sobota, 9 listopada 2013

Hit, czy nie?- kilka słów o biedronkowym micelu

Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła swoich 2 zdań na temat wałkowany już milion razy. Takim tematem będzie dzisiaj znany dobrze przez większość z Was micel z Biedronki. Długo, długo nie ulegałam mu i z obojętnością mijałam na półkach. Dopiero po informacji o jego rzekomym zniknięciu skusiłam się na "ostatnie" sztuki. W końcu musiałam zbadać tę osobistość, skoro miał zniknąć. Ja nie mogłam przepuścić "ostatniej" okazji ;).


Cena i dostępność:
Żel dostaniemy tylko i wyłącznie w Biedronce za oszałamiającą kwotę 4,49zł/200ml.

Od producenta i sposób użycia:

Skład:

Moja opinia:
Buteleczka w której dostajemy płyn, jaka jest wszyscy widzą- zwykła, przezroczysta, z przejrzystą etykietką. Zamknięcie solidne, dosyć ciężko chodzące, na zasadzie nacisnąć z jednej strony i z drugiej pojawia się otworek przez który wypływa wystarczająca, nie za duża ilość bezbarwnego płynu.


Przy pierwszym użyciu zwróciłam szczególną uwagę na zapach- świeży, lekko kwaśnawy, jakby cytrusowy. Jest niesamowicie przyjemny i zwiększa wrażenie oczyszczenia, ponieważ czuć go przez jakiś czas na skórze. Niestety nie do końca radzi sobie z moim codziennym makijażem- czasami nie domywa tuszu i muszę się trochę pomęczyć. Ostatecznie jednak zostawia skórę oczyszczoną, świeżą i nie powoduje żadnych podrażnień.

Ostateczna ocena:
Biorąc pod uwagę cenę produktu to wypada dosyć dobrze. Nie zmywa do końca tak jak tego oczekuję, jednak przy odrobienie cierpliwości daje radę. Dostaje ode mnie 6,5/10.

Co Wy sądzicie o tym płynie? Jacy są Wasi ulubieńcy? :)


środa, 6 listopada 2013

Denko po raz 8, czyli zużycia wrześniowo-październikowe

Witajcie :)
Mamy początek miesiąca, co zawsze niesie za sobą posty denkowe. U mnie zużywanie zaległych kosmetyków nie idzie najlepiej, dlatego przedstawię dzisiaj denko z 2 miesięcy- a mimo to, bardzo małe. Myślę, że w przyszłym miesiącu będzie większe, ponieważ mam kilka rzeczy, których jest już dosłownie resztka. Tymczasem zapraszam Was na moje 8 denko. Na zdjęciu głównym niestety brakuje żelu pod prysznic, którego butelka wylądowała wcześniej w koszu ;)


O każdym z produktów słów kilka:


Love Me Green, Organiczny witalizujący szampon do włosów- nie powiem że był zły, bo nie był. Niestety też nie zachwycił mnie jakoś specjalnie (recenzja TU). Zwykły, dobrze myjący szampon za dosyć wysoką cenę. Ze względu na nią nie kupię ponownie.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej, konwalia- dobry, tani i do tego polski produkt. Zapach średnio przypadł mi do gustu- zdecydowanie bardziej wolę wersję neutralną. Może kupię ponownie.


Ziaja, Kozie Mleko, Mleczko + Tonik- dosyć dobrze sprawdził się przy demakijażu, bardzo fajnie pachniał, a dodatkowo był mega wydajny. Pod koniec trochę mi się znudził, ale myślę, że kupię ponownie.

Efavit, Olej kokosowy, zimnotłoczony, nierafinowany- kupiony z myślą o włosach, ale im niezbyt przypadł do gustu. Ostatecznie zużyłam do ciała. Z przeznaczeniem do włosów nie kupię ponownie.


PZ Cussons, Original Source, Żel pod prysznic z limonką- na recenzję zapraszam TUTAJ. Pusta buteleczka nie doczekała dzisiejszego postu, dlatego pojawia się tu pełny. Urzekł mnie przede wszystkim jego świeży, doskonały na lato zapach. Na pewno jeszcze po niego sięgnę. Kupię ponownie.


