poniedziałek, 21 stycznia 2013

Liebster Blog po raz drugi

Bardzo mi miło, że mój blog jest dostrzegany w natłoku innych kosmetycznych blogów. Na pytania z Liebster Blog Award odpowiadałam już tutaj. Jednak w ostatnich kilku dniach zostałam znowu dwa razy otagowana- dziękuję :). O zasadach już pisałam, dlatego przejdę od razu do pytań ;)

  
Pytania od Lov3lyNails:
1. Czarny czy biały?
Czarny.
2. Kot czy pies?
Dawniej stałam murem za psem. Teraz już sama nie wiem ;).
3. Fast food czy slow food?
Różnie. Ale z przewagą na slow food ;).
4. Książka czy film?
Książka i film. Jeżeli zaś chodzi o jeden tytuł w dwóch wersjach to najpierw książka, potem film ;).
5. Kremy czy serum?
Kremy.
6. Kosmetyki pielęgnacyjne czy kolorówka?
Jedno i drugie :).
7. Base coat czy top coat?
Base coat. Nie ma nic gorszego niż przebarwiona płytka paznokcia!
8. Najlepszy kosmetyk?
Mój ukochany klasyczny Carmex w słoiczku.
9. Ulubiony lakier do paznokci?
Nie mam jednego ulubionego.
10.Co lubisz w sobie najbardziej?
Chyba to, że lubię pomagać innym.
11.Jakie jest Twoje największe marzenie?
To moja słodka tajemnica ;).

Pytania od  Patrycji Doruch:
1. Wasz ulubiony post z Waszego bloga?
Nie mam jednego ulubionego. Ale jeżeli miałabym wymienić kilka to na pewno post o drożdżach, o żelu z siemienia lnianego, o water marble i gazetowych paznokciach. Chyba głównie dlatego, że nie są to typowe recenzje, a w ich powstanie włożyłam najwięcej pracy :).
2. Ulubiony blog?
Nie mam. Przeglądam różne blogi, każdy z nich różni się od innych, każdy na swój sposób jest wyjątkowy :).
3. Wymarzony samochód?
Garbus, lub jego nowsza wersja New Beetle. Ślinie się za każdym razem kiedy je gdzieś widzę. Kiedyś takim będę jeździć! :)
4. Wymarzone buty? :)
Tylko jedne? Butów nigdy za wiele! Do tej pory takie naprawdę 2 wymarzone pary butów to klasyczne, czarne platformy i wysokie botki z futerkiem. Obie goszczą już w mojej szafie ;).
5. Kawa czy herbata?
Herbata. To takie moje małe uzależnienie.
6. Makaron czy ziemniaki?
Zależy z czym :).
7. Słodycze czy schabowy?
Słodycze!
8. "Gdybym przez jeden dzień miała do dyspozycji nieograniczoną ilość pieniędzy to..."
Wykupiłabym wszystkie napotkane drogerie, sprawiłabym sobie garbusa, oraz spełniła marzenia innych ;).
9. "Założyłam bloga, bo..."
Bez konkretnego powodu. Wpadłam na pomysł założenia bloga, podzielenia się moimi spostrzeżeniami z innymi, a po kilku minutach już był ;).
10. Kosmetyczne/modowe marzenie?
Wróćmy do pierwszej części 8 pytania ;).
11. Coś co może dziwić?
To właśnie to pytanie ;). 

Nie nominuje kolejnych blogów, ponieważ już to robiłam wcześniej :). 

sobota, 19 stycznia 2013

Pomysł na paznokcie nr 1

Witajcie. Jak wiecie, bądź nie, ostatnio u mnie z czasem dość krucho. Jednak znalazłam ostatnio trochę tego cennego czasu i postanowiłam coś zmalować na paznokciach. Niestety nie zrobiłam od razu zdjęć, przez co paznokcie prezentują się na nich trochę gorzej, niż pierwotnie. Pomysł powstawał w trakcie malowania i tak za pomocą czerwonego i czarnego lakieru, oraz sondy do zdobienia wykombinowałam coś takiego:




