poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Ważne nowości na facebook'u!

Stało się! Po niemalże 3 latach funkcjonowania bloga wreszcie nadszedł ten moment! Od dzisiaj możecie śledzić mnie również na facebook'u, dzięki czemu jeszcze łatwiej i szybciej będziecie mogli być na bieżąco ze wszystkimi postami! 
A już wkrótce kolejne, nowe wpisy!
Zapraszam do lajkowania i do następnego posta! :)
Trzymajcie się ciepło!


sobota, 1 sierpnia 2015

Ziaja z glinką szarą, czyli oczyszczanie maseczką


Po chwilowych perypetiach z komputerem, po utracie wszystkich danych i po przymusowej przerwie od blogowania wracam! Tym razem pojawiam się z kolejną maseczką (a przedstawiłam Wam ich już 20). Ostatnio częściej sięgam po maseczki oczyszczające. Tym razem padło na maskę z glinką szarą od Ziaji.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Wszystkie znane mi do tej pory maseczki od Ziaji miały zapach dosyć intensywny, często urzekający. Zapach wersji oczyszczającej jest bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny. Maseczka rozprowadza się szybko, łatwo i nie sprawia problemów przy zmywaniu. Po zabiegu skóra jest... praktycznie taka sama jak przed. Nie zauważyłam prawie żadnych efektów poza delikatnym wyrównaniem kolorytu. O ile inne maseczki Ziaji zaskakiwały mnie pozytywnie, tak ta zdecydowanie mnie rozczarowała. Nie zmniejszyła porów, nie oczyściła ich, a zmatowienie trwało nie dłużej niż 5 minut. Również nawilżenie, które obiecuje producent nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. O łagodzeniu podrażnień nie jestem w stanie się wypowiedzieć, bo na chwilę obecną ich nie mam, ale zapewnić mogę, że maseczka sama w sobie krzywdy nie robi.

Tym razem Ziaja nieco mnie rozczarowała. Maseczka okazała się kompletnym niewypałem, który  nie zrobił z moją skórą kompletnie nic. Obecnie jestem w trakcie drugiej saszetki, ale nie kupię jej ponownie. Ziaja zdecydowanie może się pochwalić innymi, skuteczniejszymi maseczkami.


A jakie są Wasze doświadczenia z tą maseczką? 

niedziela, 21 czerwca 2015

Denko!


Długość dzisiejszego denka zaskoczyła mnie dosyć mocno. Zazwyczaj moje denka są skromne, a posty o nich szybkie i krótkie. Tym razem, przychodzę ze zużyciami z 3 miesięcy, które zdecydowanie odbiegają od mojej normy. Uszczupliłam nieco moje zapasy i wykończyłam kilka produktów, których końcówka czekała już od jakiegoś czasu. Usiądźcie wygodnie!


Elfa, Green Pharmacy, Szampon przeciwłupieżowy z cynkiem i dziegciem brzozowym- nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Okrutnie śmierdzi dymem papierosowym i na dodatek słabo działa. Nie kupię ponownie.

Garnier Fructis, Color Resist, Szampon wzmacniający włosy farbowane, z pasemkami- szampony Garniera przypadły mi do gustu ze względu na zapach i dokładne oczyszczanie. Nie straszne mi są SLS i im podobne, dlatego kupię ponownie.

Timotei, Intensywna odbudowa, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych- po odżywki Timoteia sięgam od dawna. Ułatwiają mi rozczesywanie włosów i nie obciążają. Kupię ponownie.


Farmona, Sweet Secret, Piernikowe masło do ciała- recenzję możecie przeczytać tutaj. Polubiłam i bardzo możliwe, że w zimie kupię ponownie.

Soraya, Body Diet, Balsam do ciała, Wyszczuplanie i ujędrnianie- w wyszczuplanie po balsamach nie wierzę, a ujędrnienie zauważyłam tylko dlatego, że w okresie jego używania dużo ćwiczyłam. Spodobał mi się w nim jednak efekt chłodzenia. Mimo to, nie kupię ponownie.


Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej, konwalia- to nie pierwsza i nieostatnia moja buteleczka tego płynu. Na pewno kupię ponownie.

Joanna, Naturia, Peeling myjący z kiwi, wygładzający- swojej recenzji doczekał się tutaj. Nie bez powodu stał się ulubieńcem niejednej z Was, a także podbił moje serce. Kupię ponownie.