Intimea, chusteczki do higieny intymnej rumiankowe- polubiłam je od pierwszego użycia- są tanie, ładnie pachną, świetnie odświeżają i nie wysychają. Zdecydowanie kupię ponownie.

Celia, 1 i 2, Maska do włosów głęboko nawilżająca- saszetka starczyła na jeden raz i nie potrafię powiedzieć o niej zbyt wiele. Nie zrobiła "wow", ale też nie zaszkodziła. Może kupię ponownie.


Mam nadzieję, że słabe zdjęcia Was nie zrażą, ale niestety pogoda nie jest zbyt łaskawa. Dajcie znać jak mają się Wasze denka :).


piątek, 25 października 2013

Peeling winogronowy od Marion

Witajcie :).
Pamiętacie mój post o peelingu truskawkowym z Mariona? Jeżeli nie, to zapraszam Was tutaj. Kupiłam wtedy również peeling z pestkami winogron do cery normalnej i suchej, który leżał u mnie dość długo, zanim po niego sięgnęłam. Dzisiaj postanowiłam Wam opowiedzieć trochę o tej wersji.



Cena i dostępność: 
Jak widzicie na zdjęciu, peeling kosztował 1,20zł/ 10ml (nie udało mi się odkleić ceny bez uszkodzenia saszetki). Dostałam go w lokalnej drogerii.

Od producenta:

Sposób użycia:

Skład:


Moja opinia:
Peeling ma dosyć gęstą, kremową konsystencję. Zawiera stosunkowo mało dużych i ostrych drobinek, które nieprzyjemnie trą po twarzy. Naskórek w jakimś stopniu jest złuszczony, a skóra delikatniejsza, jednak efekt jest zbyt słaby, a sam zabieg niezbyt przyjemny. Zapach peelingu faktycznie przypomina winogrona, ale do czasu nałożenia na twarz. Wtedy staje się nieprzyjemny, chemiczny, ale na szczęście nie jest bardzo intensywny. Zauważyłam również, że skóra po nim jest nieco wysuszona i ściągnięta, czego na pewno mu nie wybaczę. Zawartość saszetki jest bardzo wydajna i starcza nawet na kilka razy.



Ostateczna ocena:
Tak samo, jak w wersji truskawkowej, peeling nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Poza ładnym opakowaniem nie widzę w nim żadnych przeważających zalet, które przekonałyby mnie do ponownego zakupu. Dodatkowo fakt, że wysusza skreśla go całkowicie. Daję mu 3/10.

Znacie ten peeling? Jakich Wy używacie na co dzień? :)


czwartek, 3 października 2013

Jak oszczędzać na kosmetykach, nie rezygnując z nich?

"Będę oszczędzać!"- mogę się założyć, że to zdanie nie jest Wam obce. Niestety, ja również obiecuję sama przed sobą poprawę dość często, ale wciąż z marnymi efektami. W końcu jak tu oszczędzać, kiedy wchodzimy do drogerii po jedną rzecz i nagle wpada nam w oko jeszcze 5 kolejnych,  potem jeszcze 3 w następnej alejce, a po drodze do kasy znajdzie się przynajmniej jeszcze jedna. Często wracamy do domu z nadprogramowymi kosmetykami i pierwsza myśl jest taka "ale kupiłam fajne rzeczy!", ale zaraz po niej przychodzi kolejna "a miałam oszczędzać..". Historia dobrze znana, prawda? ;)


I właśnie dlatego postanowiłam napisać tą notkę. Sama nie lubię sobie odmawiać kolejnego lakieru, czy bosko pachnącego balsamu, a jednocześnie chcę mieć coś w portfelu. Zakupy i pełny portfel? Wiem, brzmi nieco sprzecznie. Niestety trochę tak jest. Jednak nie trzeba od razu się poddawać i godzić z losem. Wydawanie mniej na kosmetyki nie oznacza ich mniejszej ilości- przynajmniej dla mnie :). Oto moje sposoby na to jak wydać mniej, ale mieć tyle samo:

1. Dobry plan/ lista- zawsze staram się robić listę rzeczy które chcę kupić w pierwszej kolejności. Najlepiej konkretną i na bieżąco aktualizowaną. Przykład: planuję kupić masło czekoladowe, więc wpisuję je na listę, dzięki czemu o nim pamiętam. Przy zakupach będę miała je na uwadze i to właśnie ono trafi do mojego koszyka, zamiast np masła kokosowego. O czekoladowym przypomniałabym sobie przy następnej okazji i kupiła. Tym sposobem miałabym już dwa masła i poprzednie poszłoby w odstawkę.


2. Gazetki- staram się na bieżąco przeglądać dostępne gazetki. Mimo, że potrafią nieźle kusić człowieka, to mają też duży plus. Łatwo znaleźć promocje, bądź różnice w cenie między drogeriami. Przykład: na mojej liście widniała ostatnio diamentowa odżywka Eveline. Kilka dni później, przeglądając gazetkę Rossmanna, zobaczyłam tą odżywkę w promocji. I tak miałam ją kupić, a nie przeglądając gazetek poszłabym po nią pewnie po promocji :).

3. Promocje- ten punkt nawiązuje w dużym stopniu do poprzedniego. Na promocjach często kupuję kosmetyki, które są stałymi bywalcami w mojej kosmetyczce/ łazience. Przykład: najlepszym przykładem jest Carmex. Kupuję go od dość dawna i wiem, że po skończonym słoiczku na pewno kupię następny. Dlatego jak widzę go w promocji to biorę na zapas. Przecież i tak go kupię :).

4. Zużywanie starszych- tutaj chyba nikogo nie zaskoczę. Comiesięczne denka na blogach o czymś świadczą :). Chodzi głównie o zużycie w pierwszej kolejności produktów starszych, kupionych wcześniej, zalegających już dłuższy czas. Przykład: każda z nas na pewno miała w swoim życiu sytuacje kiedy w jej łazience stały 3 różne balsamy/ szampony/ czy coś innego. Najlepiej zużyć na samym początku te starsze, zanim stracą ważność i będą nadawały się tylko do wyrzucenia. Wbrew pozorom wyrzucamy nie balsam/ szampon/ czy coś innego, a nasze pieniądze.

5. Wymiany- blogowe, wizażowe, czy nawet między znajomymi. Jest to dobry sposób na pozbycie się kosmetyku, który z jakiegoś powodu nam nie odpowiada. Pozbywamy się problemu, a przy okazji zyskujemy inny kosmetyk, który może stać się naszym hitem. Przykład: swego czasu w moim domu zalegała farba do włosów. Kupiłam, ale rozmyśliłam się z farbowania, bo postanowiłam wrócić do swojego koloru. Tym sposobem na mojej półce stało kilka złotych, które czekało, aż minie data ważności i pójdzie do kosza. Tak się nie stało- wystawiłam ją na wymiankę i znalazła się chętna osoba. Tym sposobem pozbyłam się farby, a zyskałam nowiutki płyn micelarny :).

6. Małe/ duże pojemności- nie od dzisiaj wiadomo, że kupowanie większych opakowań jest zazwyczaj bardziej opłacalne. Warto z tego korzystać przy produktach, które znamy i lubimy. Mimo to, warto też zwrócić na te mniejsze opakowania, czy nawet saszetki, jeżeli kupujemy kosmetyk pierwszy raz. W momencie, gdy okaże się, że nie przypadł nam do gustu będzie łatwiej go wykorzystać, niż dużą butlę. Przykład: słynna maska Kallos Latte. Jedyni ją uwielbiają (w tym ja), inni omijają szerokim łukiem. Dlatego nie warto pakować się od razu w litr, a wypróbować najpierw opakowanie 275ml :)


7. Rozcinanie opakowań- zawsze po skończeniu kosmetyku w tubie rozcinam ją. I wtedy dopiero przekonuję się, że to jeszcze nie koniec, bo w środku wciąż zostało sporo kosmetyku. Przykład: maska Alterra- wiele osób narzeka na jej małą wydajność. To jeszcze bardziej przemawia za tym, żeby wykorzystać produkt do końca. Ja po "skończeniu" swojej rozcięłam tubę i miałam  maskę jeszcze na dwa użycia :).