 Co o nich sądzicie? Podobają Wam się, czy zdecydowanie nie? Pochwalcie się swoimi pomysłami na zdobienie paznokci :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Kilka pomysłów na domowy peeling cz.1

Witajcie :). Ostatnio zaczął się u mnie okres zaliczeń, sesja za pasem, a co za tym idzie czasu mam naprawdę bardzo mało. Cierpi na tym mój blog, jednak mam nadzieję, że po sesji trochę nadrobię ;). Dzisiaj natomiast przychodzę do Was z kilkoma pomysłami na domowy peeling.
Jako, że jestem osobą lubiącą proste i tanie rozwiązania, nie stronię od eksperymentów z domowymi kosmetykami. Uważam, że nie zawsze trzeba wydawać pieniądze na kolejną buteleczkę/tubkę z peelingiem, która zajmuje nam miejsce w łazience, kiedy mamy podstawowe produkty w kuchni. Pisząc to mam na myśli kawę, sól, cukier i inne podobne. Produkty te pozwolą nam cieszyć się domowym peelingiem. Jakie są tego zalety? Więcej miejsca na półce, naturalność, niskie koszty, różnorodność- nie jesteśmy przywiązane do jednego produktu, aż do zużycia, oraz mamy możliwość stworzenia czegoś własnego. Dodatkowo, jeżeli któryś z peelingów nie przypadnie nam do gustu po prostu z niego rezygnujemy od razu, nie zastanawiając się co zrobić z resztą (jak w przypadku peelingu kupnego).


A oto kilka propozycji na domowy peeling:

 1. Peeling kawowy- propozycja zdecydowanie dla miłośniczek aromatu kawowego i samej kawy. Do wykonania go potrzebujemy zmieloną kawę lub najzwyczajniejsze w świecie fusy z wypitej już wcześniej kawy. Mieszamy je z oliwą z oliwek, czy żelem pod prysznic. Taki peeling ujędrnia, poprawia krążenie i orzeźwia.

 2. Peeling z cukru- opcja dla osób wolących grubsze ziarenka w peelingu. Cukier mieszamy z oliwą z oliwek, czy innym olejkiem lub dodajemy do żelu pod prysznic. Peeling jest łatwy i szybki w wykonaniu. Można dodać soku z cytryny lub olejku eterycznego.

3. Peeling pomarańczowy- wyciskamy sok z połowy pomarańczy i dodajemy około 5 łyżek mąki kukurydzianej. Peeling świetnie orzeźwia i odświeża.

4. Peeling z soli- peeling wykonujemy tak samo jak peeling z cukru. Sól działa oczyszczająco, dotlenia i oczyszcza naskórek. Zawiera wiele mikroelementów przyjaznych dla skóry, dzięki czemu poprawia jej koloryt.

5. Peeling orzechowy- orzechy włoskie drobno siekamy, dodajemy łyżkę miodu i jogurt naturalny, proporcjonalnie do ilości orzechów. Wszystko dokładnie mieszamy i nakładamy na skórę kolistymi ruchami, masując.


Lubicie domowe peelingi? Robicie je, czy wolicie kupne? :)



piątek, 4 stycznia 2013

Denko po raz 1, czyli zużycia listopadowo-grudniowe


Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was, żeby pokazać Wam swoje pierwsze denko. Nie jest one duże, szczególnie biorąc pod uwagę, że dotyczy dwóch miesięcy (listopada i grudnia). Niemniej jednak liczy się fakt, że kilka produktów udało mi się wykończyć. Najbardziej cieszą mnie te, które zalegały na półce, zajmując miejsce ;).


O każdym z produktów: 


1. Rexona Women, Crystal, Clear Aqua 24h Spray- najlepszy antyperspirant jaki miałam. Zdecydowanie mój faworyt, który przebija wszystkie inne. Kupię ponownie!
2. Adidas for Woman, Action 3 Intensive, antyperspirant- dość dobry antyperspirant. Polubiłam się z nim, chociaż zostaje wciąż w tyle za moim faworytem. Może kupię.


