środa, 28 sierpnia 2013

DIY: Kawowe mydełko peelingujące

Jak wiele z Was, należę do osób, które lubią czasem zrobić coś same. Nie chodzi o nie wiadomo co, ale o zwykłe, proste rzeczy, które można kupić, ale można też samemu poeksperymentować, a potem cieszyć się swoim wyrobem ;). Takim sposobem powstało moje mydełko peelingujące z kawą, które dzisiaj chcę Wam pokazać.



Czego potrzebujemy?
-mydło (bezzapachowe)
-kawę mieloną
-wodę
-olej kokosowy (opcjonalnie)
-tarkę
-miseczkę
-łyżkę
-foremkę

Wykonanie:
Mydło ścieramy na tarce na małych oczkach. W "składzie" napisałam, że powinno być bezzapachowe, ponieważ połączenie zapachu mydła i kawy to nie najlepszy pomysł (tak, wiem coś o tym ;)). Kawę mieloną (w moim przypadku około 3 łyżek) zalewamy do połowy szklanki wrzątkiem. Następnie wlewamy całość do płatków mydlanych. Jeżeli będą one wystarczająco małe to obejdzie się bez rozpuszczania mydła w kąpieli wodnej. Wystarczy dobrze wymieszać, a mydło pod wpływem wrzątku stanie się miększe. Na koniec dodałam około 3 łyżek oleju kokosowego, który dodatkowo zadba o ciało :). Dokładnie wymieszaną masę należy przełożyć do foremki (za którą może posłużyć wszystko co tylko wpadnie Wam w ręce) i odstawić do zastygnięcia. Po kilku dniach mydełko nadaje się do użytku :).

Lubicie kosmetyki wykonywane w domowym zaciszu? Jakie są Wasze ulubione? :)


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

DIY: Peeling do ust

Witajcie, po kolejnym małym zastoju na blogu przychodzę do Was z domowym peelingiem do ust, który zrobicie z wykorzystaniem tego co macie w kuchni i w czasie 10 minut ;).



 Do zrobienia peelingu potrzebujemy:
-pustego słoiczka / pudełeczka
-miodu
-oleju 
(może być oliwa z oliwek, olej kokosowy, czy jaki jeszcze macie pod ręką ;))
-cukru 
(biały lub trzcinowy)
-kilku kropel z soku z cytryny






 
Wykonanie:
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i... gotowe :). Całość przekładamy do pustego słoiczka- w moim przypadku jest to słoiczek po Carmexie. Nie podaję konkretnych proporcji, bo całość robiłam na oko. Najważniejsze, żeby peeling nie był zbyt rzadki. Reszta zależy tylko i wyłącznie od nas i od tego jakie peelingi lubimy. Ten daje nam naprawdę duże możliwości- składniki możemy zmieniać w zależności od tego co lubimy i od tego co mamy akurat w domu. Jeżeli macie poranione, popękane usta to pomińcie sok z cytryny- może spowodować szczypanie.



Stosowanie:
W tej kwestii również mamy wolną rękę. Możemy nakładać palcami i delikatnie masować, albo użyć do tego szczoteczki. Po użyciu nakładamy balsam / pomadkę / krem i cieszymy się ładnymi i miękkimi ustami. Najlepiej stosować 2 razy w tygodniu.

Lubicie takie domowe kosmetyki? Jakie są Waszymi hitami? :)


