poniedziałek, 9 marca 2015

Laura Conti, Vitamin Booster, czyli koncentrat witaminowy


O tym, że moje paznokcie są wybredne, łamliwe, rozdwajające się i ogólnie nie tak jakbym chciała, wspominałam zapewne z milion razy. Przy okazji dzisiejszego posta mogę to zrobić po raz milion pierwszy. W mojej szufladzie co rusz znajduje się nowa odżywka, która w cudowny, nieinwazyjny i długotrwały sposób ma pomóc moim paznokciom. Od jakiegoś czasu używam Vitamin Booster od Laura Conti i to o niej dzisiaj słów kilka.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Na sam początek zacznę od spraw trochę "technicznych". Odżywka ma ładną buteleczkę o matowym szkle, pojemności 12 ml. Możemy ją dostać już za około 8 zł. Pędzelek spisuję się bardzo dobrze, ma odpowiednią szerokość i długość, wygodnie się nim operuje i przede wszystkim jest odpowiednio ścięty. W tej kwestii, nic dodać, nic ująć, czyli bez najmniejszych zastrzeżeń. Odżywka nałożona na paznokcie przy pierwszej warstwie jest zupełnie bezbarwna. Każda kolejna robi się już bardziej mleczna. Trwałością nie grzeszy, jednak wiem, że stan moich paznokci nie ułatwia sprawy. 


Na pewno nie zrobiła z moimi paznokciami tego, czego oczekiwałam, jednak przy regularnym stosowaniu daje widoczne efekty. Spisuje się dużo lepiej, niż niejedna odżywka, którą miałam okazję używać i która zazwyczaj była niczym więcej jak bezbarwnym lakierem. Delikatnie wzmocniła płytkę i pozwoliła jej podrosnąć, jednak nie pozwala na utrzymanie tego efektu przez dłuższy czas. Z czystym sumieniem mogę ją polecić osobom, które nie mają większych problemów z paznokciami i potrzebują naprawdę niewiele do ich wzmocnienia. Jednak nie sprawdzi się u osób ze słabymi, łamliwymi paznokciami, którym trzeba czegoś mocniejszego. 

Jak się mają Wasze paznokcie?
Koniecznie dajcie znać, 
jakie są Wasze ulubione odżywki! :)

wtorek, 17 lutego 2015

Oillan, krem który podbił moje serce!


W tym roku moja twarz osiągnęła apogeum wysuszenia. Zawsze miałam problemy z jej porządnym nawilżeniem, jednak tak mocne wysuszenie odnotowałam po raz pierwszy w swoim życiu. Po części przyczynił się do tego nowy podkład, który z jednej strony jest świetny, ale z drugiej ma tą wadę, że niesamowicie przesusza. Nie dają sobie z nim rady maseczki, ani większość kremów. I wtedy pojawił się on, hydro-aktywny krem do twarzy Oillan od Oceanic Pharmaceutic, który szybko pokazał co potrafi.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Konsystencja kremu jest dosyć gęsta, jednak na twarzy rozprowadza się bardzo łatwo i świetnie się wchłania. Zapach kremu jest dosyć specyficzny, mi od pierwszego użycia kojarzył się z serkiem pleśniowym i tak jest do dzisiaj. Nie jest on jednak uciążliwy, ani zbyt nachalny. Wystarczy niewielka ilość, żeby posmarować całą twarz, dlatego też, jest bardzo wydajny. Jak już wspomniałam, krem świetnie się wchłania, a tym samym bardzo dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż.


Nie pozostawia po sobie żadnego lepkiego, czy tłustego filmu. Sprawia natomiast, że skóra staje się miękka, gładka i niesamowicie nawilżona! Nie powoduje żadnego podrażnienia, jest delikatny dla skóry, nie zawiera żadnych alergenów, parabenów, barwników i zapachów. Dodatkowym jego plusem jest niezbyt wygórowana cena, około 20 zł za 50 ml, oraz fakt, że jest to kosmetyk polski. Z czystym sumieniem zaliczę go do moich ulubieńców i sięgnę po niego jeszcze niejednokrotnie. Żaden inny krem do tej pory nie zapewnił mi tak dobrej pielęgnacji i nawilżenia. 