3. Ziaja, maska anty-stres z glinką żółtą- o tej maseczce pisałam TUTAJ. Kupię ponownie!
4. Ziaja, maska regenerująca z glinką brązową- recenzja tej maseczki pojawiła się TUTAJ. Jest to najlepsza maseczka, jaką do tej pory używałam. Kupię ponownie! 


5. Żel pod prysznic FA, Natural & Pure, Rose & Passionflower- ten żel zalegał u mnie bardzo długo, myślałam już, że nie uda mi się go skończyć. Ładnie pachniał, dobrze się pienił, ale zostawiał nieprzyjemne wrażenie suchej skóry. Nie kupię!



6. Joanna, Body Naturia, Balsam do ciała z grejpfrutem- ten balsam pojawił się na moim blogu TUTAJ. Może kupię.

7. Timotei, Głęboki Brąz, Szampon do włosów brązowych z ekstraktem z henny- mój ulubiony szampon. Świetnie pachnie, dobrze oczyszcza, ładnie wygląda i pozostawia jaśniejsze refleksy na moich włosach. Kupię ponownie!


8.  Bielenda, zmywacz do paznokci i tipsów, bezacetonowy witaminowy- dobry i tani zmywacz. Używam go już dłuższego czasu i jestem bardzo zadowolona. Kupię ponownie!

9. Carma Laboratories, Carmex, Lip Balm Original- balsam do ust w słoiczku- o tym produkcie pisałam TUTAJ. Balsam ten gości w mojej torebce już od dłuższego czasu i nie mam zamiaru się z nim szybko pożegnać. Mój KWC numer 1. Kupię ponownie!

10. Rossmann, Isana Pflege, Lippenpflegestift sanft-rose- pomadka do ust różana- ta pomadka zalegała u mnie już dość długo. Smak i zapach okropny, a opakowanie całe popękało, przez co się nie zatrzaskuje. Cieszę się, że to już jej koniec. Nie kupię!


Znacie te kosmetyki? Jak wyglądają Wasze ostatnie denka? :)

czwartek, 3 stycznia 2013

Calcium Pantothenicum- moje wrażenia po

Jakiś czas temu na moim blogu pojawił się wpis, że zaczynam łykać Calcium Pantothenicum (klik). Początkowo deklarowałam 30 dni, jednak ostatecznie skończyło się na 37 dniach ze względu na ilość tabletek w opakowaniu. Dzisiaj przychodzę do Was, żeby podzielić się swoimi wrażeniami.


W ciągu tych 37 dni wykończyłam 3 opakowania CP (150 tabletek). Czy jestem zadowolona? Zdecydowanie nie. Po pierwsze- pamiętanie o tabletkach to rzecz, która nie przychodzi mi łatwo. Sprawą drugą jest kwestia kosztów. Niby jedno opakowanie to ok. 7 zł, ale starcza na zaledwie 12 dni. Miesiąc kuracji kosztował mnie zatem ok. 21zł, co dla mnie jest zdecydowanie dużą kwotą przy kompletnym braku efektów. No właśnie, kwestia najważniejsza- efekty, a raczej ich brak. Włosy urosły ok. 1,5 cm, czyli nic ponad mój standardowy przyrost. Nie zauważyłam również, żeby tabletki wpływały znacząco na cerę (chociaż z tą akurat problemów nie mam), a paznokcie dalej są w bardzo słabej kondycji.


Nie spodziewałam się spektakularnych efektów, ale też nie spodziewałam się, że kompletnie nic się nie zmieni. Zdecydowanie zawiodłam się na tych tabletkach i nie mam zamiaru więcej po nie sięgać. Może był to zbyt krótki czas, żeby zauważyć jakieś szczególne zmiany, niemniej jednak moja ciekawość została zaspokojona, rozczarowałam się i mówię im zdecydowane "nie". A osobom, które oczekują szybszego porostu włosów i mocniejszych paznokci polecam zdecydowanie sprawdzone drożdże, zamiast pakowania się w tabletki ;).