Be Beauty, Micelarny żel nawilżający do mycia i demakijażu- pisałam o nim tutaj. Kupuję regularnie i nie zamierzam tego zmieniać. Najlepszy z żeli jaki miałam okazję używać. Kupię ponownie.


Rexona Women, Linen dry, Antyperspirant w sprayu- Rexona to kolejny produkt po który sięgam regularnie i któremu pozostaję wierna. Żaden z antyperspirantów mu nie dorównuje. Kupię ponownie.

Oceanic Pharmaceutic, Oillan balance- recenzję pełną pochwał możecie przeczytać tutaj. Skutecznie ratował moją wysuszoną na wiór skórę, szczególnie zimą. Kiedy znowu będę potrzebowała czegoś mocniejszego na pewno kupię ponownie.

Eveline, Młode dłonie, Przeciwzmarszczkowy krem do rąk 8w1- niewiele jestem w stanie o nim napisać. Kilka dni  po otwarciu zrobił się rzadki, śmierdzący i nadający się jedynie do kosza. Zrażona tym nie kupię ponownie.


Rossmann, Isana, Żel pod prysznic, Proteiny mleka- mimo że uwielbiam żele Isany to ten nie przypadł mi do gustu ze względu na typowo mydlany zapach. Ostatecznie zużyłam jako mydło do rąk. Nie kupię ponownie.

Rossmann, Isana, Żel pod prysznic, Melon i gruszka- po ten wariant zapachowy sięgnęłam już po raz drugi i jestem tak samo zadowolona jak za pierwszy razem. Recenzji doczekał się tutaj. Kupię ponownie.

Rossmann, Isana, Żel pod prysznic, Alpen Gluck- pięknie pachnąca limitka o zapachu kwiatu wiśni i truskawki. Jeżeli pojawi się jeszcze kiedyś w sprzedaży to chętnie kupię ponownie.


Rossmann, Isana, Żel pod prysznic,  Owocowy żel pod prysznic- kolejna wersja limitowa tak samo dobra jak inne. Jeśli pojawi się po raz kolejny to kupię ponownie.

Rossmann, Isana, Żel pod prysznic, Kremowy olejek pod prysznic- jeden z najlepszych żeli Isany, które miałam do tej pory przyjemność używać. Pięknie pachniał i zawierał w sobie małe drobinki z olejkiem. Nie mogę przeżyć faktu, że zniknął z Rossmannowskich półek. Jeśli tylko wróci to wykupię wszystkie! 

Rossmann, Isana, Żel pod prysznic, Brazylijska fiesta- kolejna owocowa limitka Isany, która spełniła moje żelowe oczekiwania. Jeśli pojawi się znowu to chętnie kupię ponownie.



Ziaja, Maska nawilżająca z glinką zieloną, skóra sucha i normalna- dosyć przeciętna jak na maseczki Ziaji. Od czasu do czasu się skuszę, jednak nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj. Może kupię ponownie.

Balea, Przeciwzmarszczkowa maseczka do twarzy, Q10- póki co zużyłam dopiero jej pierwszą część, jednak nie wywołała u mnie fali zachwytu. Dosyć przeciętna. Może kupię ponownie.

Dax Cosmetics, Perfecta Spa, Manicure pielęgnacyjny, Szafirowy peelling + maska serum do rąk- po sam peeling chętnie sięgnęłabym ponownie, zaś maska wypadła beznadziejnie. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj. Jako komplet na pewno nie kupię ponownie.

Rimmel, Stay Matte, Transparentny puder prasowany- puder po który sięgam już od dłuższego czasu. Zdecydowanie mój numer 1. Kupię ponownie.

Dajcie znać, które produkty znacie!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Pierniczki, pierniczki, pierniczki!

Sezon na "zimowe" zapachy zdecydowanie dobiegł końca. Za oknem słońce i temperatura mocno sugerują, że czas odstawić ciężkie, słodkie kosmetyki. Tym samym ja dobiłam do końca z pierniczkowym masłem do ciała z Farmony, które udało mi się ustrzelić w naprawdę fajnej cenie w Biedronce. Za 3 kosmetyki (masło, żel i krem do rąk) zapłaciłam 15 zł. Już jakiś czas temu rozpływałam się nad Farmonowym masłem o zapachu pistacji i czekolady. A o tym jakie wywarł na mnie wrażenie piernikowy brat już informuję.