Dajcie znać, czy wpadł już w Wasze ręce! :)


sobota, 7 lutego 2015

Dermika Energia, maseczka energetyzująco- nawilżająca


Ta zima dała mi się ostro we znaki. Do tego trafił mi się dość mocno wysuszający podkład i tym sposobem moja twarz ciągle woła o nawilżenie. Tym razem na ratunek miała przyjść Dermika Energia, czyli maseczka energetyzująco- nawilżająca. Jest to moja pierwsza maseczka, i ogólnie pierwszy kosmetyk tej marki. Producent obiecuje wiele, więc też wiele oczekiwałam. Zużyłam całą i przychodzę z recenzją.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:
Konsystencja maseczki średnio przypadła mi do gustu. Jest raczej rzadka, mało treściwa, bardziej przypomina krem, niż maseczkę. Zapach również nie zdobył mojego uznania. Dosyć intensywny, lekko sztuczny, ale na szczęście niezbyt szkodliwy i uciążliwy. Niepokojące jest to, że po nałożeniu skóra szczypie i staje się lekko rozpalona. Nie zauważyłam jednak, żeby ten efekt się utrzymywał również po zmyciu. Po kliku minutach od nałożenia maseczka się wchłania pozostawiając po sobie tłusty, nieprzyjemny film. Przez to też, zrezygnowałam z pozostawiania jej na dłużej niż 15-20 minut. Kolejnym rozczarowaniem były efekty, a raczej ich brak. Skóra ciągle pozostaje sucha i zmęczona. Nie zaobserwowałam obiecywanego dotlenienia, rozjaśnienia, usunięcia oznak zmęczenia i stresu. Odnotowałam tylko i wyłącznie delikatne napięcie skóry. Jednak jest to zdecydowanie za mało, żebym polubiła się z tą maseczka i żeby pozostała ze mną na dużej. Tym bardziej, dziwi mnie jej wysoka cena. W mojej opinii na pewno nie jest warta około 4-5zł za 10 ml.

Dajcie znać czy miałyście do czynienia z Dermiką ;).

piątek, 23 stycznia 2015

Ściereczka Glov on-the-go- hit, czy kit?


O tym, jak ważny jest codzienny demakijaż zapewne nie muszę Wam przypominać. Moim ulubionym kosmetykiem do tego jest mega tani i świetnie radzący sobie żel z Biedronki (klik). Korzystam też z mleczek do demakijażu i płynów micelarnych, i mimo, że trafiałam na lepsze lub gorsze produkty, to jednak nie trafiłam na taki, który zadowoliłby mnie w 100%. W sierpniu trafiła natomiast do mnie ściereczka Glov, w wersji on-the-go, która niczym magnes ma usuwać makijaż. Brzmi nieźle!


Zadaniem ściereczki jest usuwanie makijażu bez chemii i wacików. Wystarczy namoczyć ją w wodzie, przyłożyć do twarzy, a następnie delikatnie zetrzeć makijaż. Ja jej używam natomiast na dwa sposoby. Rano, moczę w chłodnej wodzie i przecieram nią twarz. Świetnie odświeża po całej nocy i delikatnie rozbudza. Jednak nie to jest jej zadaniem. Drugi, właściwy już sposób to demakijaż. Wtedy ściereczka trafia pod ciepłą wodę. Podeszłam do tego z dużą dozą powątpiewania. Okazało się jednak, że nie jest tak źle. Ściereczka w całkiem przystępny sposób pomaga pozbyć się makijażu bez użycia innych kosmetyków. Ale nie jest tak kolorowo, jakby się wydawało. Usuwa go niedokładnie i dla właściwego efekt trzeba się już trochę przyłożyć, szczególnie przy mocniejszym makijażu. 
Na początku ściereczka była bardzo mięciutka, delikatna i naprawdę przyjemna w stosowaniu. Mimo tego, że używam jej od czasu do czasu to dosyć szybko stała się twardsza i bardziej szorstka, ale wciąż całkiem miła w dotyku. Ogromnym jej plusem jest łatwość czyszczenia. Bez najmniejszego problemu dopiera się nawet z mocnych, wodoodpornych kosmetyków i ciągle pozostaje biała.


Nie powiem, że jej nie polubiłam. Do lekkiego makijażu i odświeżenia po nocy sprawdza się naprawdę dobrze. Nie potrzebuje przy tym żadnych kosmetyków do demakijażu, a pranie nie sprawia naprawdę żadnego problemu. Mimo wszystko, cena (39.90zł), którą ustalił producent, nie przekonuje mnie do ponownego zakupu. Ściereczka nie jest w stanie w pełni zastąpić tradycyjnych produktów do demakijażu na mojej półce. Daję jej 7/10.

