek zawiera laktozę jednowodną. Jeśli pacjent kiedykolwiek był poinformowany przez lekarza, że nie toleruje jakiegokolwiek cukru, przed zastosowaniem leku Calcium Pantothenicum Jelfa powinien skontaktować się z lekarzem prowadzącym.

3. JAK STOSOWAĆ LEK CALCIUM PANTOTHENICUM JELFA
 Jeśli lekarz nie zaleci inaczej, należy stosować następujący schemat dawkowania leku:
*dorośli:
jedna lub dwie tabletki (100 do 200 mg) od dwóch do trzech razy na dobę, co oznacza, że nie więcej niż 6 tabletek na dobę (600 mg);
*dzieci od 4 lat:
jedna tabletka (100 mg) od dwóch do czterech razy na dobę, co oznacza, że nie więcej niż 4 tabletki na dobę (400 mg).
*Zażycie większej niż zalecana dawki leku Calcium Pantothenicum Jelfa
Dawka 10-20 g w ciągu doby może być przyczyną biegunki i zatrzymania wody w ustroju. W takim przypadku należy niezwłocznie zwrócić się do lekarza.

*Pominięcie zastosowania leku Calcium Pantothenicum Jelfa
Nie należy stosować dawki podwójnej w celu uzupełnienia pominiętej dawki.

4. MOŻLIWE DZIAŁANIA NIEPOŻĄDANE
 Przy stosowaniu zgodnym z zalecanym dawkowaniem działania niepożądane nie występują.

5. JAK PRZECHOWYWAĆ LEK CALCIUM PANTOTHENICUM JELFA
Przechowywać w temperaturze poniżej 25°C.
Lek należy przechowywać w miejscu niedostępnym i niewidocznym dla dzieci.
Nie stosować po upływie terminu ważności zamieszczonym na opakowaniu.


Już teraz zapraszam za miesiąc, do postu z podsumowaniem :)

Stosowałyście kiedyś ten suplement? :)

wtorek, 16 października 2012

Podsumowanie drożdżowej kuracji

Właśnie dzisiaj wypiłam ostatni kubek drożdży, a tym samym zakończyłam trwającą 90 dni kurację. Piłam je z nadzieją na szybszy porost włosów, ze względu na fakt iż wracam do swojego naturalnego koloru. Jak przebiegła moja kuracja i jaki przyniosła efekt? O tym wszystkim poniżej :)


O drożdżach słów kilka:
1. Co jest celem kuracji drożdżowej?
Dla mnie celem był przede wszystkim szybszy porost. Powoduje także wzmocnienie i odżywienie włosów, poprawia stan cery, oraz paznokci. Dodatkowo spowodowały u mnie mniejsze przetłuszczanie się włosów.
2. Jakie drożdże pić?
Najlepsze są Drożdże Babuni. Bez problemu się rozpuszczają i smakują lepiej od innych.
3. Jaką dawkę pić?
W zależności od własnych potrzeb. Można zaczynać od mniejszych (1/4 kostki), później ewentualnie zwiększyć (do 1/3, lub 1/2 kostki). Nadmiar witamin zostanie wydalony z organizmu, więc nie ma ryzyka przedawkowania.
4. Jak przyrządzić?
Drożdże kruszymy, zalewamy gorącą wodą, trochę ponad moment, gdy zostaną przykryte. Dokładnie mieszamy i odstawiamy na 15 minut! W tym czasie drożdże zostaną zabite, dzięki czemu bez obaw można je wypić. Wtedy są gotowe do wypicia lub dodania ewentualnych dodatków dla smaku (miód, kakao, kawa 3w1 itp).
5. Ile trwa kuracja?
3 miesiące, potem obowiązkowo minimum 1 miesiąc przerwy.
6. Jakie mogą być skutki uboczne?
Wysyp na twarzy. Nie jest to jednak typowy skutek uboczny, a raczej efekt oczyszczania się organizmu. Po wszystkim cera jest w lepszym stanie, niż początkowo. Skutek uboczny może spowodować także niewłaściwie przygotowanie (patrz punkt 7). Niektóre osoby miewają po drożdżach wzdęcia.
7. Co zrobić gdy drożdże się pienią lub są zgazowane?
Wylać i przygotować nowy kubek! Takie drożdże zdecydowanie nie nadają się do picia. Zamiast dostarczyć witamin spowodują odwrotny skutek. Dodatkowo możemy spodziewać się rewolucji żołądkowych, mdłości, wymiotów.
8. Czy od picia drożdży dostanę drożdżycy?
Nie. Drożdże piekarskie nie mają nic wspólnego z drożdżakami, które ją wywołują. Kuracja jest bezpieczna.
9. Zapomniałam wypić drożdży- co robić? 
Najlepiej przedłużyć swoją kurację o ten jeden "zapomniany" dzień.
10. Kiedy pijemy drożdże?
Nie ma to większego znaczenia. Ja piłam zawsze po śniadaniu.
11. Co zrobić po skończonej kuracji?
Podzielić się ze mną wrażeniami, opinią i efektami :-)