Standardowo, w tego typu kosmetykach uwiódł mnie zapach. Po prostu powalił na kolana już po pierwszym powąchaniu i co chwilę obwąchiwałam siebie, bądź otwierałam "słoiczek". Zapach jest słodki, mocno korzenny, a przy tym niechemiczny. Dodatkowo utrzymuje się długo na skórze, co spowodowało u mnie kolejną falę zachwytu! Z rozprowadzaniem masła nie miałam najmniejszego problemu. Jest lekkie, łatwe do rozsmarowania, i jak na tego typu produkt, bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia też po sobie żadnych tłustych warstw, chwała mu za to! Działanie tego masła też mogę ocenić pozytywnie. Nie robi szału, ale mimo to, jest naprawdę całkiem przyzwoite. Skóra jest nawilżona, miękka i... pięknie pachnąca!


Łatwo zauważycie, że pierwsze skrzypce w tym masełku gra zapach. Jest fenomenalny, nie nudzi się i podbije serce każdej, która kocha korzenne zapachy. Do tego dochodzi całkiem dobre działanie, więc czego chcieć więcej? ;)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Błyskawiczna maseczka, czyli Verona z oliwką


Zgodnie ze swoim postanowieniem, wróciłam znowu do maseczek. Nie idzie mi to jeszcze tak dobrze i regularnie, jakbym chciała, ale ciągle do przodu. Uwielbiam maseczki za ich cenę, oraz za łatwość i szybkość stosowania. Do tego wszystkiego dochodzi często świetne działanie i mamy wszystko czego nam potrzeba. W moich zapasach już dość długo czekała błyskawiczna oliwkowa maseczka bankietowa z Verony i to właśnie na nią nadszedł dzisiaj czas.
Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Już po otwarciu saszetki poczułam piękny, świeży oliwkowy zapach, który towarzyszy, aż do momentu zmycia maseczki. Rozczarowała mnie jej konsystencja, bardzo lekka, kremowa, wręcz za rzadka. Zdecydowanie bardziej wolę treściwsze produkty. Producent na opakowaniu twierdzi, że maseczka nas odmłodzi- naprawdę? Zauważalne jest natomiast wygładzenie, odświeżenie i delikatne napięcie skóry. Cera po maseczce wygląda zdrowiej, chociaż nie są to spektakularne efekty. Według instrukcji na opakowaniu, maseczki się nie zmywa, z czym kompletnie się nie zgadzam. Produkt nie wchłania się na tyle dobrze, aby móc zetrzeć tylko nadmiar, a resztę pozostawić. Na pewno też nie stanowi dobrej bazy pod makijaż. Pozostawia po sobie nieprzyjemny film  i powoduje, że podkład się roluje.

Maseczka ma zarówno plusy, jak i minusy. Piękny zapach na pewno nie jest w stanie przyćmić niezbyt przyjaznego składu. Natomiast podobne efekty, dają także inne maseczki, z którymi bardziej się polubiłam i do których na pewno chętniej wrócę niż do Verony.

Jakie maseczki gościły ostatnio u Was?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Trochę chomikowania, czyli moje zapasy na kolejne miesiące

Minął już prawie rok, odkład pokazywałam Wam po raz pierwszy swoje zapasy. Od tego czasu dużo się zmieniło, dlatego też przyszedł czas na małą aktualizację tego, co skrywają czeluści moich szafek. O części z tamtych kosmetyków zdążyłam już dawno zapomnieć, części używam aktualnie, a część, o zgrozo, wciąż mieszka w szafkach. Przy okazji mogę się przyjrzeć bliżej swoim zbiorom i określić za co powinnam się zabrać w następnej kolejności. Już mam kilka typów, które zostaną otwarte w najbliższym czasie. 

Żele pod prysznic to jedna z moich słabości zakupowych. Zużywam je na bieżąco, więc nie mam problemu z ich zaleganiem. Najchętniej kupowałabym je przy każdej okazji ze względu na niezliczoną liczbę wariantów zapachowych! Na szczęści staram się hamować, kiedy wiem, że kilka stoi już w szafce :).

Na balsam Ziaji czaiłam się już od dawna i w końcu go mam! Tubka AA z drobinkami złota trafiła do mnie na spotkaniu blogerek, ale w 99% zdecyduję się ją popchnąć w świat- nie przepadam za brokatem w tego typu kosmetykach. Natomiast Love Me Green z masłem karite to jeden z kosmetyków o którym po cichu marzyłam i który czeka już na swoją kolej :).