8. Recenzje- są bardzo przydatne przed samym zakupem. Nie powiedzą nam wprost, czy produkt się u nas sprawdzi, czy nie, ale jeżeli na 100 opinii 95 jest negatywnych to chyba coś jest nie tak ;). Przykład: Eyeliner w pisaku z Avonu, Perfect Wear ma na KWC 229 opinii, średnią ocen 1,08, a 94% osób twierdzi, że nie kupi ponownie. Taka ilość negatywnych opinii musi już o czymś świadczyć.

9. Miejsce zakupu- często ceny kosmetyków różnią się w zależności od miejsca zakupu. Zazwyczaj ten sam kosmetyk można dostać taniej w markecie, niż drogerii. Nie są to wysokie sumy, jednak kilka takich produktów i mamy już na kolejny kosmetyk. Przykład: pierwszy jaki mi się nasuwa to dwie, można powiedzieć najpopularniejsze drogerie- Rossmann i Natura. W tej drugiej, ceny są zdecydowanie wyższe ;)

10. Próbki- wiem, że czasami ich dostanie graniczy z cudem. Jeżeli jednak uda nam się już je zdobyć to wykorzystajmy to. Nie są to duże ilości, ale często pozwolą nam ocenić czy pełnowymiarowy produkt sprawdzi się u nas. Właśnie dzięki nim możemy ochronić się przed zbędnym wydatkiem. Przykład: jakiś czas temu w Rossmannowskim "Skarbie" znalazła się próbka kremu BB od Nivea. Po użyciu stwierdziłam że krem ciemnieje do uroczej pomarańczki, a twarz mnie piecze. Teraz już na pewno nie wrócę z nim do domu po kolejnych zakupach ;).

Dzięki punktom, które wymieniłam nie oszczędzam pokaźnych sum, jednak kilka złotych co miesiąc zostaje w moim portfelu. Jak to mówią: grosz do grosza... będzie na nowy lakier ;). A Wy staracie się robić takie małe rzeczy dla swojego portfela? :)

Co sądzicie o takich rozwiązaniach? Może macie jakieś swoje pomysły? Podzielcie się :)


Przy okazji chcę przypomnieć o mojej blogerskiej akcji Poczty Marzycielskiej i zachęcić Was do zgłaszania się :)





czwartek, 26 września 2013

Pozytywnie z Hean ;)

Witajcie :).
W poprzedni weekend postanowiłam skorzystać z darmowej wysyłki w sklepie internetowym Hean i zrobiłam małe zakupy. W piątek zawitał do mnie listonosz. Podpisałam, odebrałam, otworzyłam i... zdziwiłam się. Pozytywnie! Początkowo miałam zamiar kupić tylko i wyłącznie bazę pod cienie, jednak minimalna wartość zamówienia wynosi 15zł, dlatego wrzuciłam do koszyka jeszcze fioletowy lakier. Po otworzeniu koperty zobaczyłam swoje zamówienie i.. dodatkowy lakier. Przyznam, że nie spodziewałam się, że przy tak małym zamówieniu można dostać jakiś gratis. Firma Hean bardzo miło mnie zaskoczyła :). A niżej możecie zobaczyć jak wyglądają moje nowości ;).



A co ostatnio przybyło w Waszych kosmetyczkach? :)


sobota, 14 września 2013

Czy czekolada może odrzucać?!

Hej :).
Możliwe że już wiecie, że kocham czekoladę! Zarówno tę w tabliczkach do jedzenia, jak i tą w kosmetykach. I właśnie na tą drugą opcję dałam się skusić jakiś czas temu w Biedronce. Moim oczom ukazał się czekoladowy żel pod prysznic od Joanny z serii Sweet Fantasy. Długo się nie zastanawiałam. Wrzuciłam do koszyka i radośnie powędrowałam do kasy, nie mogąc się doczekać najbliższego prysznica! Jak się zakończyła ta historia? Niezbyt ciekawie.