Dajcie znać jaki sposób demakijażu jest dla Was najlepszy! :)

sobota, 20 grudnia 2014

Jak to jest z tymi suplementami? Horsetail Forte na włosy, skórę i paznokcie


W dniu dzisiejszym witam się z Wami z łóżka. Niestety dopadło mnie mocne przeziębienie, które nie pozwala na więcej niż wylegiwanie się z laptopem. Korzystając z tej okazji, podjęłam szybką decyzję o wpisie dotyczącym suplementu diety Horsetail Forte. Stosując ten suplement głównie zależało mi na wzmocnieniu paznokci i to na nich szczególnie skupię się w tym wpisie.

Informacje od producenta i skład:


Kilka słów ode mnie:

Horsetail Forte możecie dostać chyba w każdej aptece za około 15 zł. W opakowaniu znajduje się 40, dosyć dużych tabletek. Dla mnie nie stanowiło to żadnej przeszkody, ponieważ nie mam problemu z ich łykaniem. Ważne jest, żeby zgodnie z zaleceniami producenta stosować je przed lub w trakcie posiłku i popić dużą ilością wody. W innym przypadku, będzie się Wam odbijać białym pyłem! Tabletki są całkowicie bezsmakowe. Jest to biały proszek w rozpuszczających się osłonkach. Po ponad miesięcznym stosowaniu tego suplementu nie zauważyłam żadnych zmian. Cera i włosy pozostają dokładnie takie same jak przed kuracją. Paznokcie również nie zaczęły szybciej rosnąć, ciągle się rozdwajają i łamią. 


Jestem świadoma, że jest to tylko suplement, który stanowi dodatek do zdrowej diety, jednak nie przyniósł nawet najmniejszych, oczekiwanych efektów. Głównie zależało mi na wzmocnieniu paznokci, którego niestety nie udało mi się osiągnąć. Pozytywnie mogę jednak ocenić fakt, że w żaden sposób mi nie zaszkodziły. Nie podrażniają żołądka i nie wywołują niepożądanych objawów, o co łatwo przy tego typu produktach. Mimo wszystko, tabletki nie sprawdziły się i na pewno nie sięgnę po nie ponownie. Dostają ode mnie 2/5.

Zdarza się Wam sięgać po suplementy?
Które z nich cenicie najbardziej?

środa, 10 grudnia 2014

Denko!


No i mamy już kolejny miesiąc! Właściwie to już od 10 dni, więc czas na kolejne denko. A dopiero co publikowałam wrześniowo- październikowe! Tym razem opowiem Wam co nieco o zużyciach tylko z jednego miesiąca. Nie jest ich zbyt wiele, ale nie chcę trzymać pustych opakowań przez kolejny miesiąc. Zatem zapraszam na słów kilka o każdym z produktów.


Bingo Spa, Maska do włosów ze spiruliną i keratyną- kupiłam ją właściwie bez zastanowienia za jakieś 10 zł i od razu pokochałam. Świetnie nawilża, wygładza i podkreśla moje loki. Na dodatek świetnie dawała sobie radę z puszeniem. Na pewno kupię ponownie!


Rossmann, Isana, Letni żel pod prysznic pomarańcza i grejpfrut- kolejny zapach, który pogłębił moje uwielbienie do tych żeli. Świeży i orzeźwiający. Żałuję, że była to wersja limitowana, bo na pewno kupiłabym ponownie!

Joanna, Fruit Fantasy, Gruboziarnisty peeling do ciała, Rajskie Jabłuszko- recenzję tego peelingu możecie zobaczyć tutaj. Niestety, ale bardzo mnie rozczarował. Wiązałam z nim duże nadzieje, ale szybko okazało się, że zapach jest sztuczny, a efekty nie takie jak oczekiwałam. Nie kupię ponownie.


Sensique, Strong Nails, Mineral Regeneration, Regerująca odżywka z minerałami- odżywka należy do tych, które nie robią nic, poza tym że są na paznokciach. W żaden sposób nie wzmocniła moich paznokci, ani nie przyspieszyła ich wzrostu. Dobrze sprawdziła się tylko jako bezbarwny lakier, ponieważ dosyć długo trzyma się na paznokciach. Nie kupię ponownie.