Peelingi, które czekają na swoją kolej to dwa produkty, o których wiem, że nie powinny mnie zawieść. Zarówno Isana, jak i seria Planet Spa z Avonu spisują się u mnie z reguły bardzo dobrze, więc i teraz nie powinno być problemu. Z kolei Rexona to już stały gość w mojej łazience.


Ten zestaw leży u mnie już dosyć długo. Na początku było mi go po prostu szkoda- tak ładnie wygląda. Później jakoś o nim zapomniałam i dopiero teraz przypomniałam sobie o jego istnieniu. Na pewno wezmę się za niego w najbliższym czasie.


W ostatnim czasie wykończyłam dwie duże maski do włosów, dlatego też postanowiłam uzupełnić zapasy. Kupiłam 4 maski (jedna jest już w użyciu), więc starczą mi zapewne na dosyć długo. Przy okazji wpadła również zapasowa odżywka, której używam, kiedy nie mam czasu na maskę.


Z kremów czekają na mnie 3 sztuki. Jeden na dzień i na noc, i dwa osobne na dzień i na noc. Mimo regularnego używania, kremów nie wykańczam zbyt szybko, dlatego w najbliższym czasie nie mam zamiaru zmieniać ich liczby.


Kolorówki staram się nie kupować na zapas. Zużywanie jej idzie naprawdę wolno, dlatego nie widzę większego sensu. Dosyć dawno już, dałam się jedynie skusić na tusz i eyeliner przy promocji 1+1 w Rossmannie. Oba błyszczyki, które widzicie na zdjęciu dostałam i pewnie jeszcze długo poczekają. Po błyszczyki sięgam bardzo rzadko i póki co, zużywam jeszcze poprzednie. Resztę na pewno zużyję prędzej czy później.


Jeśli chodzi o maseczki to przyznaję bez bicia, że jestem z nimi ustawiona na dość długo. Mam do nich słabość, często je kupuję, ale ostatnio jakoś rzadziej używam. Czas na zmiany :).


Sól regenerującą dostałam na spotkaniu we Wrocławiu. Niestety, jakoś nie po drodze mi do wanny. Zdecydowanie wolę szybki, pachnący prysznic. Pewnie jeszcze poczeka trochę na swoje 5 minut, chociaż nie twierdzę, że jestem do niej nastawiona negatywnie. Wręcz przeciwnie!


W moich zapasach znajdują się też dwa suplementy. O ile po Colloderm na pewno chętnie sięgnę, tak nie wiem do końca co zrobić Bust Forte. Jest to suplement na biust, jednak ja ze swojego jestem zadowolona i nie twierdzę, że potrzebuje on jakiegokolwiek dodatkowego wspomagania. Dostałam go w sierpniu i czeka na decyzję co z nim zrobić. Może spróbuję, nie wiem.


No i na koniec zostały próbki. Na co dzień używam ich bardzo rzadko. Najczęściej sięgam po nie w czasie krótkich wyjazdów, kiedy zamiast pakowania całej butelki żelu pod prysznic, czy słoiczka kremu mogę wrzucić do kosmetyczki lekkie saszetki, albo malutkie tubki. Zdecydowanie ułatwiają mi podróże :).

A Wy robicie zapasy? :)

niedziela, 22 marca 2015

Denko!


Zapewne zdziwi Was fakt, że ktoś publikuje denko prawie pod koniec miesiąca. Zabierałam się już do tego od dłuższego czasu i w końcu stało się! Powoli zbiera się już kolejne, zdjęcia dawno porobione, zatem czas na posta. Spodziewałam się, że dzisiejsze denko będzie dosyć spore, tymczasem jest naprawdę skromne. Ale do rzeczy! :)



Timotei, Glęboki brąz, Odżywka do włosów brązowych z ekstraktem z henny i olejkiem arganowym- stały bywalec mojego denka. Powtórzę po raz setny, że świetnie pachnie, ułatwia rozczesywanie i pozostawia na moich włosach jaśniejsze refleksy. Nic dodać, nic ująć. Kupię ponownie.