Cena i dostępność:
Za swoje 250ml żelu zapłaciłam około 7zł w Biedronce. Możemy go dostać w drogeriach, marketach i sklepach, które mają Joannę w swoim asortymencie.

Od producenta:

Skład:

Moja opinia:
Żel zamknięty jest w bardzo wygodnej, plastikowej buteleczce z pompką, która znaczenie ułatwia wydobycie produktu. Nie miałam z nią żadnego problemu typu wyciekanie, czy zacinanie. Tutaj zdecydowanie plus dla producenta.


Konsystencja żelu jest dosyć gęsta, jednak w żadnym wypadku nie odbiega do normy. Produkt zdecydowanie za słabo się pieni, a tym samym zmniejsza się znacznie jego wydajność. W miarę dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje żadnych podrażnień, czy większego wysuszenia. Największą atrakcję produktu miał stanowić zmysłowy zapach czekolady. Tutaj już czeka na nas ogromne rozczarowanie. Zamiast czekolady czujemy mocno chemiczny zapach, produktu bardzo czekoladopodobnego i przeterminowanego. Jednym słowem, zapach tego żelu jest koszmarny. W tym momencie mogę uznać za plus, fakt, że utrzymuje się krótko na skórze i szybko kończy.


Ostateczna ocena:
Producent miał dobry pomysł na czekoladowy żel ze świetnym, wygodnym opakowaniem. Niestety, ale zapach kompletnie dyskwalifikuje ten produkt. Już od pierwszego użycia wyczekiwałam momentu zobaczenia pustej butelki i wymiany jej na przyjemniej pachnący żel. Produkt mocno mnie zawiódł, dlatego daję mu tylko 3,5/10.

Znacie serię Sweet Fantasy? Lubicie czekoladowe kosmetyki? ;)


środa, 11 września 2013

Marzycielska Poczta- akcja blogerska!

Witajcie!
Od kilku miesięcy na moim blogu widnieje banerek Marzycielskiej Poczty. Jakiś czas temu postanowiłam zorganizować blogerską akcję pisania listów do chorych dzieci i właśnie z tym do Was dzisiaj przychodzę. Mam nadzieję że chętnie się przyłączycie i wspólnie wywołamy uśmiech na twarzach tych chorych dzieciaczków. W końcu nie interesuje nas tylko malowanie paznokci (jak niektórzy myślą o blogerkach ;)), ale także drugi człowiek! Szczególnie kiedy ten drugi, mały człowiek nie zasługuje na cierpienie które go spotkało. Wiem że macie dobre serca i razem możemy zrobić coś dobrego! :)

Czym jest Marzycielska Poczta?
Jak już wspomniałam jest to ogólnopolska akcja pisania listów do ciężko chorych dzieci. Od samego początku jest prowadzona przez wolontariuszy. Na stronie internetowej Marzycielskiej Poczty możemy znaleźć profile dzieci wraz z ich adresami. Wystarczy jeden list, jedna kartka, żeby wywołać uśmiech na twarzy malucha :). Więcej szczegółów możecie znaleźć TUTAJ.