Jak przebiegła kuracja u mnie?
Miesiąc pierwszy:
Zaczęłam od 1/4 kostki. Pierwszy i drugi kubek piłam z dodatkiem kakao (w stylu Nesquik, Puchatek), jednak szybko zrezygnowałam z tej mieszanki. Już od trzeciego kubka piłam solo (bez dodatków). Przyznam, że na początku było ciężko, ale przyzwyczaiłam się do tego smaku i nie stanowił on już dla mnie większego problemu. Wystarczy wypić na raz i mieć z głowy, niż się rozczulać nad jego walorami smakowo-zapachowymi :). Skutkiem ubocznym był mały, krótkotrwały wysyp. Przechodząc do efektów, aż się uśmiecham- przerosły moje najśmielsze oczekiwania- 3,5cm przyrostu i zmniejszone przetłuszczanie! :)
Miesiąc drugi:
Zwiększyłam dawkę do 1/3 kostki. Wystąpił u mnie drugi wysyp, ten niestety bardziej przykry i dający się we znaki. Przyrost już mniej spektakularny, jednak wciąż zadowalający- ok. 2 cm. Na plus dalej mniejsze przetłuszczanie i silniejsze paznokcie.
Miesiąc trzeci:
Wciąż dawka 1/3 kostki, dalej bez żadnych dodatków. Na samym koniec wystąpił trzeci wysyp- większy od pierwszego, mniejszy od drugiego. Efekty dokładnie takie jak w miesiącu 2.
Podsumowanie:
Jestem bardzo zadowolona z kuracji i zamierzam ją powtórzyć. Skutki uboczne jakie wystąpiły to wysypy. Łączny przyrost z 3 miesięcy to 7,5cm! :). Dodatkowo wzmocniły się paznokcie, włosy mniej się przetłuszczają, a przy okazji nauczyłam się trochę systematyczności.


Miałyście do czynienia z drożdżami? Jakie przyniosły efekty? A może dopiero macie zamiar pić? :)

poniedziałek, 24 września 2012

Włosy bez puchu, czyli żel z siemienia lnianego

O żelu lnianym pierwszy raz usłyszałam na wizażu i pomyślałam, że chyba ktoś zwariował. No cóż, wielki, przezroczysty glut nakładany na włosy- nie brzmi to dobrze. Mimo pierwszej myśli, z czasem skusiłam się. Dlaczego? Zawiera naturalny skład i niekończące się opinie kręconowłosych, że dzięki niemu można pozbyć się puchu (polecany jest głównie do włosów kręconych).


Zawsze miałam włosy, które żyły własnym życiem, doprowadzając mnie tym samym do szału. Napuszone nadawały mi wyglądu baranka- a ja prostowałam, one się puszyły, ja prostowałam. Z czasem pojęłam, że nie tędy droga. Odstawiłam prostownicę (to już ponad rok :-)) i małymi krokami zaczęłam wtajemniczać się w pielęgnację. No i nadeszła także era żelu lnianego.


Mój sposób na przygotowanie:
-szklanka wody
-2 łyżki niemielonego siemienia lnianego
-kilka kropel olejku eterycznego


Do małego garnuszka wlewam wodę, wsypuję siemię i wstawiam na 15 minut na mały ogień, co jakiś czas mieszając. Im dłużej będzie się gotował tym gęstszy wyjdzie. Później przecedzamy przez sitko (czasem trzeba poskrobać trochę widelcem, jeżeli nie chce przejść). Kiedy wystygnie dodaję kilka kropel olejku eterycznego (nie mylić z zapachowym!) , Gotowego glutka przykrywam i wstawiam do lodówki, gdzie może stać nawet do 2 tygodni (w zależności od gęstości i ewentualnych dodatków). Proporcje mogą się zmieniać w zależności od tego ile i o jakiej konsystencji żelu oczekujemy. Kolor żelu jest przezroczysty lub lekko brązowy- niestety nie wiem od czego to zależy- mój wyszedł dzisiaj po raz pierwszy brązowy. Oba jednak są tak samo skuteczne :-)


Moja opinia:
Uwielbiam! Zastępuje sklepowe żele (napakowane nie wiadomo czym), jest w 100% naturalny, niewiarygodnie tani i co najważniejsze działa cuda. Moje włosy przestały się puszyć, ładniej się kręcą, nie są obciążone i lepiej wyglądają. Działa nawilżająco, zmiękczająco
i wygładzająco. Zawiera witaminy: B1, B6, E, cynk, oraz aminokwasy. Dodatkowym plusem jest fakt, że nie da się go przedawkować, oraz jest łatwy w przygotowaniu.


Inne zastosowania:
Żelu można użyć również jako płukanki (rozcieńczony wodą do ostatniego płukania) lub maski (nakładamy na włosy pod foliowy czepek, trzymamy około godziny i zmywamy).
A na koniec polecę jeszcze prażone siemię- pycha! :-)

Jakie jest Wasze zdanie o żelu lnianym? :-)