czwartek, 5 grudnia 2013

Depilacja "po męsku"

Podrażnienia, podrażnienia i jeszcze raz podrażnienia. Z tym problem po depilacji zmaga się zapewne wiele z Was, ja niestety również. Stosowałam już wiele potencjalnych rozwiązań, metod, różnych pianek, żeli itd z marnym skutkiem. W końcu zdecydowałam się sięgnąć po żel do golenia dla... mężczyzn. Padło na żel dla skóry wrażliwej Gillette z aloesem. W końcu przeznaczony jest docelowo do twarzy, więc może da radę z innymi częściami ciała. Nie pomyliłam się.


Cena i dostępność:
Spotkać możemy go dosłownie wszędzie, gdzie znajduje się dział z kosmetykami- od drogerii, przez osiedlowe markety, do wielkich hipermarketów. Cena waha się od 8 do nawet 13zł/ 200ml w zależności od sklepu.

Informacje od producenta:
Do skóry wrażliwej. Trzy substancje nawilżające zawarte w formule "Potrójnej Ochrony" pomagają chronić przed zacięciami, podrażnieniami i uczuciem ściągniętej skóry.

Moja opinia:
Produkt dostajemy w metalowym opakowaniu z pompką, która do samego końca działa niezawodnie, bez zacinania się. Żel koloru niebieskiego bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, zmieniając się w gęstą, zwartą w konsystencji piankę, dzięki czemu jest wydajny i starcza na długo. Zapach jest typowo męski, przyjemny, ale łatwo się go pozbyć ze skóry. Produkt zdecydowanie chroni przed zacięciami, oraz mocno ograniczył występujące po goleniu podrażnienia. Od kiedy zaczęłam go używać, występują one sporadycznie. W porównaniu do innych produktów nie wysusza skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia.



Ostateczna ocena:
Żel na pewno zagości u mnie na dłużej. Dzięki niemu pozbyłam się problemu podrażnionej i przesuszonej skóry po każdym goleniu. Teraz zdarza mi się to sporadycznie. Daję mu mocne 8/10.

Jakie są Wasze ulubione produkty do golenia?

wtorek, 3 grudnia 2013

Czas promocji, a moja silna wolna :)

Witajcie :).
Wszyscy pochwalili się już swoimi zakupami promocyjnymi z Rossmanna. Tylko ja zostałam w tyle i wciąż nie rozliczyłam się ze swoich postanowień. Moją listę zakupów, którą zaplanowałam możecie zobaczyć TUTAJ, a jak się z niej wywiązałam tutaj:

Chociaż wiele rzeczy kusiło to zaparłam się mocno, że nie będę kupować więcej niż potrzebuję. Trafiły do mnie 4 rzeczy, z czego 3 dokładnie te, które znalazły się na liście. Tusz miałam zamiar kupić inny, jednak nie udało mi się go spotkać w moich Rossmannach. Zamiast żółtego tuszu z Lovely, trafił do mnie Volume Booster (już żałuję, że nie wstrzymałam się i nie poszukałam o nim opinii!). Nie udało mi się natomiast dorwać lakieru piaskowego z Wibo- półki były w tym miejscu puste już o 10 rano w pierwszy dzień promocji.

Lirene, City Matt, Fluid matująco- wygładzający- za niego zapłaciłam  24,79zł, czyli cenę regularną. Nie wiem czemu, ale promocja go nie dotyczyła.

Rimmel, Stay Matte, Puder transparenty- cena regularna 25,99zł, po obniżce: 15,59zł.

Lovely, Volume Booster, tusz do rzęs- cena regularna: 8,99zł, po obniżce: 5,39zł.

Lovely, Baltic Sand, lakier do paznokci- cena regularna:  8,59zł, po obniżce: 5,09zł

Mimo, że nie do końca udało mi się pokryć z pierwotną listą, to jestem zadowolona ze swoich zakupów. Powstrzymałam się od zbędnych zakupów i kupiłam tylko to, czego naprawdę potrzebuję ;).

Wpadło Wam do koszyka coś z mojej listy? :)

niedziela, 1 grudnia 2013

Maseczka, która czyni cuda.