Zasady akcji blogerskiej:
1. Zgłoszenia do akcji przyjmuję pod tą notką. Obowiązkowo zostawcie mi swojego maila. Jeżeli chcesz wysłać więcej niż jedną kartkę/list poinformuj mnie o tym :).
2. Akcji blogerskiej nie ograniczam tylko do Polski. Myślę, że zagraniczne listy będą ciekawym urozmaiceniem :).
3. Zdecyduj czy chcesz wysłać list, kartkę, czy jedno i drugie :). Oprócz tego kreatywność mile widziana (rysunki, własnoręcznie robione kartki itd) ;)
4. Możecie u siebie na blogu wstawić banerek i/lub notkę z informacją o akcji oraz odnośnikiem do tego posta- mam nadzieję że uda się nam uzbierać jak największą liczbę chętnych :).
5. Po zakończeniu zbierania zgłoszeń rozlosuję wśród Was adresy dzieci do których skierujecie swój list/kartkę. Otrzymacie również link do ich profilu, dzięki czemu dowiecie się nieco więcej o konkretnym dziecku :).
6. Przed wysłaniem swojego listu/kartki zrób jej zdjęcie i wyślij mi na e-maila: kosmetyki.w.mojej.szafie@gmail.com. Jeżeli chcesz, możesz ujawnić jej treść, jeżeli nie, to nie ma sprawy :).
7. Do listu dołącz również list do rodziców w którym poinformujesz o akcji i poprosisz o odesłanie na swój adres e-mail zdjęcie dziecka razem z Twoją kartką. Następnie odeślij je do mnie- zostanie ono umieszczone w podsumowaniu :).
8. Czekajcie na posty z postępami i ostatni post z podsumowaniem :).

Baner:


Terminy:
-zbieranie zgłoszeń: 11.09-11.10
-losowanie i wysyłanie adresów: 12.10-19.10
-zbieranie zdjęć przesyłek, wysyłanie listów i zbieranie zdjęć do podsumowania: 20.10-01.12

Terminy które podałam są dosyć długie, dlatego mam nadzieję że we wszystkich uda nam się zmieścić :). Jeżeli tylko akcja wypali, na pewno zdecyduję się ją z Wami powtórzyć :).

Mam nadzieję że chętnie przyłączycie się do akcji. Czekam na Wasze zgłoszenia :). 


poniedziałek, 9 września 2013

Denko po raz 7, czyli zużycia lipcowo-sierpniowe

Witajcie :).
Jak zauważyłyście, bądź nie, w zeszłym miesiącu na moim blogu nie pojawił się tradycyjny już post denkowy. Przyznam się, że nie miałam czego pokazać. Powinnam dostać niezłe lanie ;). Na szczęście w sierpniu wzięłam się za siebie, a raczej za moje zasoby i tym sposobem, trochę stopniały. Niewiele, bo niewiele, ale zawsze coś :). Zapraszam na moje dwumiesięczne denko :).


O każdym z produktów kilka słów:


Rexona Women, Aloe Vera, Fresh, Anytperspirant w sprayu- obecność Rexony w moim życiu jest oczywistością. Dobry, ładnie pachnący i skuteczny. Kupię ponownie.

Love Me Green, Organiczny wyszczuplający balsam do ciała, Zielona herbata- obszerną recenzję możecie zobaczyć TUTAJ. Po jej przeczytaniu nie powinno nikogo zdziwić że nie kupię.

Rossmann, Isana, Pianka do golenia dla skóry wrażliwej- bardzo fajna, tania pianka. Niestety w połowie dozownik zaczął się zacinać. Może kupię.



Timotei, Głęboki brąz, Odżywka do włosów brązowych z ekstraktem z henny i olejkiem arganowym- moja ulubiona odżywka. Pięknie pachnie, faktycznie wpływa na odcień włosów, łatwiej się rozczesują. Kupię ponownie.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej, Neutral- nie mam mu nic do zarzucenia. Po raz kolejny Ziaja mnie zadowoliła. Tani, wydajny, dobrze myjący płyn. Kupię ponownie.

Joanna, Sweet Fantasy, Żel pod prysznic, Czekolada- spodziewałam się przyjemnego, czekoladowego zapachu, ale żel nie ma z nim nic wspólnego. Okropny, sztuczny zapach. Cieszę się że go wykończyłam. Szczegółowa recenzja wkrótce. Nie kupię ponownie.



Dax Cosmetics, Perfecta Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty z minerałami morskimi i krzemionką- recenzja TUTAJ. Póki co, jest to mój ulubiony peeling. Z pewnością sięgnę po niego jeszcze wiele razy. Kupię ponownie.

Carma Laboratories, Carmex, Lip Balm Original, balsam do ust w słoiczku- zainteresowanych odsyłam do recenzji TUTAJ. Będę kupować do końca życia ;). Kupię ponownie.