Rossmann, Isana, Pianka do golenia dla skóry wrażliwej- bardziej do gustu przypadła mi wersja brzoskwiniowa, jednak nie zastałam jej na półce. Mimo to, tej również nic nie brakuje. Kupię ponownie.

Avon, Planet Spa, Odżywcze masło do ciało z masłem shea- o ile kosmetyki Avonu uchodzą u mnie za kompletną porażkę, tak serię Planet Spa wyłączam z tego grona. Pokochałam to masło za delikatny, orzechowy zapach, gęstą formułę i całkiem dobre odżywienie skóry. Bez dwóch zdań, kupię ponownie.


All About Beauty, Bezalkoholowy łagodny tonik do twarzy, kojąco- nawilżający- świetny tonik za grosze. Zużyłam już 3 butelki, rozpoczęłam kolejną i wciąż jestem zadowolona. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj. Kupię ponownie.

Ziaja, Masło kakaowe, Krem do twarzy, cera normalna, sucha- miałam chwile, że go nienawidziłam, chwile, że był mi obojętny i chwile kiedy go kochałam. Świetnie nawilża, poprawia koloryt skóry, ale ma beznadziejną konsystencję. Po nałożeniu na twarz rozwarstwia się jakby na krem i wodę, przez co ciężko się rozprowadza. Mimo wszystko, w kryzysowej sytuacji kupię ponownie


Bezbarwny lakier do paznokci, no name- niestety nie pamiętam co to za lakier, ani jak się go używało. Została resztka na dnie, która do niczego już się nie nadaje, dlatego idzie do kosza. Nie kupię ponownie.

Palmolive, Thermal SPA, Żel pod prysznic z niebieskimi algami i minerałami morskimi, próbka- kompletnie nie zrobił na mnie wrażenia, które sprawiłoby że kupię pełnowartościowy produkt. Nie kupię.

Dermika, Maseczka energetyzująco- nawilżająca, Energia- uwielbiam maseczki w saszetkach, ale ta rozczarowała mnie po całości. Wysoka cena, nieprzyjemna w stosowaniu i zero efektów. Poświęciłam jej cały post tutaj. Nie kupię.

Love Me Green, Organiczny Energetyzujący Peeling do twarzy, próbka- peeling to dużo powiedziane. Raczej żel do mycia z bardzo delikatnymi, malutkimi drobinkami, który nie zastąpi tradycyjnego peelingu. Całkiem przyjemny, aczkolwiek na pełnowartościowy produkt się nie skuszę. Nie kupię.

Które produkty znacie? 
Które się sprawdziły?

poniedziałek, 9 marca 2015

Laura Conti, Vitamin Booster, czyli koncentrat witaminowy


O tym, że moje paznokcie są wybredne, łamliwe, rozdwajające się i ogólnie nie tak jakbym chciała, wspominałam zapewne z milion razy. Przy okazji dzisiejszego posta mogę to zrobić po raz milion pierwszy. W mojej szufladzie co rusz znajduje się nowa odżywka, która w cudowny, nieinwazyjny i długotrwały sposób ma pomóc moim paznokciom. Od jakiegoś czasu używam Vitamin Booster od Laura Conti i to o niej dzisiaj słów kilka.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Na sam początek zacznę od spraw trochę "technicznych". Odżywka ma ładną buteleczkę o matowym szkle, pojemności 12 ml. Możemy ją dostać już za około 8 zł. Pędzelek spisuję się bardzo dobrze, ma odpowiednią szerokość i długość, wygodnie się nim operuje i przede wszystkim jest odpowiednio ścięty. W tej kwestii, nic dodać, nic ująć, czyli bez najmniejszych zastrzeżeń. Odżywka nałożona na paznokcie przy pierwszej warstwie jest zupełnie bezbarwna. Każda kolejna robi się już bardziej mleczna. Trwałością nie grzeszy, jednak wiem, że stan moich paznokci nie ułatwia sprawy. 


Na pewno nie zrobiła z moimi paznokciami tego, czego oczekiwałam, jednak przy regularnym stosowaniu daje widoczne efekty. Spisuje się dużo lepiej, niż niejedna odżywka, którą miałam okazję używać i która zazwyczaj była niczym więcej jak bezbarwnym lakierem. Delikatnie wzmocniła płytkę i pozwoliła jej podrosnąć, jednak nie pozwala na utrzymanie tego efektu przez dłuższy czas. Z czystym sumieniem mogę ją polecić osobom, które nie mają większych problemów z paznokciami i potrzebują naprawdę niewiele do ich wzmocnienia. Jednak nie sprawdzi się u osób ze słabymi, łamliwymi paznokciami, którym trzeba czegoś mocniejszego. 