A Wy miałyście styczność z Calcium Panthotenicum? ;)

sobota, 29 grudnia 2012

Efektima, błoto mineralne, przeciwzmarszczkowa maseczka z wyciągiem z alg

Maseczki, maseczki, maseczki. Możecie być pewni, że to coś, czego na moim blogu nigdy nie zabraknie. Dzisiaj również chcę Wam przedstawić jeden z moich nabytków, który dość długo czekał na swoją kolej. W końcu znalazłam i czas dla niego- przedstawiam Wam więc przeciwzmarszczkową maseczkę Efektima z wyciągiem z alg, błoto mineralne.


Maseczka znalazła się w moim koszyku przypadkiem. Napis "błoto mineralne" dość skutecznie przyciągnął mój wzrok i właśnie dlatego się na nią skusiłam. Po prostu lubię takie mazidła. Inne napisy, szczególnie "przeciwzmarszczkowa" ujrzałam w domu. Co prawda nie mam jeszcze jako takich zmarszczek, ale jak to mówią "lepiej zapobiegać, niż leczyć".

Od producenta: 

Sposób użycia:

Skład:

Moja opinia:
Za około 2-3 złote otrzymujemy 10 ml produktu o błotnistym kolorze i delikatnym, trochę mdłym zapachu (który kojarzy mi się właśnie z produktami dla cery dojrzałej). Konsystencja faktycznie przypomina mi błoto. Nałożenie maseczki nie jest zbyt wygodne, produkt już przy aplikacji roluje się i dość ciężko rozprowadza. Również zmywanie jej jest niezbyt wygodne, nie zasycha na skorupę, ani nie pozostaje w pierwotnej konsystencji. Podczas usuwania również się roluje i odpada, przez co stosowanie jej kojarzy mi się ze sprzątaniem wszystkiego wokół. Jeżeli chodzi o efekty nie zauważyłam żadnych. Skóra przed i po zastosowaniu zachowuje się dokładnie tak samo, nie zmienia się w żaden sposób jej wygląd, ani stan. Nie zauważyłam również żadnego napięcia, czy ujędrnienia, o których wspomina producent.

  
Ocena końcowa:
Maseczka nie zachwyciła mnie. Uważam, że nie zrobiła z moją twarzą kompletnie nic, ale przynajmniej nie zaszkodziła. Daję jej słabe 3/10.

A Wy znacie tą maseczkę? Jacy są Wasi maseczkowi ulubieńcy? :)


sobota, 15 grudnia 2012

Kilka nowości w moich zasobach

Witajcie :).
Na wstępie muszę przyznać, że mi strasznie wstyd! Miałam ograniczyć wydatki kosmetyczne, a robię zupełnie odwrotnie. Nie byłabym sobą, gdyby nie wstąpiła w wolnej chwili do drogerii i nie kupiła czegoś nowego. 
Dodatkowo od czasu akcji maseczkowej mam kompletnego świra na punkcie wszelkich saszetek- bez względu na ich zawartość. Po prostu obłęd!
Wczoraj po zajęciach wstąpiłam do drogerii i po raz kolejny złamałam się w swoim postanowieniu i uzupełniłam zapasy kosmetyczne. Starałam się jednak nie szaleć :).

Obecnie w mojej szafie czekają 4 saszetki do przetestowania:


-Marion SPA, maseczka wygładzająca Peel off z ekstraktem z moreli i wiśni
-Efektima, maseczka przeciwzmarszczkowa z wyciągiem z alg, błoto mineralne
-Marion, gorąca kuracja do włosów z olejkami,do włosów suchych i łamliwych; oliwa z oliwek, orzech macadamia
-Apart, Oil therapy, relaksująca kąpiel z olejkami aromatycznymi (mandarynkowy, imbirowy i ylang-ylang)

Oprócz tego wczoraj kupiłam maskę do włosów:


 -Malwa, Gloria, Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych

Oraz krem do rąk i krem do twarzy:


-Ziaja, masło kakaowe, krem do rąk
-Ziaja, masło kakaowe, krem  (cera normalna, sucha)