Lirene Dermoprogram, City Matt, Fluid matująco- wygładzający- na dzień dzisiejszy jest to mój ulubiony podkład (obecnie w nowym opakowaniu). Jest wygodny w użyciu, dobrze się rozprowadza, nie ciemniej, delikatnie kryje i ładnie wtapia się w skórę. Kupię ponownie.

Apart, Oil Theraphy, Esencja do kąpieli relaksującej- recenzję możecie przeczytać tutaj. Niestety, ale poza pianą, ta esencja nie robiła kompletnie nic. Nie kupię ponownie

Dajcie znać, które produkty znacie!
Jak się mają Wasze listopadowe denka?

sobota, 6 grudnia 2014

Kąpiel z olejkami aromatycznymi- Apart Oil Therapy, Esencja do kąpieli relaksującej

Grudzień to czas, kiedy każdy marzy o ciepłej, pachnącej kąpieli pełnej piany. Również i mi się zamarzyła, więc sięgnęłam do swoich zbiorów po saszetkę Apart Oil Therapy, która zawiera w sobie relaksującą kąpiel z olejkami aromatycznymi. Nalałam gorącej wody, dolałam zawartość i z dużym zaciekawieniem przystąpiłam do testów. 


Informacje od producenta i skład:

Moja opinia:
Już na samym początku zdziwiła mnie konsystencja produktu. Z saszetki wylałam do wanny bezbarwną esencję konsystencji wody. Spodziewałam się czegoś gęstszego, treściwszego. Zawartość od razu mocno się spieniła, co zatarło pierwsze, niezbyt dobre wrażenie. Właściwie uzyskałam pełną wannę piany, która utrzymywała się naprawdę długo. W końcu SLS znajduje się już na drugim miejscu. Niestety kwestie zapachowe były następną rzeczą, która mnie zawiodła. Miała to być odprężająca, pięknie pachnąca esencja, tymczasem ja nie poczułam prawie nic. Żadnych mandarynek, imbiru, czy ylang- ylang (czymkolwiek on jest! :)). Zawiodły mnie również obietnice producenta o odprężeniu i uspokojeniu. Ta kąpiel zdecydowanie nie była bardziej odprężająca, niż każda inna, bez dodatku jakichkolwiek produktów. Pielęgnacji i regeneracji skóry również nie zaobserwowałam. Podsumowując, mogę stwierdzić, że produkt nie robi nic więcej poza dużą ilością piany. Kąpiel dostaje od mnie 2/5.

Jakie produkty do kąpieli są Waszymi hitami?
Które nie sprawdziły się kompletnie?

niedziela, 30 listopada 2014

Jak oszczędzać na kosmetykach, nie rezygnując z nich- cz. 2

Wpis o tym "Jak oszczędzać na kosmetykach, nie rezygnując z nich" spotkał się z bardzo fajnym odbiorem z Waszej strony, dlatego dzisiaj postanowiłam stworzyć jego drugą część, na podstawie swoich nowych pomysłów, oraz tego, co zaproponowaliście w komentarzach. Mam nadzieję, że również z tych propozycji chętnie skorzystacie i będziecie mogły sobie na kolejnych zakupach pozwolić na nieco więcej. Pierwsza część możecie przeczytać tutaj.


1. Zamawiaj przez internet- wiele produktów w internecie można dostać dużo taniej, niż stacjonarnie. Dokładnie te same produkty często na allegro, czy w drogeriach internetowych kosztują grosze, natomiast w sklepie stacjonarnym majątek. Pamiętaj, że stacjonarnie płacisz też za wynajem lokalu, czy liczniejszą obsługę.

2. Dziel koszty przesyłki, lub poluj na darmową dostawę- zamawiając kosmetyki w internecie warto zapytać siostrę/mamę/przyjaciółkę/współlokatorkę czy nie chciałyby również czegoś zamówić. Dzieląc koszt przesyłki na 2, czy nawet więcej osób, zaoszczędzamy kolejne kilka złotych. Alternatywą do tego rozwiązania są darmowe dostawy. Warto z nich korzystać, jednak śledzenie takich informacji wymaga już trochę czasu i cierpliwości.

3. Używaj wspólnie z innymi- są produkty o takiej pojemności, które naprawdę ciężko zużyć samodzielnie, albo wręcz jest to niemożliwe. Wykończenie lakieru do paznokci przed jego zgęstnieniem jest trudne. We dwie, łatwiej dacie mu radę, a dzieląc się swoimi zbiorami macie znacznie większą gamę kolorów.