Dawno na moim blogu nie było maseczek. Muszę przyznać się przed Wami, jak i przed sobą samą, że mocno się w tej kwestii zaniedbałam. Jeszcze jakiś czas temu nie wyobrażałam sobie przynajmniej tygodnia bez maseczki, a każde zakupy kończyły się nową saszetką. Mój powrót do nich rozpoczął się bardzo miłym zaskoczeniem ze strony Marion. Dlatego też, mam dzisiaj dla Was recenzję maseczki odżywczo-nawilżającej, która zachwyciła mnie swoim działaniem.


Cena i dostępność:
Koszt maseczki waha się w granicach 1-2zł/7,5ml. Nie widziałam jej w żadnych sieciowych drogeriach. Swoją dostałam w mniejszej, lokalnej, która niestety została jakiś czas temu zamknięta. 

Informacje od producenta i skład:

Skład:

Moja opinia:
Maseczkę stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, czyli nakładałam na 10-15 minut, a nadmiar usuwałam za pomocą wacika. Jej kremowa, lekka konsystencja sprawiała, że maseczka świetnie się wchłaniała, dlatego nie odczuwałam żadnego dyskomfortu związanego z jej pozostawieniem na twarzy. Zapach produktu jest dosyć delikatny, przyjemny i lekko słodkawy- w pewnym stopniu przypomina mi zapach miodu. Twarz po użyciu maseczki staje się miękka, delikatna, a efekt nawilżenia i odżywienia widoczny jest w 100%. Po żadnej maseczce nie osiągnęłam jeszcze takiego dobrego efektu. Producent zdecydowanie spełnia wszystkie swoje obietnice.


Ostateczna ocena:
Sklep w którym ją kupiłam niestety został zamknięty, ale na pewno będę jej szukać w innych miejscach. Uważam że maseczka jest absolutnie genialna, czyni cuda, a dodatkowo prześcignęła moją ulubioną maseczkę regenerującą z Ziaji. Daję jej 10/10, a Wy biegnijcie szukać jej u siebie! :)

Jaka maseczka jest Waszym hitem? :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nowy ulubieniec, czyli demakijaż w kilka sekund

O tym, że niektóre "dyskontowe" kosmetyki są dobre, i wcale nie są "tanim kitem" pewnie większość z Was już wie. Są tanie, często produkowane przez wielkie, znane i szanowane koncerny. Tak się też ma sprawa z dzisiejszym gościem na moim blogu. Pewnie nie zdziwię Was, kiedy powiem, że będzie to jeden z biedronkowych hitów od BeBeauty. Właśnie dzisiaj postanowiłam Wam przedstawić mojego nowego ulubieńca- micelarny żel nawilżający do mycia i demakijażu. Skusiłam się na niego ze względu na cenę i nie pożałowałam :).


Cena i dostępność:
Za 150ml żelu zapłacimy 4,99zł. Oczywiście w Biedronce :).

Od producenta:
Micelarny żel oczyszcza skórę twarzy i oczu z wszelkich zanieczyszczeń przywracając komfort nawilżenia i odświeżenia. Zawarte micele zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w żelu d-panthenol utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra po użyciu żelu jest głęboko oczyszczona, nawilżona i odzyskuje uczucie komfortu.
-Dokładnie oczyszcza z makijażu i zanieczyszczeń.
-Skutecznie nawilża i koi podrażnienia.
-Odświeża i orzeźwia.
-Przywraca uczucie komfortu.
Oczyszczające micele- sferyczne cząsteczki, które w zetknięciu ze skórą zapewniają wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia.
D-panthenol- działa przeciwpodrażnieniowo i skutecznie nawilża.
Wysokie bezpieczeństwo stosowania. 
0% alergenów.

Sposób użycia:
Niewielką ilość żelu rozprowadź kolistymi ruchami na powierzchni twarzy. Następnie dokładnie spłucz wodą. Stosuj codziennie, rano i wieczorem.

Skład:

Moja opinia:
Żel zamknięty jest w tubie stojącej "na głowie". Plastikowe zamknięcie zostało wykonane solidnie, dobrze się zatrzaskuje i nic się z niego nie wylewa. Konsystencja produktu jest typowo żelowa, przezroczysta i dobrze się rozprowadza. Pachnie dosyć przyjemnie, delikatnie, ale niczym konkretnym. Dodatkowo, już mała ilość żelu wystarczy żeby dokładnie umyć całą twarz i zmyć makijaż, przez co jest w miarę wydajny.