czwartek, 17 stycznia 2013

Kilka pomysłów na domowy peeling cz.1

Witajcie :). Ostatnio zaczął się u mnie okres zaliczeń, sesja za pasem, a co za tym idzie czasu mam naprawdę bardzo mało. Cierpi na tym mój blog, jednak mam nadzieję, że po sesji trochę nadrobię ;). Dzisiaj natomiast przychodzę do Was z kilkoma pomysłami na domowy peeling.
Jako, że jestem osobą lubiącą proste i tanie rozwiązania, nie stronię od eksperymentów z domowymi kosmetykami. Uważam, że nie zawsze trzeba wydawać pieniądze na kolejną buteleczkę/tubkę z peelingiem, która zajmuje nam miejsce w łazience, kiedy mamy podstawowe produkty w kuchni. Pisząc to mam na myśli kawę, sól, cukier i inne podobne. Produkty te pozwolą nam cieszyć się domowym peelingiem. Jakie są tego zalety? Więcej miejsca na półce, naturalność, niskie koszty, różnorodność- nie jesteśmy przywiązane do jednego produktu, aż do zużycia, oraz mamy możliwość stworzenia czegoś własnego. Dodatkowo, jeżeli któryś z peelingów nie przypadnie nam do gustu po prostu z niego rezygnujemy od razu, nie zastanawiając się co zrobić z resztą (jak w przypadku peelingu kupnego).


A oto kilka propozycji na domowy peeling:

 1. Peeling kawowy- propozycja zdecydowanie dla miłośniczek aromatu kawowego i samej kawy. Do wykonania go potrzebujemy zmieloną kawę lub najzwyczajniejsze w świecie fusy z wypitej już wcześniej kawy. Mieszamy je z oliwą z oliwek, czy żelem pod prysznic. Taki peeling ujędrnia, poprawia krążenie i orzeźwia.

 2. Peeling z cukru- opcja dla osób wolących grubsze ziarenka w peelingu. Cukier mieszamy z oliwą z oliwek, czy innym olejkiem lub dodajemy do żelu pod prysznic. Peeling jest łatwy i szybki w wykonaniu. Można dodać soku z cytryny lub olejku eterycznego.

3. Peeling pomarańczowy- wyciskamy sok z połowy pomarańczy i dodajemy około 5 łyżek mąki kukurydzianej. Peeling świetnie orzeźwia i odświeża.

4. Peeling z soli- peeling wykonujemy tak samo jak peeling z cukru. Sól działa oczyszczająco, dotlenia i oczyszcza naskórek. Zawiera wiele mikroelementów przyjaznych dla skóry, dzięki czemu poprawia jej koloryt.

5. Peeling orzechowy- orzechy włoskie drobno siekamy, dodajemy łyżkę miodu i jogurt naturalny, proporcjonalnie do ilości orzechów. Wszystko dokładnie mieszamy i nakładamy na skórę kolistymi ruchami, masując.


Lubicie domowe peelingi? Robicie je, czy wolicie kupne? :)



poniedziałek, 22 października 2012

Domowa maseczka z miodu, mąki i mleka

Po ostatnich niezbyt miłych przeżyciach maseczkowych postanowiłam w ramach TAGu "Październik miesiącem maseczek" stworzyć własną, domową maseczkę, zamiast sięgać po saszetkę. Mój wybór padł na coś czego nigdy nie próbowałam- maseczkę z miodu, mąki i mleka.


Czego potrzebujemy:
-2 łyżki mąki
-1 łyżkę miodu
- ok.4 łyżek mleka


Wykonanie:
Mleko i miód mieszamy ze sobą, po czym dodajemy powoli ciepłego mleka, ciągle mieszając, aż powstanie pasta o odpowiedniej konsystencji. Nie może być za rzadka, żeby nie spływała, ani zbyt gęsta, żeby dało się ją bez problemu nałożyć.


Efekty:
Bardzo przypadł mi do gustu zapach mieszanki- miałam ochotę ją zjeść! Na początku byłam pewna, że będzie spływać z twarzy, jednak tak się nie stało. Dopiero po dłuższej chwili zdarzyły się pojedyncze kapnięcia. Podczas 10 minut trzymania maseczki towarzyszyło mi delikatne uczucie chłodu. Ze zmyciem nie miałam większych problemów, chociaż bardzo trzeba uważać na włosy, żeby się później nie kleiły. Maseczka zostawiła moją twarz delikatną w dotyku i zauważalnie odświeżoną, chociaż nie był to efekt bardzo duży. Mimo wszystko zrobienie tej maseczki było dla mnie bardzo miłe, odprężające i chętnie to powtórzę.