4. Nie skreślaj tanich produktów- o tym, że cena nie zawsze jest wyznacznikiem jakości, przekonałam się już niejednokrotnie. Produkty tanie, często dyskontowe są dobre, a jednocześnie kosztują kilka złotych mniej, niż ich markowe odpowiedniki. Tutaj prym zdecydowanie wiedzie Biedronka. Tańsze drogeryjne marki również spisują się nieraz lepiej, niż te znane i drogie. Pamiętaj, często płacisz duże pieniądze nie tylko za produkt, ale też za jego reklamę!

5. Wykorzystaj potencjał swojego telefonu- obecnie większość z Was posiada smartfony, które dają duże pole do popisu. Za przykład, może posłużyć chociażby aplikacja KWC, za pomocą której możesz sprawdzić w drogerii, czy kosmetyk jest warty zakupienia, czy lepiej nie patrzeć nawet w jego stronę. Można również zajrzeć na blogi ;).

6. Porównuj ceny w różnych sklepach- pamiętaj że w różnych sklepach są różne ceny. I nie mówię tutaj o tym, żeby biegać po całym mieście, bo coś tam jest tańsze o 5 groszy. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że Natura jest droższa od Rossmanna, a Rossmann od marketów. Ceny w różnych miejscach potrafią różnić się nawet o kilka złotych!


7. Pamiętaj o tym, co już masz- myślę, że wielu z Was zdarzyło się wrócić z zakupów i stwierdzić, że jakiś produkt już macie i wcale go nie potrzebowałyście. Nie dajcie się ponieść fali promocji. Dwa razy zastanówcie się, czy dany kosmetyk na pewno jest Wam potrzebny.

8. Zachowaj rozsądek robiąc zapasy- zapasy to dobra rzecz. Na promocji możesz kupić taniej np żel pod prysznic, który wykorzystasz za miesiąc, czy dwa. Ale jeżeli w Twoich zapasach jest 20 żeli to zaczyna się problem. Produkty mogą się przeterminować, zanim zdążysz je wykorzystać.

9. Znajdź nowe zastosowanie dla bubli- o rozczarowanie jakimś produktem nie trudno. Niesprzyjającą naszym włosom odżywkę możemy wykorzystać do golenia nóg, a szampon do mycia pędzli, czy nawet podłogi. Takich rozwiązań jest naprawdę dużo, wystarczy trochę pokombinować, żeby nie wyrzucać pieniędzy do kosza. Zużyjesz do końca i nie będziesz aż tak bardzo żałować nieudanego zakupu.

10. Przechowuj jak należy- ten punkt tyczy się przede wszystkim lakierów do paznokci, chociaż nie tylko. Ważne jest, żeby swoje kosmetyki trzymać w miejscu ciemnym, chłodnym, a lakiery w lodówce, jeśli tylko mamy taką możliwość. Słoneczny parapet to na pewno nie jest dobre miejsce na nasze kosmetyki.

Jakie są Wasze sposoby na oszczędzanie bez wyrzeczeń?

piątek, 14 listopada 2014

Denko!


Mamy połowę listopada, a ja wciąż pozostaje w tyle z moim denkiem. W zeszłym miesiącu nie miałam co pokazać, dlatego postanowiłam zaczekać jeszcze miesiąc i zrobić denkowy post z dwóch miesięcy. Nie przedłużając, zapraszam Was do moich krótkich recenzji o zużytych kosmetykach.


Pettenon Cosmetici, Sercial, Crema al Latte, Maska do włosów- skusiłam się na nią po zużyciu mlecznego Kallosa. Początkowo byłam nią zachwycona, szczególnie zapachem. Z czasem jednak znudziła mi się do tego stopnia, że zużywałam ją na siłę. Nie zauważyłam większych zmian w stanie moich włosów po jej zużyciu. Raczej nie kupię ponownie.

Rossmann, Isana Hair Professional, Odżywka do włosów kręconych- nie robiła z moimi włosami nic szczególnego, ale mimo wszystko była dość przyjemna w stosowaniu. Taka na co dzień, kiedy brakuje czasu na coś mocniejszego. Może kupię ponownie.

Joanna, Naturia, Odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną- kolejny produkt, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. W niewielkim stopniu niweluje puszenie i ułatwia rozczesywanie. Na pewno spróbuję innych wersji. Może kupię ponownie.