Veet, Krem do depilacji skóry suchej, Masło shea i zapach lilii- dość przyjemny. Zapach typowy dla kremów do depilacji, ale całkiem skuteczny. Może kupię.

Bielenda, Zmywacz do paznokci i tipsów, bezacetonowy i witaminowy- to już chyba moja 10 buteleczka. Dobrze zmywa, nie niszczy szczególnie paznokci- więcej nie potrzebuję. Kupię ponownie.

A jak się mają Wasze denka w tym miesiącu? :)

sobota, 7 września 2013

Limonkowa rozkosz

Przyznajcie, kto nie lubi pięknie pachnącej piany pod prysznicem? No właśnie. Takie pytanie zadane na blogu kosmetycznym, gdzie zaglądają spragnione różnych cudowności czytelniczki, jest pytaniem czysto teoretycznym. Przecież piękne zapachy kocha każda kobieta. W tym ja :).
Dzisiejszym sprawcą zamieszania został żel pod prysznic Original Source z limonką. To właśnie ten zapach mnie tak urzekł i sprawił że od razu poczułam potrzebę podzielenia się tym z Wami :).


Cena i dostępność:
Z dostępnością tych żeli nie powinno być problemu. Można je znaleźć w drogeriach, supermarketach, swego czasu pojawiał się też w Biedronce. Cena wynosi około 8zł/250ml.
Od producenta/skład:


Moja opinia:
Żel dostajemy w twardej, plastikowej buteleczce stojącej "na głowie", o chropowatej powierzchni po bokach, co zapobiega wyślizgiwaniu się opakowania z ręki. Niestety nie jest ona zbyt wygodna w użyciu, ponieważ za każdym razem żel trzeba zamknąć, żeby po chwili znowu z niego skorzystać. Zamknięcie żelu jest bardzo solidne, nie otwiera się, nic z niego nie wycieka.


Konsystencja żelu niczym się nie wyróżnia, bardzo dobrze się pieni i oczyszcza skórę. Nie zauważyłam po nim nawilżenia, ani wysuszenia- w tej kwestii jest bardzo neutralny. Za największą zaletę tego produktu uważam zapach- świeży, orzeźwiający i cytrusowy. Jest po prostu obłędny! Świetnie sprawdził się podczas największych upałów, kiedy inne zapachy stawały się o wiele za ciężkie. Niestety utrzymuje się krótko na ciele, natomiast w łazience unosi się jeszcze przez jakiś czas.


Ostateczna ocena:
To mój pierwszy produkt od OS i z pewnością nie ostatni. Teoretycznie jest to zwykły żel pod prysznic, jednak swoim zapachem podbił moje serce już przy pierwszym użyciu. Prędzej czy później skuszę się na inne warianty zapachowe. Daję mu 8/10.

Jakie są Wasze ulubione żele? Jakie zapachy OS polecacie? :)


czwartek, 5 września 2013

Moje pierwsze urodziny!

Witajcie wieczorową porą :).
Przychodzę dzisiaj do Was z czymś, czego jeszcze nie było- z podziękowaniami :). Dzisiaj mija dokładnie rok od momentu kiedy pojawiła się na moim blogu pierwsza notka. I w tym momencie przyszedł czas na pewne podsumowanie. Chciałam podziękować przede wszystkim Wam, bo bez Was nie byłoby tego bloga :). Pisanie dla Was sprawia mi ogromną przyjemność i mimo że zdarzają się czasem krótsze, lub dłuższe przerwy to zawsze wracam z ogromną radością :).


W ciągu tego roku:
-zdobyłam 152 obserwatorów z bloggera i 24 z Google+,
-napisaliśmy razem 1142 komentarze,
-odwiedziliście mnie ponad 30.000 razy,
-napisałam 87 postów
-nawiązałam 2, bardzo przyjemne współprace

Mam nadzieję że za rok będę mogła ponownie dodać takiego posta, a liczby te z każdym dniem będą rosły :).
Dziękuję! :)