Na swoje rozgrzeszenie mam jedynie to, że nie wydałam fortuny, a to chyba najważniejsze! :)

Znacie te produkty? O którym chciałybyście przeczytać najpierw? :)


czwartek, 13 grudnia 2012

Zmywacz w formie markera od Essence

W końcu udało mi się znaleźć chociaż chwilkę dla Was i dla bloga. Dzisiaj będzie dość krótko, ale myślę, że o czymś przydatnym- pewnym gadżecie znacznie ułatwiającym manicure :). Takim miłym, pomocnikiem w malowaniu paznokci jest dla mnie zmywacz do paznokci w markerze firmy Essence (Nail Polish Remover Pen).


Od producenta: 

Moja opinia:
Ale zacznijmy od początku. Kiedy pierwszy raz o nim usłyszałam pomyślałam, że jest mi całkowicie zbędny. W końcu to samo możemy zrobić patyczkiem do uszu namoczonym w zwykłym zmywaczu z butelki. Z czasem jednak uznałam, że nie jest on jednak tak precyzyjny jak bym tego chciała i na markery zaczęłam patrzeć znacznie łaskawszym okiem. Łaskawszym do tego stopnia, że w końcu jeden z nich znalazł się w moim koszyku z zakupami, a potem powędrował ze mną do domu. Swój kupiłam w Naturze za około 8zł/3ml (jeżeli jesteście zainteresowane nim to pytajcie obsługę, mój nie był wystawiony w szafie, tylko w niej schowany).

Już na samym początku zaskoczył mnie zapach- faktycznie pachnie wiśniowo, tak jak zapewnia producent. Kolejną kwestią jest bardzo estetyczne, poręczne, dobrze zatrzaskujące się opakowanie, a napisy nie ścierają się, więc nie traci na swoim wyglądzie. Końcówka markera jest dobrze ścięta, dzięki czemu mogę sobie pozwolić na precyzyjne poprawki. Bardzo pomocny jest też dla osób, które nie mają zbyt dużej wprawy w malowaniu paznokci :). Nie rozmazuje lakieru, dobrze czyści się nim skórki i dokonuje wszelkich poprawek.

Kwestią wątpliwą jest na pewno dla wielu osób trwałość  i wydajność takiego zmywacza. Przyznam, że używam go już dość długo i naprawdę jestem zadowolona. Teoretycznie po kilku razach zmywacz się skończył, końcówka nie była już taka mokra. A jak to wygląda w praktyce? Moczę ją w zwykłym zmywaczu z buteleczki i z powodzeniem używam już dłuższy czas. Póki co, końcówka nie niszczy się, a przebarwienia jej w niczym mi nie przeszkadzają.


Moja ocena:
Przyznam, że bardzo polubiłam się z tym produktem. Znacznie ułatwił mi malowanie paznokci i skrócił czas wykonywania tej czynności. Korzystam z niego już dość długo i myślę, że nie zmieni się to jeszcze przez długi czas. Daję mu od siebie 8/10 :).

Miałyście do czynienia z tego typu zmywaczami? A może radzicie sobie bez niego w inny sposób? :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Jak zepsuć dobry produkt- o Carmexie wiśniowym w tubce

Jakiś czas temu rozpływałam się nad wszelkimi zaletami klasycznego Carmexa w słoiczku (klik). Gdybym teraz o nim pisała, to po raz kolejny napisałabym to samo- że go uwielbiam! Dzisiaj natomiast biorę pod lupę jego brata- Carmexa wiśniowego w tubce. Tu niestety będzie już mniej optymistycznie.


Jeżeli chodzi o dostępność to możemy go znaleźć w Rossmannie- koszt około 8-9zł/10g, oraz w Naturze w podobnej cenie. Dostępny jest również w sklepie internetowym Carmexa, jednak cena przewyższa te drogeryjne.