PZ Cussons, Original Source, Żel pod prysznic, Malina i kakao- o tym żelu pisałam tutaj. Nie zrobił mi krzywdy, całkiem dobrze mył, ale kompozycja zapachowa kompletnie nie przypadła mi do gustu. Nie kupię.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej, Konwalia- to już nie pierwsza moja buteleczka Ziajowego płynu. Tani, dobry, polski produkt. Kupię ponownie.

Lirene Dermoprogram, Intensywna regeneracja, Balsam do ciała- z przykrością muszę stwierdzić, że na pewno nie była to intensywna regeneracja. Raczej zwykły balsam dla mało wymagającej skóry z parafiną na czele, która pozostawia lepki film. Nie kupię ponownie.


Rimmel, Extra Super Lash Mascara, Tusz do rzęs- kolejny produkt, gdzie producent obiecuje ekstra, super rzęsy, a dostajemy ekstra, super, zwykły tusz. Bardzo przeciętny, a cena nieadekwatna do jakości. Nie kupię ponownie.

Miyo, Super Lash Mascara 3 in 1 Action, Tusz do rzęs- ten tusz pokochałam od pierwszego użycia! W końcu trafiłam na świetnie pogrubiający i wydłużający tusz za naprawdę fajną cenę. Na pewno kupię ponownie!


Dax Cosmetics, Perfecta Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty z minerałami morskimi i krzemionką- do recenzji odsyłam tutaj. Póki co, jest to najlepszy peeling z jakim miałam do czynienia i na pewno sięgnę po niego jeszcze wiele razy. Kupię ponownie.

Lirene Dermoprogram, Nawilżanie, Maseczka samowchłaniająca z wyciągiem z wiśni z Barbados- o tej maseczce pisałam tutaj. Wypadła naprawdę słabo, nawilżenia nie zauważyłam praktycznie żadnego. Niestety, ale nie kupię ponownie.


Dajcie znać jak Wasze denka!
Udanego weekendu! :)

wtorek, 4 listopada 2014

Nawilżanie z Lirene, czyli maseczka samowchłaniająca

Jakiś czas temu wpadłam w szał kupowania maseczek do twarzy. Właściwie trwa on do dzisiaj, bo szkoda nie wrzucić do koszyka, skoro kosztują naprawdę grosze. O ile na początku używałam ich sumiennie, tak teraz przestało mi to trochę wychodzić. Staram się jednak nie zapominać o nich zupełnie i od czasu do czasu kieruję swoje kroki do łazienki w celu nałożenia którejś z nich. Ostatnim razem padło na Lirene Dermoprogram. Zmierzyłam się z maseczką nawilżającą z wyciągiem z wiśni z Barbados. Sama nie wiem czemu, ale już od początku liczyłam na wiele.


Cena i dostępność:
Jak większość maseczek, produkt nie jest drogi. W zależności od miejsca zapłacimy za nią około 2-3zł za 10ml. Swoją zakupiłam przy okazji którejś z Biedronkowej gazetki kosmetycznej za niecałe 2zł. Trochę drożej można je dostać w większości sieciowych drogerii.

Informacje od producenta:

Skład:

Moja opinia:
Po otwarciu saszetki mamy do czynienia z białą maseczką o kremowej konsystencji i typowo kremowym, dość intensywnym zapachu. Już na 4 miejscu w składzie mamy parafinę, a tym samym maseczka jest tłustawa, i taką też pozostawia po sobie powłokę. Rozprowadza się bez najmniejszego problemu. Chwilę po nałożeniu, odczułam na twarzy delikatnie, niezbyt przyjemne pieczenie, jednak nie zrobiła mi ona żadnej, nawet najmniejszej krzywdy. Produkt stosowałam na dwa sposoby- tak jak zaleca producent, czyli bez zmywania, oraz ze zmywaniem. Po zmyciu maseczki, skóra jest przyjemna w dotyku, miększa, ale w bardzo niewielkim stopniu. Wrażenie delikatności, wygładzenia jest znacznie wyraźniejsze przy pozostawieniu maseczki. Uważam jednak, że jest to złudne uczucie, które funduje nam parafina. Mimo wszystko, w obu przypadkach efekty są chwilowe. Właściwie już po kilku godzinach można o nich zapomnieć. Jak wspomniałam na początku, pokładałam w tej maseczce duże nadzieje. Niestety, szybko się rozczarowałam i daję jej +2/5.

Które produkty Lirene polecacie, a które wręcz przeciwnie? :)