Mimo że się nie pieni, a raczej "ślizga" po twarzy, to bardzo dobrze sobie radzi nawet z wodoodpornym makijażem. Produkt nie szczypie w oczy i nie podrażnia, dlatego uwielbiam go używać. Przyznam, że nie zauważyłam obiecywanego nawilżenia, jednak nie jest to dla mnie tak ważne- od tego mam inne produkty, które mają spełniać to zadanie.


Ostateczna ocena:
Żel stał się moim absolutnym hitem ostatniego czasu. Dosłownie za grosze dostałam produkt, dzięki któremu pozbywam się makijażu w kilka chwil i który nie robi mi żadnej krzywdy. Na pewno spróbuję jeszcze innych jego wersji. Nikogo chyba nie zdziwi, że daję mu 10/10.

czwartek, 21 listopada 2013

-40%, czyli na co poluję w Rossmannie

Witajcie.
Już od jakiegoś czasu wiadomo o tym, że Rossmann po raz kolejny szykuje dla nas 40% obniżkę cen na kolorówkę. Na Waszych blogach zaczęły pojawiać się plany zakupowe, co sprawiło, że również postanowiłam taki zrobić. Głównie ze względu na to, żeby później nie żałować wydanych pieniędzy, oraz tego, że o czymś zapomniałam. Ten post będzie takim moim planem na rozsądne i przemyślane zakupy, z których później postaram się tu rozliczyć ;). Zatem zaczynajmy :).

Lirene, City Matt, Fluid matująco- wygładzający- noszę się z zamiarem jego zakupu już od jakiegoś czasu. Nie jestem pewna, czy na ten podkład również obowiązuje promocja (może któraś z Was mi powie? :)), ale i tak się na niego zdecyduję. Cena regularna: 24,79 zł.

Rimmel, Stay Matte, Puder transparentny- używam już od jakiegoś czasu i jestem bardzo zadowolona. Cena regularna: 25,99zł.

Lovely, Curling Pump Up Mascara, tusz do rzęs- czytałam o nim wiele dobrych recenzji, dlatego czas go wypróbować. Cena regularna: 9zł.

Lovely, Baltic Sand, lakier do paznokci nr 1- mam już żółty i jestem zachwycona. Cena regularna: 8,59 zł.

Wibo, WOW Glamour Sand, lakier do paznokci nr 4- to będzie mój pierwszy piasek Wibo. Nie jestem ostatecznie pewna co do koloru, ale któryś przygarnę na pewno. Cena regularna: 7,69 zł.

A jak wyglądają Wasze listy? :)

czwartek, 14 listopada 2013

Pomysł na paznokcie nr 3

Witajcie :)
Już nie pamiętam kiedy ostatnio na moim blogu pojawił się post paznokciowy. Nie miałam ostatnio za wiele czasu na malowanie, dlatego tym razem, korzystając z czasu wolnego trochę poszalałam. Poniżej możecie zobaczyć co stworzyłam za pomocą czarnego i białego lakieru :).




Co o tym myślicie? :)


sobota, 9 listopada 2013

Hit, czy nie?- kilka słów o biedronkowym micelu

Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła swoich 2 zdań na temat wałkowany już milion razy. Takim tematem będzie dzisiaj znany dobrze przez większość z Was micel z Biedronki. Długo, długo nie ulegałam mu i z obojętnością mijałam na półkach. Dopiero po informacji o jego rzekomym zniknięciu skusiłam się na "ostatnie" sztuki. W końcu musiałam zbadać tę osobistość, skoro miał zniknąć. Ja nie mogłam przepuścić "ostatniej" okazji ;).


Cena i dostępność:
Żel dostaniemy tylko i wyłącznie w Biedronce za oszałamiającą kwotę 4,49zł/200ml.

Od producenta i sposób użycia:

Skład:

Moja opinia:
Buteleczka w której dostajemy płyn, jaka jest wszyscy widzą- zwykła, przezroczysta, z przejrzystą etykietką. Zamknięcie solidne, dosyć ciężko chodzące, na zasadzie nacisnąć z jednej strony i z drugiej pojawia się otworek przez który wypływa wystarczająca, nie za duża ilość bezbarwnego płynu.


Przy pierwszym użyciu zwróciłam szczególną uwagę na zapach- świeży, lekko kwaśnawy, jakby cytrusowy. Jest niesamowicie przyjemny i zwiększa wrażenie oczyszczenia, ponieważ czuć go przez jakiś czas na skórze. Niestety nie do końca radzi sobie z moim codziennym makijażem- czasami nie domywa tuszu i muszę się trochę pomęczyć. Ostatecznie jednak zostawia skórę oczyszczoną, świeżą i nie powoduje żadnych podrażnień.