Skład: 

Na wiśniową tubkę skusiłam się dopiero po zużyciu kilku klasycznych słoiczków ze względu na aplikację. Jak się okazało tubka wypada mocno średnio- produkt rozmazuje się po opakowaniu i po użyciu wypada je przetrzeć- pozostawienie go bez przetarcia powoduje gromadzenie się kosmetyku w zakrętce, oraz wokół niej, wątpię tu również w higieniczność. Mimo, że do aplikacji nie musimy używać palców to przecieranie tubki znacznie zmniejsza wydajność. Zapach bezpośrednio w opakowaniu jest w porządku- wiśnia z delikatnym zapachem mentolu, kamfory. Na ustach jednak czuję chemię, smakuje wręcz okropnie. Po nałożeniu delikatnie mrowi.


Konsystencja balsamu jest stała, jednak na mrozie ciężko go wycisnąć z tubki, zaś w lecie przy wysokich temperaturach strasznie się topi i wręcz wylewa. Najbardziej w tej wersji Carmexa zawiódł mnie fakt, że nie poprawia stanu moich ust, nie nawilża, a wręcz mam wrażenie, że wysusza! Jedyną przewagę nad klasycznym słoiczkiem jaką zauważyłam to posiadanie filtru UV.


Moja ocena:
Żałuję, że skusiłam się na tą wersję Carmexa i zmarnował te 8zł, za które mogłam mieć mój ukochany słoiczek. Nie przypadło mi w nim do gustu nic, dlatego na pewno nie kupię go ponownie. Tylko i wyłącznie ze względu na fakt posiadania filtru UV dostaje ode mnie 2/10.

A Wy miałyście do czynienia z tą wersją Carmexa? Może macie podobną, albo całkiem inną opinię na jego temat? :)

sobota, 1 grudnia 2012

Poziomkowa wazelina kosmetyczna do ust, Flos Lek

Witajcie, jak mija Wam sobota? :)
U mnie ostatnio mniejszy natłok obowiązków, dlatego znalazłam trochę czasu, żeby tu zajrzeć i napisać. O czym dzisiaj? O poziomkowej wazelinie kosmetycznej od ust, Lip Care, Flos Lek.


Moja opinia:
 Swoją wazelinę kupiłam w Naturze w promocji za 5,99zł/15g. W Rossmannie dostępna jest za 6,99zł. Opakowanie produktu stanowi metalowa puszka, z solidnym zamknięciem. Mimo dosyć cienkiego metalu opakowanie nie odkształca się w żaden sposób podczas noszenia w torebce. Minusem jest niehigieniczna aplikacja, a także niewygodna dla osób z dłuższymi paznokciami.

Największym plusem wazeliny jest chyba jej zapach- pachnie naprawdę poziomkowo, przyjemnie i naturalnie, a na dodatek bardzo apetycznie :). Dodatkowo nie zawiera barwników i parabenów. Konsystencja jest zwarta, niezbyt tłusta, czy lepiąca. Nie barwi, pozostawia delikatny efekt "mokrych" ust, dość długo się utrzymuje. Nie zauważyłam także, żeby się rolowała na ustach. Produkt nie jest testowany na zwierzętach :).
Jeżeli chodzi o działanie ochronno- odżywcze to radzi sobie średnio. Delikatnie nawilża, minimalnie poprawia wygląd skóry ust, oraz je natłuszcza. Słabo jednak radzi sobie z mocnym przesuszeniem, spierzchnięciem, czy pękaniem.
Od producenta:
 

 Skład:

Dostępne warianty zapachowe wazeliny Flos Lek:
-waniliowa
-różana
-poziomkowa
-pomarańczowa
-czekoladowa 

Ostateczna ocena:
Uwiódł mnie w tej wazelinie zapach i szczerze powiedziawszy to wszystko. Ot, zwykła wazelina, która na pewno nie zastąpi mi porządnego kosmetyku ochronnego do ust. Dobra do stosowania, kiedy usta nie potrzebują naprawdę dużej ochrony, czy nawilżenia, a jedynie jakiegoś mazidła do poprawy wizualnej ust. Moja ocena końcowa tej wazeliny to 6/10.

Miałyście do czynienia z tą wazeliną? Jakie są Wasze ulubione produkty do ust? :)