Jak się mają Wasze paznokcie?
Koniecznie dajcie znać, 
jakie są Wasze ulubione odżywki! :)

wtorek, 17 lutego 2015

Oillan, krem który podbił moje serce!


W tym roku moja twarz osiągnęła apogeum wysuszenia. Zawsze miałam problemy z jej porządnym nawilżeniem, jednak tak mocne wysuszenie odnotowałam po raz pierwszy w swoim życiu. Po części przyczynił się do tego nowy podkład, który z jednej strony jest świetny, ale z drugiej ma tą wadę, że niesamowicie przesusza. Nie dają sobie z nim rady maseczki, ani większość kremów. I wtedy pojawił się on, hydro-aktywny krem do twarzy Oillan od Oceanic Pharmaceutic, który szybko pokazał co potrafi.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Konsystencja kremu jest dosyć gęsta, jednak na twarzy rozprowadza się bardzo łatwo i świetnie się wchłania. Zapach kremu jest dosyć specyficzny, mi od pierwszego użycia kojarzył się z serkiem pleśniowym i tak jest do dzisiaj. Nie jest on jednak uciążliwy, ani zbyt nachalny. Wystarczy niewielka ilość, żeby posmarować całą twarz, dlatego też, jest bardzo wydajny. Jak już wspomniałam, krem świetnie się wchłania, a tym samym bardzo dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż.


Nie pozostawia po sobie żadnego lepkiego, czy tłustego filmu. Sprawia natomiast, że skóra staje się miękka, gładka i niesamowicie nawilżona! Nie powoduje żadnego podrażnienia, jest delikatny dla skóry, nie zawiera żadnych alergenów, parabenów, barwników i zapachów. Dodatkowym jego plusem jest niezbyt wygórowana cena, około 20 zł za 50 ml, oraz fakt, że jest to kosmetyk polski. Z czystym sumieniem zaliczę go do moich ulubieńców i sięgnę po niego jeszcze niejednokrotnie. Żaden inny krem do tej pory nie zapewnił mi tak dobrej pielęgnacji i nawilżenia. 

Dajcie znać, czy wpadł już w Wasze ręce! :)


sobota, 7 lutego 2015

Dermika Energia, maseczka energetyzująco- nawilżająca


Ta zima dała mi się ostro we znaki. Do tego trafił mi się dość mocno wysuszający podkład i tym sposobem moja twarz ciągle woła o nawilżenie. Tym razem na ratunek miała przyjść Dermika Energia, czyli maseczka energetyzująco- nawilżająca. Jest to moja pierwsza maseczka, i ogólnie pierwszy kosmetyk tej marki. Producent obiecuje wiele, więc też wiele oczekiwałam. Zużyłam całą i przychodzę z recenzją.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Konsystencja maseczki średnio przypadła mi do gustu. Jest raczej rzadka, mało treściwa, bardziej przypomina krem, niż maseczkę. Zapach również nie zdobył mojego uznania. Dosyć intensywny, lekko sztuczny, ale na szczęście niezbyt szkodliwy i uciążliwy. Niepokojące jest to, że po nałożeniu skóra szczypie i staje się lekko rozpalona. Nie zauważyłam jednak, żeby ten efekt się utrzymywał również po zmyciu. Po kliku minutach od nałożenia maseczka się wchłania pozostawiając po sobie tłusty, nieprzyjemny film. Przez to też, zrezygnowałam z pozostawiania jej na dłużej niż 15-20 minut. Kolejnym rozczarowaniem były efekty, a raczej ich brak. Skóra ciągle pozostaje sucha i zmęczona. Nie zaobserwowałam obiecywanego dotlenienia, rozjaśnienia, usunięcia oznak zmęczenia i stresu. Odnotowałam tylko i wyłącznie delikatne napięcie skóry. Jednak jest to zdecydowanie za mało, żebym polubiła się z tą maseczka i żeby pozostała ze mną na dużej. Tym bardziej, dziwi mnie jej wysoka cena. W mojej opinii na pewno nie jest warta około 4-5zł za 10 ml.

Dajcie znać czy miałyście do czynienia z Dermiką ;).