Ostateczna ocena:
Biorąc pod uwagę cenę produktu to wypada dosyć dobrze. Nie zmywa do końca tak jak tego oczekuję, jednak przy odrobienie cierpliwości daje radę. Dostaje ode mnie 6,5/10.

Co Wy sądzicie o tym płynie? Jacy są Wasi ulubieńcy? :)


środa, 6 listopada 2013

Denko po raz 8, czyli zużycia wrześniowo-październikowe

Witajcie :)
Mamy początek miesiąca, co zawsze niesie za sobą posty denkowe. U mnie zużywanie zaległych kosmetyków nie idzie najlepiej, dlatego przedstawię dzisiaj denko z 2 miesięcy- a mimo to, bardzo małe. Myślę, że w przyszłym miesiącu będzie większe, ponieważ mam kilka rzeczy, których jest już dosłownie resztka. Tymczasem zapraszam Was na moje 8 denko. Na zdjęciu głównym niestety brakuje żelu pod prysznic, którego butelka wylądowała wcześniej w koszu ;)


O każdym z produktów słów kilka:


Love Me Green, Organiczny witalizujący szampon do włosów- nie powiem że był zły, bo nie był. Niestety też nie zachwycił mnie jakoś specjalnie (recenzja TU). Zwykły, dobrze myjący szampon za dosyć wysoką cenę. Ze względu na nią nie kupię ponownie.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej, konwalia- dobry, tani i do tego polski produkt. Zapach średnio przypadł mi do gustu- zdecydowanie bardziej wolę wersję neutralną. Może kupię ponownie.


Ziaja, Kozie Mleko, Mleczko + Tonik- dosyć dobrze sprawdził się przy demakijażu, bardzo fajnie pachniał, a dodatkowo był mega wydajny. Pod koniec trochę mi się znudził, ale myślę, że kupię ponownie.

Efavit, Olej kokosowy, zimnotłoczony, nierafinowany- kupiony z myślą o włosach, ale im niezbyt przypadł do gustu. Ostatecznie zużyłam do ciała. Z przeznaczeniem do włosów nie kupię ponownie.


PZ Cussons, Original Source, Żel pod prysznic z limonką- na recenzję zapraszam TUTAJ. Pusta buteleczka nie doczekała dzisiejszego postu, dlatego pojawia się tu pełny. Urzekł mnie przede wszystkim jego świeży, doskonały na lato zapach. Na pewno jeszcze po niego sięgnę. Kupię ponownie.


Intimea, chusteczki do higieny intymnej rumiankowe- polubiłam je od pierwszego użycia- są tanie, ładnie pachną, świetnie odświeżają i nie wysychają. Zdecydowanie kupię ponownie.

Celia, 1 i 2, Maska do włosów głęboko nawilżająca- saszetka starczyła na jeden raz i nie potrafię powiedzieć o niej zbyt wiele. Nie zrobiła "wow", ale też nie zaszkodziła. Może kupię ponownie.


Mam nadzieję, że słabe zdjęcia Was nie zrażą, ale niestety pogoda nie jest zbyt łaskawa. Dajcie znać jak mają się Wasze denka :).


piątek, 25 października 2013

Peeling winogronowy od Marion

Witajcie :).
Pamiętacie mój post o peelingu truskawkowym z Mariona? Jeżeli nie, to zapraszam Was tutaj. Kupiłam wtedy również peeling z pestkami winogron do cery normalnej i suchej, który leżał u mnie dość długo, zanim po niego sięgnęłam. Dzisiaj postanowiłam Wam opowiedzieć trochę o tej wersji.



Cena i dostępność: 
Jak widzicie na zdjęciu, peeling kosztował 1,20zł/ 10ml (nie udało mi się odkleić ceny bez uszkodzenia saszetki). Dostałam go w lokalnej drogerii.

Od producenta:

Sposób użycia:

Skład:


Moja opinia:
Peeling ma dosyć gęstą, kremową konsystencję. Zawiera stosunkowo mało dużych i ostrych drobinek, które nieprzyjemnie trą po twarzy. Naskórek w jakimś stopniu jest złuszczony, a skóra delikatniejsza, jednak efekt jest zbyt słaby, a sam zabieg niezbyt przyjemny. Zapach peelingu faktycznie przypomina winogrona, ale do czasu nałożenia na twarz. Wtedy staje się nieprzyjemny, chemiczny, ale na szczęście nie jest bardzo intensywny. Zauważyłam również, że skóra po nim jest nieco wysuszona i ściągnięta, czego na pewno mu nie wybaczę. Zawartość saszetki jest bardzo wydajna i starcza nawet na kilka razy.