A Wy wolicie maseczki domowe, czy raczej te saszetkowe? :)

czwartek, 27 września 2012

Peeling cytrynowo-kokosowy

Ostatnio wybrałam się na małe zakupy. Wróciłam do domu z klamrą do włosów, potrójnym cieniem, szczoteczką do paznokci i... sondą do zdobienia paznokci, która marzyła mi się już od dawna- ale będzie malowania! :-). Mam nadzieję, że uda mi się ją opanować i stworzyć coś ciekawego. Na dniach pewnie pojawi się tu jakiś twór :-).


Ale dzisiaj nie o tym, a o domowym peelingu. Pomysł na niego wpadł mi do głowy podczas ostatniego olejowania włosów. W ramach eksperymentów wymieszałam olej kokosowy i olejek Alterry z oliwką i limonką. W efekcie powstała mi mieszanka o fajnym, orzeźwiającym zapachu, który można wykorzystać do domowego peelingu. To już ostatnie dni, kiedy sięgam po takie lekkie zapachy- zbliża się jesień, później zima, a to oznacza dla mnie zapachy czekolady, wanilii i inne tego typu.


Czego użyłam?
-szklanka cukru
-2 łyżki oleju kokosowego
-sok z połowy cytryny

Przygotowanie:
Dziecinnie proste :-). Wystarczy wymieszać wszystko ze sobą i można cieszyć się tanim, domowym peelingiem o orzeźwiającym zapachu :-). Proporcje można zmieniać w zależności od tego ile i o jak intensywnym zapachu peelingu oczekujemy. Dodatkowo w przypadku takiej mieszanki możemy bawić się składnikami i dobierać je zgodnie z naszymi preferencjami. U mnie olej kokosowy pojawił się nie tylko ze względu na zapach, ale też fakt, że bardzo lubi się z moim ciałem :-). Po takim zabiegu skóra jest miękka, delikatna w dotyku i przyjemnie pachnie :-)




A jakie są Wasze pomysły na domowe peelingi? :-)

poniedziałek, 24 września 2012

Włosy bez puchu, czyli żel z siemienia lnianego

O żelu lnianym pierwszy raz usłyszałam na wizażu i pomyślałam, że chyba ktoś zwariował. No cóż, wielki, przezroczysty glut nakładany na włosy- nie brzmi to dobrze. Mimo pierwszej myśli, z czasem skusiłam się. Dlaczego? Zawiera naturalny skład i niekończące się opinie kręconowłosych, że dzięki niemu można pozbyć się puchu (polecany jest głównie do włosów kręconych).


Zawsze miałam włosy, które żyły własnym życiem, doprowadzając mnie tym samym do szału. Napuszone nadawały mi wyglądu baranka- a ja prostowałam, one się puszyły, ja prostowałam. Z czasem pojęłam, że nie tędy droga. Odstawiłam prostownicę (to już ponad rok :-)) i małymi krokami zaczęłam wtajemniczać się w pielęgnację. No i nadeszła także era żelu lnianego.


Mój sposób na przygotowanie:
-szklanka wody
-2 łyżki niemielonego siemienia lnianego
-kilka kropel olejku eterycznego


Do małego garnuszka wlewam wodę, wsypuję siemię i wstawiam na 15 minut na mały ogień, co jakiś czas mieszając. Im dłużej będzie się gotował tym gęstszy wyjdzie. Później przecedzamy przez sitko (czasem trzeba poskrobać trochę widelcem, jeżeli nie chce przejść). Kiedy wystygnie dodaję kilka kropel olejku eterycznego (nie mylić z zapachowym!) , Gotowego glutka przykrywam i wstawiam do lodówki, gdzie może stać nawet do 2 tygodni (w zależności od gęstości i ewentualnych dodatków). Proporcje mogą się zmieniać w zależności od tego ile i o jakiej konsystencji żelu oczekujemy. Kolor żelu jest przezroczysty lub lekko brązowy- niestety nie wiem od czego to zależy- mój wyszedł dzisiaj po raz pierwszy brązowy. Oba jednak są tak samo skuteczne :-)


Moja opinia:
Uwielbiam! Zastępuje sklepowe żele (napakowane nie wiadomo czym), jest w 100% naturalny, niewiarygodnie tani i co najważniejsze działa cuda. Moje włosy przestały się puszyć, ładniej się kręcą, nie są obciążone i lepiej wyglądają. Działa nawilżająco, zmiękczająco
i wygładzająco. Zawiera witaminy: B1, B6, E, cynk, oraz aminokwasy. Dodatkowym plusem jest fakt, że nie da się go przedawkować, oraz jest łatwy w przygotowaniu.