Ostateczna ocena:
Tak samo, jak w wersji truskawkowej, peeling nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Poza ładnym opakowaniem nie widzę w nim żadnych przeważających zalet, które przekonałyby mnie do ponownego zakupu. Dodatkowo fakt, że wysusza skreśla go całkowicie. Daję mu 3/10.

Znacie ten peeling? Jakich Wy używacie na co dzień? :)


czwartek, 3 października 2013

Jak oszczędzać na kosmetykach, nie rezygnując z nich?

"Będę oszczędzać!"- mogę się założyć, że to zdanie nie jest Wam obce. Niestety, ja również obiecuję sama przed sobą poprawę dość często, ale wciąż z marnymi efektami. W końcu jak tu oszczędzać, kiedy wchodzimy do drogerii po jedną rzecz i nagle wpada nam w oko jeszcze 5 kolejnych,  potem jeszcze 3 w następnej alejce, a po drodze do kasy znajdzie się przynajmniej jeszcze jedna. Często wracamy do domu z nadprogramowymi kosmetykami i pierwsza myśl jest taka "ale kupiłam fajne rzeczy!", ale zaraz po niej przychodzi kolejna "a miałam oszczędzać..". Historia dobrze znana, prawda? ;)


I właśnie dlatego postanowiłam napisać tą notkę. Sama nie lubię sobie odmawiać kolejnego lakieru, czy bosko pachnącego balsamu, a jednocześnie chcę mieć coś w portfelu. Zakupy i pełny portfel? Wiem, brzmi nieco sprzecznie. Niestety trochę tak jest. Jednak nie trzeba od razu się poddawać i godzić z losem. Wydawanie mniej na kosmetyki nie oznacza ich mniejszej ilości- przynajmniej dla mnie :). Oto moje sposoby na to jak wydać mniej, ale mieć tyle samo:

1. Dobry plan/ lista- zawsze staram się robić listę rzeczy które chcę kupić w pierwszej kolejności. Najlepiej konkretną i na bieżąco aktualizowaną. Przykład: planuję kupić masło czekoladowe, więc wpisuję je na listę, dzięki czemu o nim pamiętam. Przy zakupach będę miała je na uwadze i to właśnie ono trafi do mojego koszyka, zamiast np masła kokosowego. O czekoladowym przypomniałabym sobie przy następnej okazji i kupiła. Tym sposobem miałabym już dwa masła i poprzednie poszłoby w odstawkę.


2. Gazetki- staram się na bieżąco przeglądać dostępne gazetki. Mimo, że potrafią nieźle kusić człowieka, to mają też duży plus. Łatwo znaleźć promocje, bądź różnice w cenie między drogeriami. Przykład: na mojej liście widniała ostatnio diamentowa odżywka Eveline. Kilka dni później, przeglądając gazetkę Rossmanna, zobaczyłam tą odżywkę w promocji. I tak miałam ją kupić, a nie przeglądając gazetek poszłabym po nią pewnie po promocji :).

3. Promocje- ten punkt nawiązuje w dużym stopniu do poprzedniego. Na promocjach często kupuję kosmetyki, które są stałymi bywalcami w mojej kosmetyczce/ łazience. Przykład: najlepszym przykładem jest Carmex. Kupuję go od dość dawna i wiem, że po skończonym słoiczku na pewno kupię następny. Dlatego jak widzę go w promocji to biorę na zapas. Przecież i tak go kupię :).

4. Zużywanie starszych- tutaj chyba nikogo nie zaskoczę. Comiesięczne denka na blogach o czymś świadczą :). Chodzi głównie o zużycie w pierwszej kolejności produktów starszych, kupionych wcześniej, zalegających już dłuższy czas. Przykład: każda z nas na pewno miała w swoim życiu sytuacje kiedy w jej łazience stały 3 różne balsamy/ szampony/ czy coś innego. Najlepiej zużyć na samym początku te starsze, zanim stracą ważność i będą nadawały się tylko do wyrzucenia. Wbrew pozorom wyrzucamy nie balsam/ szampon/ czy coś innego, a nasze pieniądze.

5. Wymiany- blogowe, wizażowe, czy nawet między znajomymi. Jest to dobry sposób na pozbycie się kosmetyku, który z jakiegoś powodu nam nie odpowiada. Pozbywamy się problemu, a przy okazji zyskujemy inny kosmetyk, który może stać się naszym hitem. Przykład: swego czasu w moim domu zalegała farba do włosów. Kupiłam, ale rozmyśliłam się z farbowania, bo postanowiłam wrócić do swojego koloru. Tym sposobem na mojej półce stało kilka złotych, które czekało, aż minie data ważności i pójdzie do kosza. Tak się nie stało- wystawiłam ją na wymiankę i znalazła się chętna osoba. Tym sposobem pozbyłam się farby, a zyskałam nowiutki płyn micelarny :).

6. Małe/ duże pojemności- nie od dzisiaj wiadomo, że kupowanie większych opakowań jest zazwyczaj bardziej opłacalne. Warto z tego korzystać przy produktach, które znamy i lubimy. Mimo to, warto też zwrócić na te mniejsze opakowania, czy nawet saszetki, jeżeli kupujemy kosmetyk pierwszy raz. W momencie, gdy okaże się, że nie przypadł nam do gustu będzie łatwiej go wykorzystać, niż dużą butlę. Przykład: słynna maska Kallos Latte. Jedyni ją uwielbiają (w tym ja), inni omijają szerokim łukiem. Dlatego nie warto pakować się od razu w litr, a wypróbować najpierw opakowanie 275ml :)


7. Rozcinanie opakowań- zawsze po skończeniu kosmetyku w tubie rozcinam ją. I wtedy dopiero przekonuję się, że to jeszcze nie koniec, bo w środku wciąż zostało sporo kosmetyku. Przykład: maska Alterra- wiele osób narzeka na jej małą wydajność. To jeszcze bardziej przemawia za tym, żeby wykorzystać produkt do końca. Ja po "skończeniu" swojej rozcięłam tubę i miałam  maskę jeszcze na dwa użycia :).

8. Recenzje- są bardzo przydatne przed samym zakupem. Nie powiedzą nam wprost, czy produkt się u nas sprawdzi, czy nie, ale jeżeli na 100 opinii 95 jest negatywnych to chyba coś jest nie tak ;). Przykład: Eyeliner w pisaku z Avonu, Perfect Wear ma na KWC 229 opinii, średnią ocen 1,08, a 94% osób twierdzi, że nie kupi ponownie. Taka ilość negatywnych opinii musi już o czymś świadczyć.

9. Miejsce zakupu- często ceny kosmetyków różnią się w zależności od miejsca zakupu. Zazwyczaj ten sam kosmetyk można dostać taniej w markecie, niż drogerii. Nie są to wysokie sumy, jednak kilka takich produktów i mamy już na kolejny kosmetyk. Przykład: pierwszy jaki mi się nasuwa to dwie, można powiedzieć najpopularniejsze drogerie- Rossmann i Natura. W tej drugiej, ceny są zdecydowanie wyższe ;)

10. Próbki- wiem, że czasami ich dostanie graniczy z cudem. Jeżeli jednak uda nam się już je zdobyć to wykorzystajmy to. Nie są to duże ilości, ale często pozwolą nam ocenić czy pełnowymiarowy produkt sprawdzi się u nas. Właśnie dzięki nim możemy ochronić się przed zbędnym wydatkiem. Przykład: jakiś czas temu w Rossmannowskim "Skarbie" znalazła się próbka kremu BB od Nivea. Po użyciu stwierdziłam że krem ciemnieje do uroczej pomarańczki, a twarz mnie piecze. Teraz już na pewno nie wrócę z nim do domu po kolejnych zakupach ;).

Dzięki punktom, które wymieniłam nie oszczędzam pokaźnych sum, jednak kilka złotych co miesiąc zostaje w moim portfelu. Jak to mówią: grosz do grosza... będzie na nowy lakier ;). A Wy staracie się robić takie małe rzeczy dla swojego portfela? :)

Co sądzicie o takich rozwiązaniach? Może macie jakieś swoje pomysły? Podzielcie się :)


Przy okazji chcę przypomnieć o mojej blogerskiej akcji Poczty Marzycielskiej i zachęcić Was do zgłaszania się :)