Inne zastosowania:
Żelu można użyć również jako płukanki (rozcieńczony wodą do ostatniego płukania) lub maski (nakładamy na włosy pod foliowy czepek, trzymamy około godziny i zmywamy).
A na koniec polecę jeszcze prażone siemię- pycha! :-)

Jakie jest Wasze zdanie o żelu lnianym? :-)

piątek, 7 września 2012

Tani sposób na dłuższe rzęsy, czyli olejek rycynowy

Minęło kilka dni odkąd skończyłam swoją kurację z olejkiem rycynowym. Czas, który poświęciłam tej przyjemności to równiutkie 30 dni. Wcześniej zabierałam się już za to milion razy, jednak dopiero tym razem wytrwałam. I tak oto mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że mam już własną opinię na temat tego sposobu na rzęsy. Czas podzielić się tym doświadczeniem z Wami :)


O samym olejku:
Jego nazwa brzmi niepozornie, jednak dziwić może fakt, że jest to lek na przeczyszczenie. Budzi to w niektórych osobach wątpliwości- czy to na pewno o ten olejek rycynowy chodzi? Zatem odpowiadam- tak, dokładnie o ten :-). Jego konsystencja jest dość gęsta, a co za tym idzie, mam wrażenie, że nigdy się nie skończy (o ile stosujemy go tylko na rzęsy :-)). Zapach nie należy do przyjemnych, jest dość mdły, ale nie jest on na szczęście na tyle intensywny, żeby zniechęcać do stosowania. Wystarczy go nie wąchać :-).


Cena i dostępność:
Tutaj jest ogromny plus dla tego produktu. Dostać możemy go w każdej aptece, a jak wiadomo, aptek nie brakuje. Byłabym bardzo zdziwiona, gdyby ktoś miał problem z zakupem. Jeżeli chodzi o cenę to jedno jest pewne- nasz portfel bardzo ją polubi. Ja za swój zapłaciłam 1,80zł/30g.
Stosowanie:
Jak już wspomniałam na początku, olejku używałam dokładnie 30 dni. Nakładałam go wieczorem przed samym położeniem się do łóżka. Posłużyłam mi do tego umyta szczoteczka po zużytym już tuszu. Rano wystarczyło przetrzeć okolice oczu tonikiem i po olejku nie było śladu. Łatwo się domyślić, że przy stosowaniu czegoś na rzęsy nie trudno o kontakt z okiem. Nie wywołał on u mnie żadnych problemów, podrażnień, pieczenia, czy zaczerwienienia.
Efekty:
Na pewno są. Z natury mam dość krótkie i rzadkie rzęsy. Dzięki olejkowi rycynowemu stały się dłuższe i gęstsze. Nie jest to jakiś spektakularny efekt, jednak widoczny- potwierdziło to ostatnie pytanie jakie usłyszałam: czy nie mam jakiegoś nowego tuszu, że moje rzęsy są ładniejsze niż były. 



Ostateczna opinia:
Sposób sam w sobie dobry, przyniósł jakieś efekty, stan rzęs uległ poprawie. Koszt kuracji z olejkiem jest śmieszny, co dodatkowo zachęca do spróbowania. Może kiedyś wrócę do tego olejku, jako odżywki do rzęs. W planach jednak mam jak na razie spróbowanie jakiegoś produktu drogeryjnego. Moja ocena to 6,5/10.

A jakie są Wasze doświadczenia z olejkiem rycynowym?
Może macie inny sposób na długie i gęste rzęsy?